Reklama

Każdy, kto mnie zna, wie, że jestem wielką entuzjastką polskich marek kosmetycznych. Niejednokrotnie na łamach ELLE pisałam o rodzimych formułach, które są tak dobre, że spokojnie mogłyby stać na półkach najlepszych perfumerii na świecie. I chociaż kremy BB i CC od dawna zajmują ważne miejsce w mojej kosmetyczce (nie zawsze były to produkty polskich marek), ostatnio podczas porannego makijażu uświadomiłam sobie coś bardzo przyjemnego: większość moich codziennych fluidów to właśnie kosmetyki polskich brandów.

Nie traktuję ich jak kompromisu między pielęgnacją a makijażem. Dla mnie są raczej dowodem na to, że dobry produkt do twarzy może robić kilka rzeczy naraz: wyrównywać koloryt, dawać skórze komfort, nie obciążać jej i wyglądać naturalnie nawet po kilku godzinach. Oto mój subiektywny ranking trzech polskich kremów BB i CC, po które realnie sięgam na co dzień.

1. Sensum Mare Algotone, czyli krem BB, który może zastąpić podkład

To propozycja, po którą sięgam wtedy, kiedy zależy mi na największym kryciu, ale wciąż nie chcę efektu klasycznego, mocnego podkładu. Sensum Mare daje najbardziej „makijażowy” rezultat z całej trójki, ale robi to w bardzo elegancki sposób. Kryje drobne niedoskonałości, wyrównuje koloryt i zostawia na skórze świetliste, zdrowe wykończenie. To nie jest płaski glow ani tłusty połysk, tylko ten typ rozświetlenia, który sprawia, że cera wygląda na wypoczętą.

Formuła jest treściwa, ale nie ciężka. Dobrze wtapia się w skórę, nie tworzy maski i bardzo ładnie współpracuje z różem, bronzerem czy korektorem. Jeśli miałabym wskazać jeden produkt z tego zestawienia, który realnie może zastąpić podkład w codziennym makijażu, byłby to właśnie ten.

Na plus działa też jego pielęgnacyjna część. W składzie znajdziemy m.in. kompleks 5 alg morskich, wodę z lodowca norweskiego, witaminę E, olej jojoba i masło shea. To składniki, które dobrze pasują do produktu mającego nie tylko upiększać, ale też dawać skórze komfort przez cały dzień. Dodatkowo formuła zawiera mineralne pigmenty i SPF 15, więc wpisuje się w kategorię kremów BB, które naprawdę upraszczają poranny makijaż.

2. BasicLab BB, czyli najbardziej „bezpieczny” wybór na długi dzień

Mój najnowszy nabytek w kosmetyczce to krem BB od BasicLab. To zupełna nowość marki, którą od dawna lubię za pielęgnację, więc miałam wobec niego dość konkretne oczekiwania. I dostałam dokładnie to, czego się spodziewałam: produkt solidny, przemyślany i bardzo komfortowy.

Ze wszystkich kremów koloryzujących i upiększających w tym zestawieniu BasicLab ma najbardziej matowe wykończenie. Na skórze jest lekki, nie klei się, nie wyświeca zbyt szybko i dobrze dogaduje się zarówno z pielęgnacją pod spodem, jak i z kolorówką nakładaną na wierzch. To jeden z tych kosmetyków, przy których już po pierwszym użyciu miałam poczucie, że nie zrobi mi krzywdy: nie zapcha, nie utleni się po godzinie i nie zniknie z twarzy w połowie dnia.

W formule znalazł się m.in. 14-procentowy kompleks nawilżający oparty na humektantach, a także SPF 15. Marka podkreśla również, że produkt jest niekomedogenny, co dla mnie przy kremach BB ma ogromne znaczenie. To świetna opcja dla osób, które chcą subtelnie wyrównać cerę, ale nie lubią uczucia makijażu na twarzy i wolą bardziej satynowe, spokojne wykończenie niż mocny glow.

3. Inglot CC Skin-Perfecting SPF 30, czyli najlżejszy efekt „moja skóra, tylko lepsza”

Materiały prasowe

Krem CC od Inglota to kolejna nowość, ale zupełnie inna niż BasicLab. Przede wszystkim ma bardziej wodnistą, lekką formułę. I chociaż jako krem CC teoretycznie mógłby kojarzyć się z mocniejszą korekcją kolorytu, na mojej skórze wypada najdelikatniej z całej trójki.

Nie oznacza to jednak, że nie robi różnicy. Robi, tylko bardzo subtelną. Wyrównuje skórę, przykrywa drobne niedoskonałości, dodaje świeżości i daje efekt cery, która wygląda naturalnie, promiennie i lekko. To produkt idealny na dzień, kiedy nie chcę ciężkiego makijażu, ale chcę wyglądać lepiej. Na skórze jest niemal niewyczuwalny, dlatego widzę go szczególnie jako świetną propozycję na lato, szybki makijaż do pracy albo dni, kiedy cera potrzebuje raczej korekty niż krycia.

W składzie znalazły się ceramidy i prebiotyk, czyli inulina, które wspierają barierę hydrolipidową skóry. Dużym plusem jest też SPF 30 oparty na filtrach mineralnych. To sprawia, że Inglot łączy lekki makijaż, pielęgnacyjny komfort i ochronę przeciwsłoneczną w formule, która nie przytłacza skóry.

Mój werdykt

Sensum Mare wybieram wtedy, kiedy chcę największego krycia i efektu glow. BasicLab wtedy, kiedy zależy mi na trwałości, komforcie i bardziej matowym wykończeniu. Inglot wtedy, kiedy chcę czegoś ultralekkiego, świeżego i prawie niewidocznego na skórze.

Każdy z tych produktów robi coś trochę innego, ale łączy je jedno: pokazują, że polskie marki kosmetyczne naprawdę świetnie rozumieją potrzeby współczesnego makijażu. Ma być lekko, wygodnie, pielęgnacyjnie i bez efektu maski. I dokładnie takie są te trzy kremy BB i CC.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...