Szukając perfum w stylu Izabeli Łęckiej, nie kierowałam się wyłącznie ceną, ani tym, czy dany zapach jest uznawany za luksusowy. Wzięłam pod uwagę zarówno perfumy klasycznie eleganckie, jak i nieoczywiste kompozycje, które nie przypadną do gustu każdemu, ale właśnie dlatego mogłyby zainteresować kobietę taką jak Izabela. Nieprzypadkowo zaczynam od Atkinsons Gold Fair In Mayfair. Nazwa marki ma bowiem szczególne znaczenie dla czytelników „Lalki” – Atkinsons pojawia się w powieści Bolesława Prusa, dzięki czemu współczesna kompozycja zyskuje ciekawy literacki kontekst. Pozostałe zapachy wybrałam już przede wszystkim za ich aurę: kosztowną, wyrafinowaną, czasem wyniosłą. Taką, która bardziej każe się podziwiać, niż próbuje przypodobać.
WIDEO…
Atkinsons Gold Fair In Mayfair
Atkinsons Gold Fair In Mayfair to dla mnie oczywisty numer 1. Nie tylko dlatego, że współczesna marka Atkinsons nawiązuje do perfum, które pojawiają się w „Lalce” Bolesława Prusa. Ten zapach naprawdę ma w sobie coś z Izabeli Łęckiej – jest luksusowy, wyrafinowany i zdecydowanie nieoczywisty. Co więcej, jest obecnie dostępny w Polsce i zbiera bardzo dobre opinie – na stronie Notino ma ocenę 5/5 gwiazdek. Kompozycję otwiera nieoczywiste połączenie absyntu i gałki muszkatołowej, które od pierwszych chwil nadaje jej arystokrackiego charakteru. Nie jest słodko ani niewinnie. Jest odrobinę gorzko, korzennie i dystyngowanie – jak pierwsze spojrzenie Izabeli, która nie musi zabiegać o niczyją uwagę. W sercu pojawia się owoc kakaowca, szałwia i irys. I właśnie irys dodaje całości pudrowej elegancji, podczas gdy kakaowiec wprowadza szlachetną, ciemniejszą nutę. Bazę tworzą ambroxan, styraks i wetiweria, dzięki którym zapach pozostaje chłodny, elegancki i lekko zdystansowany. Pachnie jak luksusowy salon, w którym wszystko ma swoje miejsce, a gospodyni doskonale wie, że to właśnie na niej skupiają się spojrzenia.
Guerlain L'Heure Bleue
Guerlain L'Heure Bleue wybrałabym jako numer 2. To zapach bardziej subtelny od Gold Fair In Mayfair, ale właśnie przez tę pozorną delikatność doskonale pasuje do Izabeli Łęckiej. Nie uwodzi wprost. Raczej tworzy wokół kobiety aurę niedostępności i luksusu. Początek jest świetlisty dzięki akordowi ozonowemu, gruszce i neroli, ale po chwili kompozycja staje się bardziej pudrowa i wyrafinowana. W sercu pojawia się irys, akord prawoślazu i jaśmin – miękkie, lekko kosmetyczne nuty, które kojarzą się z jedwabiem, pudrem i elegancką toaletą. W bazie wanilia, ambroxan i piżmo ocieplają kompozycję, nie odbierając jej dystansu. To właśnie ten rodzaj zapachu, który nie krzyczy „patrz na mnie”, lecz sprawia, że trudno przestać o nim myśleć. Jak Izabela – piękna, chłodna i pozornie nieosiągalna.
Maison Francis Kurkdjian Baccarat Rouge 540 Extrait
Maison Francis Kurkdjian Baccarat Rouge 540 Extrait pasuje do Izabeli w najbardziej współczesnym wydaniu. To zapach luksusowy, wyrazisty i bardzo obecny, ale pozbawiony oczywistej słodyczy. Ma w sobie coś z kobiety, która doskonale zdaje sobie sprawę z własnej wartości i nie zamierza jej nikomu udowadniać. Otwarcie tworzą gorzki migdał i szafran – szlachetne, lekko suche i odrobinę chłodne połączenie. W sercu pojawiają się egipski jaśmin i cedr Virginia, które nadają kompozycji eleganckiej, niemal monumentalnej konstrukcji. Baza z ambry, nut drzewnych, piżma, ambroksanu i drewna kaszmirowego zostawia na skórze bogaty, wyrafinowany ślad. To nie jest zapach skromnej panienki. Raczej perfumy kobiety otoczonej kosztownymi tkaninami, biżuterią i luksusem – takiej, która wchodzi do salonu i nie musi podnosić głosu, żeby wszyscy ją zauważyli.
