Ekranizowanie klasyki nigdy nie jest zadaniem dla ludzi o słabych nerwach. Czytelnik przychodzi do kina albo włącza serial z własnym Wokulskim, własną Izabelą i własnym wyobrażeniem Warszawy z końca XIX wieku. Każda zmiana może zostać potraktowana jako twórcza interpretacja, ale równie łatwo - jako zamach na literacki oryginał.
WIDEO…
Z „Lalką” Bolesława Prusa sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. To nie jest wyłącznie opowieść o nieszczęśliwym uczuciu Stanisława Wokulskiego do Izabeli Łęckiej. W powieści mieści się panorama Warszawy, portret różnych warstw społecznych, historia człowieka próbującego awansować - siłą własnej pracy a nie znajomości i aktu urodzenia, a także opowieść o zderzeniu romantycznych marzeń z pozytywistycznym kultem rozumu, przedsiębiorczości i postępu. Do tego dochodzą dziesiątki bohaterów, poboczne historie i słynny pamiętnik Ignacego Rzeckiego.
Przeniesienie tego wszystkiego na ekran oznacza więc konieczność wyboru. Jedna ekranizacja może postawić na romans, inna na społeczne tło, jeszcze inna potraktować powieść jako punkt wyjścia do zupełnie nowej opowieści.
Nie jest zresztą tak, że współczesna „Lalka” Netflixa jest pierwszą próbą zmierzenia się z Prusem. W 1968 roku swoją wersję pokazał Wojciech Jerzy Has, a dziewięć lat później powstał dziewięcioodcinkowy serial Ryszarda Bera z Jerzym Kamasem jako Wokulskim, Małgorzatą Braunek jako Izabelą Łęcką i Bronisławem Pawlikiem w roli Rzeckiego.
W 2026 roku dostaliśmy natomiast dwie kolejne interpretacje niemal jednocześnie. 16 września na Netflixie zadebiutował sześcioodcinkowy serial Pawła Maślony, który od początku był zapowiadany jako autorska, przewrotna i wielogatunkowa wersja klasyki. 30 września do kin wejdzie z kolei pełnometrażowa „Lalka” Macieja Kawalskiego z Marcinem Dorocińskim jako Wokulskim, Kamilą Urzędowską w roli Izabeli i Markiem Kondratem jako Rzeckim.
Netflix dolał oliwy do ognia
Netflix nie próbował udawać, że jego „Lalka” będzie wiernym przeniesieniem książki na ekran. Twórcy rozbudowali klasyczną historię o nowe wątki, śledztwo, rodzinne tajemnice i konflikty, a Paweł Maślona mówił w wywiadach o potrzebie stworzenia własnej opowieści w świecie Prusa, zamiast kolejnego odtworzenia znanej już historii.
Jeszcze przed premierą dyskusję podkręciła kampania reklamowa. Hasła takie jak „daddy issues” czy „toy boy” dla części odbiorców stały się symbolem tego, jak bardzo nowa „Lalka” chce mówić współczesnym językiem o XIX-wiecznych bohaterach.
Po premierze zrobiło się jeszcze głośniej. „Lalka” podzieliła widzów i krytyków, a właściwie trudno znaleźć miejsce w internecie, w którym ktoś nie miałby na jej temat czegoś do powiedzenia. Zarzutów było sporo, ale entuzjastów również nie brakowało. Jedni bronili nowoczesnego spojrzenia na klasykę, inni pytali, czy z „Lalki” Prusa nie zostało przypadkiem za mało „Lalki” Prusa.
I choć sama uważam, że serial Pawła Maślony zasługuje na uwagę, z pewnym niepokojem czekam na przyszłoroczne arkusze maturalne. Bo jeśli ktoś potraktuje Netflixa jako zamiennik lektury, egzaminatorów OKE może czekać naprawdę interesujące popołudnie. Izabela Łęcka jako emancypantka? Eliza Orzeszkowa pisząca do „Bluszczu”, choć pisarka w rzeczywistości wielokrotnie krytykowała to czasopismo? Wokulski, który zbankrutował, a jego sklep… wybuchł?
Brzmi absurdalnie, ale właśnie takich kwiatków trochę się obawiam. Zwłaszcza że ekranizacja może być świetnym pretekstem, żeby wrócić do „Lalki”, ale jednak trudno oczekiwać od serialu, że zastąpi powieść. Szczególnie gdy twórcy świadomie pozwalają sobie na bardzo dalekie odejścia od oryginału.
Cóż, cena chodzenia na skróty bywa wysoka. Prus pewnie by się uśmiechnął. Egzaminatorzy OKE – niekoniecznie.
„Lalka” Hasa. Wielka produkcja, która też nie wszystkim się podobała
Wojciech Jerzy Has zrobił swoją „Lalkę” w 1968 roku. Film trwa ponad dwie i pół godziny, a w głównych rolach wystąpili Mariusz Dmochowski jako Stanisław Wokulski, Beata Tyszkiewicz jako Izabela Łęcka oraz Tadeusz Fijewski jako Ignacy Rzecki. W obsadzie znaleźli się także Wiesław Gołas, Kalina Jędrusik, Jan Kreczmar, Andrzej Łapicki i Jan Machulski. Za zdjęcia odpowiadał Stefan Matyjaszkiewicz, scenografię przygotowali Jerzy Skarżyński i Adam T. Nowakowski, a muzykę skomponował Wojciech Kilar.
