Mam wrażenie, że od kilku sezonów rynek zdominowały kompozycje w stylu gourmand. Wanilia, praliny, karmel i owoce, drzewo sandałowe, cedr i paczula są wszędzie. Soleil Thé marki Kenzo, bo to o nich właśnie wspomniałam w tytule, idą w zupełnie innym kierunku. Nie ma tutaj przesady, przesłodzenia ani taniego efekciarstwa. Jest za to jakość, harmonia i wyważenie. I właśnie tego potrzebuję w sierpniu.
WIDEO…
Herbata z żeń-szeniem zamiast cytrusów?
Największym bohaterem tej kompozycji jest herbata z żeń-szeniem. To właśnie ona otwiera zapach, wprowadzając delikatnie zielony, lekko korzenny i niezwykle kojący akord. Żeń-szeń nie pachnie tu ostro ani ziołowo. Dodaje kompozycji eleganckiej świeżości i charakterystycznego, lekko kremowego ciepła, które od razu odróżnia Soleil Thé od klasycznych herbacianych perfum.
Po chwili pojawia się irys, jedna z najbardziej luksusowych nut wykorzystywanych we współczesnym perfumiarstwie. To właśnie on odpowiada za aksamitny, pudrowy charakter zapachu. Gdybym miała go do czegoś porównać, byłby to miękki i delikatny kaszmirowy sweter. Jeśli boicie się, że jest to staromodna pudrowość, uspokajam was, nic bardziej mylnego.
Całość zamyka cudownie wkomponowane białe piżmo, które sprawia, że zapach jakby stapia się ze skórą. Nie tworzy ciężkiej, wyczuwalnej z daleka chmury, nie zawsze musi się za nami ciągnąć ogon. Zamiast tego zapach pozostaje blisko ciała, dając efekt czystej, zadbanej skóry z subtelną nutą herbacianej elegancji.
Świeży zapach tylko na lato?
Choć nazwa Soleil od razu przywołuje lato, wcale nie uważam, że to zapach tylko na upały. Owszem, wysokie temperatury wydobywają z niego piękną herbacianą świeżość i pudrową lekkość, ale mam wrażenie, że nie rozstanę się z nimi również w okresie jesiennym. W mojej głowie już łączą się z apaszką lub delikatnym szalem, miękkim swetrem i trenczem. Dodatkowo te perfumy mają w sobie coś niezwykle komfortowego. Nie męczą, nie przytłaczają i nie nudzą się nawet po wielu godzinach.
Francuska elegancja, japoński minimalizm
Nieprzypadkowo ten zapach znajdziemy pod szyldem KENZO. Choć dom mody od lat jest częścią francuskiego świata luksusu, jego DNA od samego początku pozostaje głęboko zakorzenione w Japonii. Założyciel marki, Kenzo Takada, przyjechał do Paryża w latach 60. i stworzył miejsce, w którym francuska elegancja zaczęła przenikać się z japońską estetyką, umiłowaniem do natury i prostoty. To właśnie ten dialog dwóch kultur do dziś wyróżnia KENZO na tle innych domów mody i perfum.
I tę filozofię widać doskonale w kolekcji Memori. Każdy zapach z tej linii jest inspirowany chwilą zapisaną w pamięci, miejscem, emocją, codziennym rytuałem, który w Japonii urasta do rangi małej ceremonii. Soleil Thé opowiada właśnie o takim momencie. Nie o spektakularnym wydarzeniu, ale o spokojnym popołudniu spędzonym przy filiżance herbaty. I to właśnie ta chwila odpoczynku jest być może największym luksusem.
Jeśli szukacie podobnie delikatnych, ale jak najbardziej zapadających w pamięć, zapachów, oto kilka kompozycji, które w ostatnim czasie przypały mi do gustu:



























