Olga Tokarczuk stworzyła bohaterkę, której trudno zapomnieć, a Agnieszka Holland znalazła sposób, by przenieść jej świat na ekran. „Pokot” to wybór AI, który zachęca do ponownego seansu — i do rozmowy długo po napisach końcowych.

WIDEO…

player placeholder

„Pokot” zaczyna się jak kryminał

W niewielkiej miejscowości w Sudetach ginie kłusownik. Okoliczności jego śmierci są zagadkowe, a Janina Duszejko — emerytowana inżynierka, miłośniczka astrologii i zwierząt — ma własną teorię na temat tego, co się wydarzyło. Kiedy pojawiają się kolejne ofiary, rozpoczyna śledztwo, choć miejscowi niechętnie jej słuchają. W Janinę wcieliła się Agnieszka Mandat. 
Początkowo można dać się wciągnąć samej zagadce. Z każdą sceną coraz ważniejsze staje się jednak to, kto w tej społeczności ma prawo zabierać głos, czyje cierpienie jest lekceważone i jak łatwo przyzwyczaić się do przemocy, jeśli dotyczy zwierząt. Duszejko mówi o tym bez ogródek. Bywa niewygodna, czasem irytuje, ale nie sposób jej zignorować.

Holland nie wygładziła świata Tokarczuk

„Prowadź swój pług przez kości umarłych” nie jest powieścią, którą łatwo zamknąć w jednym gatunku. Kryminalna intryga spotyka się tu z czarnym humorem, astrologią i opowieścią o relacji człowieka z przyrodą. „Pokot” zachowuje tę mieszankę: chwilami przypomina thriller, za moment staje się groteskowy albo zaskakująco baśniowy. 

Zobacz także:

Właśnie w tym tkwi siła adaptacji. Film nie sprowadza książki do historii o serii tajemniczych zgonów. Pozostawia miejsce na jej dziwność, gniew i niejednoznaczność, a zimowy krajobraz Sudetów wzmacnia atmosferę osamotnienia Janiny. Przy scenariuszu pracowały Olga Tokarczuk i Agnieszka Holland; film powstał przy współpracy reżyserskiej Kasi Adamik.

 

Dlaczego warto wrócić do „Pokotu”?

Film z 2017 roku zdobył Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinale, lecz najlepiej świadczy o nim to, że nadal daje powody do dyskusji. Czy Duszejko widzi więcej od innych, czy jej przekonania przesłaniają jej prawdę? „Pokot” pozwala długo pozostawać z tymi pytaniami. 

Wybór AI nie rozstrzyga, która ekranizacja polskiej książki jest obiektywnie najlepsza. Przypomina za to o filmie, który potraktował literacki pierwowzór z wyobraźnią. „Pokot” najlepiej ogląda się bez oczekiwania na klasyczny kryminał: wtedy najmocniej wybrzmiewa historia kobiety, której nikt nie chce słuchać, choć ma do powiedzenia coś ważnego.