Has nie próbował jednak zrobić z powieści Prusa szkolnej ilustracji. Jego „Lalka” jest przede wszystkim filmem o świecie, jego dekoracjach, kostiumach, gestach i atmosferze. Wokulski pozostaje romantycznym marzycielem, człowiekiem, który mimo ogromnego majątku nie potrafi przekroczyć granicy wyznaczonej przez pochodzenie i konwenanse.
To właśnie warstwa wizualna przez lata była jednym z najczęściej wskazywanych znaków rozpoznawczych filmu. TVP opisuje go jako dzieło bardzo malarskie, oddające klimat epoki, a Studio Filmowe Kadr podkreśla dbałość o szczegóły i sposób pokazania różnych warstw społecznych.
Co ciekawe, w momencie premiery nie wszyscy krytycy byli zachwyceni. Zarzucano Hasowi między innymi zbyt dalekie odejście od literackiego pierwowzoru i ograniczenie części społecznych oraz psychologicznych wątków powieści. Z czasem perspektywa na film zaczęła się jednak zmieniać. „Lalka” została dostrzeżona również poza Polską - na festiwalu w Panamie zdobyła Wielką Nagrodę, a także wyróżnienia za zdjęcia i role Mariusza Dmochowskiego oraz Tadeusza Fijewskiego.
Dzisiaj trudno zresztą patrzeć na film Hasa wyłącznie przez pryzmat tego, czy jest „wierny” Prusowi. To osobna wizja „Lalki”, mocno zakorzeniona w języku kina swojego reżysera. A jednocześnie jedna z tych adaptacji, które przez kolejne pokolenia zyskały status punktu odniesienia.
Mariusz Dmochowski jako Wokulski, Beata Tyszkiewicz jako Izabela
Największą siłą filmu pozostaje jego obsada. Mariusz Dmochowski stworzył Wokulskiego dalekiego od współczesnego wyobrażenia romantycznego amanta. Jest w nim jednocześnie przedsiębiorca, człowiek ambitny i zakochany mężczyzna, który coraz bardziej podporządkowuje swoje życie uczuciu do Izabeli.
Beata Tyszkiewicz była wówczas bardzo młodą aktorką, a jej Izabela Łęcka do dziś pozostaje jednym z najbardziej pamiętnych ekranowych wcieleń tej bohaterki. Obok nich Tadeusz Fijewski jako Rzecki, Wiesław Gołas jako baron Krzeszowski czy Kalina Jędrusik jako Kazimiera Wąsowska tworzą obsadę, która dziś działa również jak spotkanie z historią polskiego kina.
Nie bez znaczenia jest też muzyka Wojciecha Kilara. Kompozytor, który stworzył później ścieżki dźwiękowe między innymi do „Ziemi obiecanej”, „Draculi” i „Pana Tadeusza”, nadał filmowi własny rytm, współtworząc jego melancholijną, nieco odrealnioną atmosferę.
„Lalka” Hasa. 6,6/10 na Filmweb
Dziś „Lalka” Hasa ma na Filmwebie 6,6/10 przy ponad 17 tys. ocen użytkowników. Wśród krytyków wynik jest wyższy - 6,9/10 na podstawie 33 ocen. Film otrzymał również dwie nominacje do nagród. Te liczby nie oddają jednak całej historii filmu. „Lalka” Hasa przez lata zmieniała swoje miejsce w świadomości widzów. To, co w chwili premiery mogło być odbierane jako zbyt mało wierne Prusowi, z czasem zaczęło funkcjonować jako świadoma, autorska interpretacja.
I może właśnie dlatego jej powrót w 2026 roku jest tak ciekawy. W czasie gdy trwa spór o to, czy klasykę można przepisywać na nowo, film Hasa przypomina, że „Lalka” nigdy nie była ekranową instrukcją obsługi książki. Każdy reżyser musi zdecydować, co z tej ogromnej powieści chce ocalić.
Has postawił na atmosferę, obraz, kostium i romantyczny dramat Wokulskiego. Ryszard Ber dostał znacznie więcej czasu, by rozwinąć historię w serialu. Netflix postawił na reinterpretację, a Maciej Kawalski wraca do pełnometrażowej formy i klasycznej opowieści z gwiazdorską obsadą - i co mu z tego wyjdzie przekonamy się już za chwilę.
Gdzie obejrzeć „Lalkę” Wojciecha Jerzego Hasa?
Jest w tym wszystkim jeszcze jeden szczegół, który dobrze tłumaczy jej obecny powrót. „Lalkę” z 1968 roku można dziś obejrzeć w CANAL+ online. Film znajduje się w TOP 3 najlepszych filmów platformy. A skoro właśnie pojawiły się nowe wcielenia Wokulskiego i Izabelii, widzowie dostają rzadką okazję, by zobaczyć, jak ta sama historia zmienia się razem z kinem. Jedna powieść, kilka epok i zupełnie różne pomysły na to, kim właściwie są Wokulski i Łęcka.
Być może właśnie dlatego „Lalka” Hasa wraca teraz tak wysoko. Nie dlatego, że po 58 latach nagle odkryliśmy ją na nowo, ale dlatego, że przy okazji kolejnej ekranizacji znów zaczęliśmy pytać, czym właściwie powinna być dobra ekranizacja klasyki.