Paryż, Fashion Week, kreacje warte fortunę i ludzie, którzy potrafią godzinami pracować nad jednym detalem, by na wybiegu wszystko wyglądało perfekcyjnie. To sceneria, która aż prosi się o film pełen pięknych obrazów, wielkich nazwisk i modowego przepychu. Alice Winocour wykorzystuje ją jednak do opowiedzenia historii, w której najważniejsze nie są ubrania, lecz kobiety stojące za kulisami.

WIDEO…

player placeholder

„Ikona mody” (Coutures) z Angeliną Jolie w roli głównej to dramat o kruchości życia, zmianach, których nie da się zaplanować, i więziach rodzących się tam, gdzie najmniej się ich spodziewamy. Rozumiem, że nie każdemu przypadnie do gustu sposób, w jaki reżyserka prowadzi tę opowieść. Nie rozumiem jednak, dlaczego film zebrał tak niskie oceny. Po seansie na Canal+ mam poczucie, że warto dać mu szansę.

Angelina Jolie w świecie haute couture. Za kulisami pięknego obrazka

Ikona mody
mat. prasowe
Zobacz także:

Haute couture to nie po prostu drogie ubrania ani kolejna kolekcja prezentowana podczas Fashion Week. To świat ekskluzywnego krawiectwa, ręcznego rzemiosła i kreacji tworzonych z niezwykłą dbałością o szczegóły, często na indywidualne zamówienie. Każdy szew, przymiarka i najmniejszy element mają znaczenie. Właśnie w takim otoczeniu rozpoczyna się historia Maxine Walker, amerykańskiej reżyserki granej przez Angelinę Jolie.

Maxine przyjeżdża do Paryża, by przygotować film otwierający pokaz domu mody. Szybko okazuje się jednak, że zawodowe wyzwanie schodzi na dalszy plan. Kobieta dowiaduje się, że ma raka piersi, a jej dotychczasowe życie nagle zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Plany, ambicje i codzienne problemy zderzają się z diagnozą, na którą nie można przygotować się żadnym scenariuszem.

Winocour ciekawie zestawia te dwa światy. Z jednej strony mamy branżę, w której wszystko musi być dopracowane, ciało podlega ocenie, a perfekcja jest niemal obowiązkiem. Z drugiej - rzeczywistość, w której nie da się kontrolować wszystkiego, a własna cielesność przestaje być abstrakcyjnym elementem wizerunku. Pod pięknymi kreacjami kryją się przecież prawdziwi ludzie, ze swoimi lękami, zmęczeniem i historiami, których nie widać na zdjęciach z czerwonego dywanu.

Trzy kobiety, trzy historie i szwy, które je łączą

Ikona mody
mat. prasowe

Maxine nie jest jedyną bohaterką filmu. Równolegle poznajemy Adę (Anyier Anei), młodą modelkę z Sudanu Południowego, która próbuje odnaleźć się w wymagającym świecie mody, oraz Angèle (Ella Rumpf), charakteryzatorkę pracującą za kulisami pokazów, marzącą o własnej drodze twórczej. Każda z nich znajduje się w innym momencie życia, mierzy się z innymi problemami i ma odmienne wyobrażenie o przyszłości.

Na pierwszy rzut oka ich historie niewiele łączy. Dopiero z czasem widać, że wszystkie próbują odnaleźć się w rzeczywistości, która narzuca im określone role i oczekiwania. Jedna musi zmierzyć się z chorobą, druga z obcym środowiskiem i presją, a trzecia z poczuciem, że jej własne ambicje wciąż czekają na swoją kolej.

Warto zatrzymać się przy francuskim tytule filmu. Coutures oznacza nie tylko nawiązanie do krawiectwa i haute couture, lecz także „szwy”. To znaczenie otwiera dodatkową interpretację całej historii. Szwy łączą kawałki materiału, ale mogą też kojarzyć się z ranami, bliznami i próbą zszycia tego, co zostało naruszone. W filmie Winocour te znaczenia spotykają się ze sobą: przy pracy nad ubraniami, w szpitalnej rzeczywistości Maxine i w relacjach między kobietami.

