Reklama

„Sunscreen perfumes” nie są dosłownym zapachem SPF-u z dzieciństwa. W nowoczesnej wersji są bardziej dopracowane: kremowe, słoneczne, lekko kokosowe albo kwiatowe. Mogą mieć w sobie nuty neroli, ylang-ylang, tuberozy, kokosa, wanilii, białego piżma, soli morskiej, bursztynu albo ciepłych nut drzewnych.

To właśnie te akordy dają efekt skóry po plaży, ale bez ciężkiej słodyczy. Zapach jest wakacyjny, ale nadal elegancki. To jeden z najmocniejszych letnich trendów 2026, który już teraz cieszy się sporą popularnością na TikToku.

sunscreen perfumes
"Sunscreen perfumes" to wakacyjny zapach w subtelnym wydaniu Getty Images

Idealny zapach do „scent layering”

„Sunscreen perfumes” świetnie odnajdują się w trendzie „scent layering”, bo mają bazę, którą łatwo łączyć z innymi zapachami. Nie są tak dominujące jak ciężkie gourmandy ani tak ostre jak klasyczne cytrusy. Można nosić je solo, ale jeszcze lepiej działają, gdy zbudujemy wokół nich prostą letnią rutynę.

Jak to zrobić? Najpierw balsam do ciała, najlepiej bezzapachowy albo lekko kokosowy. Potem mgiełka z nutą wanilii, piżma albo białych kwiatów. Na końcu perfumy. Taki „scent layering” nie polega na dokładaniu coraz większej ilości zapachu, tylko na przedłużeniu jego trwałości i stworzeniu bardziej miękkiego efektu.

Jak łączyć je latem?

Najbezpieczniej trzymać się jednej rodziny zapachowej. Jeśli perfumy mają kokos, można połączyć je z balsamem o mlecznej albo waniliowej nucie. Jeśli są bardziej kwiatowe, dobrze zagrają z lekką mgiełką z neroli albo jaśminem. Czasem wystarczy neutralny krem do ciała, żeby nie odebrać im charakteru.

Nie mieszałabym takich perfum z ciężkim oudem, mocną paczulą albo bardzo słodkim karmelem. Latem taki duet szybko może stać się zbyt intensywny. „Sunscreen perfumes” najlepiej działają wtedy, gdy pozostają lekkie i blisko skóry.

sunscreen perfumes
mat. prasowe

Wakacje instant

Największy urok „sunscreen perfumes” polega na tym, że działają jak wspomnienie lata. Wystarczy jedno psiknięcie, żeby przypomnieć sobie ciepło na skórze pokrytej kremem z filtrem podczas wakacyjnego plażowania. Nie trzeba wyjeżdżać, żeby zrelaksować zmysły nawet w środku zimy.

A z perspektywy redaktorki beauty mogę podkreślić jeszcze jedną ważną zaletę „sunscreen perfumes”: przypominają o tym, jak ważny jest filtr UV i motywują do tego, by włączyć kosmetyki z SPF do codziennej rutyny!

Jakie „sunscreen perfumes” polecam?

Jeśli miałabym wskazać trzy zapachy, które dobrze tłumaczą trend „sunscreen perfumes”, zaczęłabym od Tom Ford Soleil Blanc. To klasyk w tej kategorii: kremowy, słoneczny, z kokosem, białymi kwiatami, ambrowym ciepłem i bardzo eleganckim wykończeniem. Nie pachnie jak zwykły balsam do opalania, tylko jak wakacyjna skóra po SPF w wersji luksusowej.

Bardziej „plażowy” jest Maison Margiela Replica Beach Walk. To zapach, który kojarzy się z rozgrzaną skórą, słoną bryzą i kremem po dniu na słońcu. Ma w sobie sporo wakacyjnej lekkości, ale absolutnie nie idzie w stronę taniej, kokosowej słodyczy.

sunscreen perfumes
Estée Lauder Bronze Goddes mat. prasowe

Mój trzeci wybór to Estée Lauder Bronze Goddess – jedne z najbardziej rozpoznawalnych perfum inspirowanych zapachem rozgrzanej słońcem skóry. Jest kremowy, ciepły i otulający, a jego nuty (kokos, tiaré, wanilia, bursztyn, drzewo sandałowe, jaśmin, magnolia) od razu wywołują wakacyjny nastrój.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...