Hermès Un Jardin Sous la Mer
Hermès Un Jardin Sous la Mer to mój najbardziej kontrowersyjny wybór. Jestem jednak przekonana, że Izabela Łęcka nie zawsze wybrałaby zapach, który podoba się wszystkim. Ten ogród ma bowiem w sobie coś osobnego, chłodnego i trudnego do jednoznacznego sklasyfikowania. Trwałość potrafi przewyższyć niejeden zapach określany jako perfumy niszowe. Kompozycję tworzą: mineralny chłód, piżmo, gardenia tahitańska i tamanu. Jest tu coś, co przywodzi na myśl marmur, a jednocześnie światło przechodzące przez alabastrowe klosze. Nie jest przytulny, kremowy ani oczywiście kobiecy. Zamiast tego pozostawia dystans, który paradoksalnie przyciąga jeszcze mocniej. To kompozycja dla koneserów, daleka od mainstreamu. Co ciekawe, nie jest to zapach szczególnie popularny, ani taki, który zbiera masę entuzjastycznych komentarzy. Na stronie Fragrantica ma niezbyt imponującą średnią ocen 2,91/5 (na podstawie 844 głosów). Mimo że najwyraźniej nie przypadł do gustu większości użytkowników, sama chętnie do niego wracam, kiedy nie szukam przytulności i słodyczy. Przekonuje mnie właśnie jego niepowtarzalność. Nie nudzi się, nie starzeje i pozostaje w głowie na długo – bardzo długo. Nawet wtedy, kiedy chciałoby się już o nim zapomnieć, powraca w pamięci jak chłodne, a zarazem pociągające spojrzenie Izabeli Łęckiej, które w snach widywał Stanisław Wokulski. Perfumy z katergorii love&hate.
Tom Ford Black Orchid
Tom Ford Black Orchid to perfumy, których sam flakon zapowiada, że będziemy mieć do czynienia z kompozycją bogatą i wyrafinowaną. Minimalistyczna forma z ryflowaniem, utrzymana w całości w kolorze złota, wygląda elegancko, ale nie przesadnie ozdobnie. I właśnie taki jest również sam zapach – wystawny, ciemny i zdecydowanie nie dla każdego. Pachnie salonami i kosztownymi butikami. Pierwsze skrzypce grają tutaj trufla i śliwka, które nadają otwarciu lekko ziemisty, głęboki charakter. Później pojawiają się rum, ylang-ylang i czarna orchidea – zmysłowe, bogate i nieco dekadenckie. Bazę stanowi paczula, która wzmacnia ziemistość kompozycji i sprawia, że zapach staje się jeszcze cięższy, bardziej tajemniczy i wyrafinowany. Jest w nim luksus, ale również pewna ciemność – coś, co nie pozwala sprowadzić go do zwyczajnej elegancji. Ta ziemistość przywodzi na myśl ciężki temperament Izabeli: pięknej, rozpieszczonej i przyzwyczajonej do życia, w którym inni spełniają jej oczekiwania. Black Orchid nie próbuje być miły. Tak samo jak Izabela nie musi podobać się wszystkim.
Dlaczego w moim zestawieniu nie ma Million Gold Rabanne?
Million Gold For Her marki Rabanne niewątpliwie ma w sobie przepych – już sam charakterystyczny flakon w formie sztabki złota sugeruje bogactwo i zamiłowanie do luksusu. Nie wybrałam go jednak do tego zestawienia, ponieważ szukałam perfum, które poza bogactwem mają również dystans i pewną wyniosłość kojarzącą się z Izabelą Łęcką. Million Gold jest bardziej efektowny i bezpośredni w swoim oddziaływaniu, podczas gdy wybrane przeze mnie kompozycje budują luksus za pomocą szlachetnych, nieoczywistych nut i pozostawiają po sobie aurę niedostępności. W przypadku Izabeli nie chodziło mi więc o zapach, który po prostu pachnie drogo, lecz o taki, który ma charakter kobiety przyzwyczajonej do tego, że świat powinien dostosować się do jej oczekiwań.