Nie chodzi przy tym o banalną opowieść, w której wszystkie bohaterki nagle stają się najlepszymi przyjaciółkami. Ich losy splatają się subtelniej. Czasem wystarczy wspólne doświadczenie, uważność albo moment, w którym ktoś dostrzega w nas coś więcej niż funkcję, wygląd czy zawodową etykietę. Właśnie w tych połączeniach widzę jeden z najciekawszych pomysłów filmu.

„Ikona mody” z Angeliną Jolie. Dlaczego oceny mnie nie zniechęcają?

Ikona mody
mat. prasowe

Na Filmwebie „Ikona mody” ma obecnie 4,7/10, a na IMDb - 5,7/10. To wyniki, które mogą skutecznie zniechęcić do seansu, zwłaszcza jeśli szukamy filmu na wieczór i chcemy wybrać coś sprawdzonego. Rozumiem część zastrzeżeń: kilka wątków prowadzonych równolegle nie zawsze ma taką samą siłę, a niektóre momenty mogłyby wybrzmieć mocniej. Nie uważam jednak, że te niedoskonałości przekreślają całość.

Najbardziej interesuje mnie tutaj sposób, w jaki film odchodzi od oczywistego wyobrażenia o modzie. Nie jest to wyłącznie opowieść o pięknych ubraniach i kulisach wielkiego wydarzenia. To także spojrzenie na ludzi, których zwykle nie zauważamy, gdy oglądamy efekt końcowy: modelki, charakteryzatorki, krawcowe i osoby wykonujące pracę, bez której perfekcyjny obrazek po prostu by nie powstał.

Angelina Jolie wnosi do roli Maxine wrażliwość, która dobrze współgra z historią kobiety zmuszonej do przemyślenia własnych priorytetów. Nie potrzebuje nieustannie podkreślać emocji wielkimi gestami. W tej opowieści ważne są również chwile ciszy, spojrzenia i próby oswojenia rzeczywistości, na którą bohaterka nie była gotowa. Towarzyszą jej Louis Garrel, Ella Rumpf i Anyier Anei, a ich postacie poszerzają perspektywę filmu poza doświadczenie jednej kobiety.

„Ikona mody” na Canal+

Ikona mody
mat. prasowe

Nie będę przekonywać, że „Ikona mody” to dzieło idealne ani że każdy zachwyci się nim tak samo jak ja. Uważam jednak, że ocena nie powinna przesłaniać tego, co w tej historii wartościowe. To film, który można oglądać nie tylko dla Angeliny Jolie czy paryskich kulis świata mody, ale też dla refleksji o ciele, zmianie, ambicjach i więziach, które czasem powstają w najmniej spodziewanych okolicznościach.

Po „Ikonę mody” warto sięgnąć szczególnie w październiku, czyli miesiącu świadomości raka piersi, kojarzonym z różową wstążką i kampaniami przypominającymi o profilaktyce. Historia Maxine nie sprowadza się do choroby, ale pokazuje, jak diagnoza potrafi zmienić perspektywę, relacje i sposób myślenia o przyszłości. To również dobry pretekst, by zatrzymać się na chwilę i przypomnieć sobie o regularnych badaniach oraz trosce o własne zdrowie.

Jeśli lubicie kino skupione na bohaterkach, ich wewnętrznych przełomach i emocjach, które nie zawsze dają się łatwo nazwać, dajcie „Ikonie mody” szansę na Canal+. Ja po seansie nie mam poczucia, że obejrzałam film zasługujący na tak chłodne przyjęcie. Raczej taki, o którym warto porozmawiać - również wtedy, gdy nie wszystko zagrało idealnie.