Reklama

Są takie obrazy Polski, które nie należą już do historii, tylko do zbiorowej wyobraźni. I właśnie do nich wraca film „Gierek” - do kraju, który miał się rozpędzić, dogonić Zachód, „stanąć na nogi” szybciej, niż pozwalała rzeczywistość. Lata 70. w tym filmie nie są tylko dekadą - są stanem napięcia. Pomiędzy obietnicą a niedoborem. Pomiędzy hasłem „druga Polska” a widokiem półek, które wciąż potrafią zaskakiwać pustką. To czas, w którym wielkie inwestycje sąsiadują z codziennością zapisaną w kolejkach, kartek i telefonach „czy coś rzucili”.

To Polska w wersji, która mówiła dużo o przyszłości, ale żyła bardzo mocno teraźniejszością.

Elle newsletter
elle.pl

„Gierek” - człowiek w środku systemu

Gierek
mat. prasowe

W centrum tej opowieści stoi Edward Gierek - polityk, który w zbiorowej pamięci nie ma jednej twarzy. Raz jest symbolem modernizacji, raz początkiem pęknięcia, które doprowadziło do kryzysu. Film nie rozstrzyga tej sprzeczności - raczej ją obrysowuje. Pokazuje Gierka jako człowieka uwikłanego w mechanizm, który wymaga od niego jednocześnie wiary i kontroli, bliskości i dystansu.

W tej roli widzowie widzą na ekranie Michała Koterskiego, a obok niego pojawiają się m.in. Małgorzata Kożuchowska, Jan Frycz, Cezary Żak i Rafał Zawierucha - tworząc świat, który bardziej rekonstruuje atmosferę niż doprecyzowuje historię.

Polska Gierka - między obietnicą nowoczesności a codziennością braków

Gierek
mat. prasowe

Lata 70., czyli dekada Edwarda Gierka, w zbiorowej pamięci funkcjonują jako moment przyspieszenia. Polska miała wtedy „doganiać Zachód” - poprzez wielkie inwestycje, rozwój przemysłu, budowę osiedli i modernizację infrastruktury. W oficjalnym obrazie była to dekada awansu: więcej mieszkań, więcej pracy, więcej nadziei na stabilniejszą przyszłość. W rzeczywistości ten rozwój był w dużej mierze oparty na kredytach zagranicznych, które miały sfinansować skok cywilizacyjny.

Codzienność wyglądała jednak inaczej niż propagandowe hasła. Sklepy często świeciły pustkami, a dostęp do wielu produktów zależał od dostaw, kolejek i tzw. „rzucania towaru”. Wyjazdy za granicę były ograniczone, a granice realnie zamknięte dla większości obywateli. Życie toczyło się więc pomiędzy obietnicą nowoczesności a praktyką codziennego „kombinowania” - w systemie, w którym oficjalny obraz rzeczywistości rzadko pokrywał się z tym, co widziano na ulicy i w sklepach.

Kino pamięci, nie podręcznika

Gierek
mat. prasowe

O filmie „Gierek” trudno mówić wyłącznie językiem ocen. Krytyczne głosy dotyczyły narracji i sposobu prowadzenia historii, ale równolegle działa coś innego - emocja widza, który nie ogląda już „PRL-u”, tylko jego ślady w rodzinnych opowieściach.

To produkcja, który uruchamia pamięć bardziej niż wiedzę. Nie tyle tłumaczy epokę, co pozwala ją sobie przypomnieć - przez fragmenty, skojarzenia, obrazy zasłyszane kiedyś przy stole. I w tym sensie działa trochę jak echo: nie zawsze wyraźne, ale rozpoznawalne.

Nostalgia, która nie potrzebuje 10/10

Gierek
mat. prasowe

Widzowie często patrzą na ten film nie jak na biografię, ale jak na punkt zaczepienia. Pretekst do rozmowy o Polsce, która była jednocześnie bliska i nie do końca uchwytna. Bo Gierek nie zamyka historii. Raczej ją rozszczelnia - zostawia miejsce na wspomnienia, które nie układają się w jedną wersję wydarzeń.

I może właśnie dlatego ten tytuł wraca. Nie jako odpowiedź, ale jako pytanie o to, jak pamiętamy czasy w, których przyszło nam żyć lub które znamy tylko z rodzinnych opowieści.

Film „Gierek” dostępny jest na Netflix.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...