Czarna taksówka wspina się krętą drogą w Otowie, spokojnej części dzielnicy Bunkyo. Pierwszy dzień Rakuten Fashion Week TOKYO jest pochmurny i bardzo parny. Mijamy bujną zieleń i ludzi idących pod górę pieszo. Są ubrani na pokaz, przy 75 procentach wilgotności pewnie żałują, że założyli obcasy. Dojeżdżamy do Hatoyama Hall, prawie stuletniej rezydencji otoczonej różanym ogrodem w samym środku miasta. Jeszcze nie widziałem pierwszej kolekcji, a już moda pokazuje mi Tokio.

WIDEO…

player placeholder

Seivson

Pokaz Seivson nie odbywa się w reprezentacyjnej części willi – na schodach przyglądam się imponującym witrażom, ale ściskamy się w saloniku na piętrze. Tematem kolekcji jest „Keibō”, kobiecy pokój, buduar. Tajwańska projektantka Jill Shen bierze na warsztat garderobę najbliższą ciału i na wierzch wyciąga to, co zwykle ukryte: biustonosze i gorsety porównuje do „egzoszkieletu”, tak że ich fiszbiny, miseczki i linie konstrukcji rysują sylwetkę. 

1.	Seivson — © JFWO
Seivson - © JFWO
Zobacz także:
Seivson - © JFWO
Seivson - © JFWO

Pończochy rozciąga i zniekształca. Taftowe bomberki wykręca w zasupłane formy, a koronki, przezroczystości i perły stawia obok frędzli i żakardów jak ze staromodnych tapiecerek. Ten przykurzony szyk przecina collabem z Juicy Couture. Kaptur przeobraża w welon, welur sztukuje koronką i tnie jak wycinankę. To też buduar, tylko z początku millenium.

Enföld

Z willowej Otowy jadę na południe, nad kanały Tennoz, między dawne magazyny. Enföld zajmuje ogromną betonową halę Warehouse Terrada, po której niesie się echo. Rozglądam się: nad głową metalowe belki stropowe, olbrzymie słupy owinięte różem, żółcią i błękitem. To kolory Luisa Barragána, meksykańskiego modernisty, który zainspirował Mizuki Uedę. 

2.	Enföld — © Enföld
Enföld - © Enföld
Enföld - © Enföld
Enföld - © Enföld

Projektantka patrzy pod fasadę budynków – na rury, izolację i szkielet budynku – stąd też w kolekcji na wierzch wychodzą podszewki, szwy i konstrukcja, transparentne warstwy odsłaniają to, co pod nimi, a ostre ramiona i pudełkowe spódnice obudowują ciało. Do tego PVC-owe fartuchy, wielkie kieszenie i rękawiczki wyglądające jak wyjęte z wyposażenia budowy. Wszystko jest mocno skonstruowane, ale koncept nie przygniata produktu. Z hali pamiętam przede wszystkim ubrania.

Enföld - © Enföld
Enföld - © Enföld

support surface

– Mniej niż 1 procent ubrań sprzedawanych w Japonii powstaje w kraju – mówił po finale pokazu Norio Surikabe, projektant support surface. Jego własna marka niemal całą produkcję prowadzi lokalnie. – Robimy rzeczy, które można wykonać tylko w Japonii – mówił. Nie miał na myśli mistycznej patriotycznej etykiety, lecz zaplecze pracowni i specjalistów, którzy potrafią wykonać skomplikowane drapowania, plisy i wykończenia w krótkich seriach. 

3.	support surface — © Takashi Shimamura
support surface - © Takashi Shimamura
support surface - © Takashi Shimamura
support surface - © Takashi Shimamura

W SS27 widać, co ma na myśli. Z wierzchu widać kreatywne użycie plisów i zaszewek; za nimi stoi solidna konstruktorska robota: Surikabe tnie, przypina, fastryguje i buduje ubranie na manekinie. Pasiasta tkanina koszulowa układa się w skośne zakładki, organza marszczy się w przestrzenne kwiaty, a płaty materiału załamują się w drapowanych sukienkach. Dobrze, że ktoś potrafi je jeszcze wykonać. 

Mitsuru Okazaki

– Dziwny widok – powiedział teść Mitsuru Okazakiego, kiedy stali na peronie, a wszyscy dookoła patrzyli w telefony. Od tego zaczęła się kolekcja. Projektant połączył tę scenę z „Momo” Michaela Ende, historią o złodziejach czasu. To jedna z najpowszechniejszych scen miejskiego życia: tłum wpatrzony w ekrany.

4.	4.	Mitsuru Okazaki — © JFWO
Mitsuru Okazaki - © JFWO

Mitsuru Okazaki - © JFWO
Mitsuru Okazaki - © JFWO

Jesteśmy w Jingumae, między butikami Harajuku i splendorem Omotesando, ale tę historię oglądam pod ziemią, w ciasnej piwnicy. Jest cicho. Pierwszy model wychodzi zapatrzony w telefon; potem robi się coraz bardziej nieswojo. Patchwork rozcina ubrania, kołnierze pojawiają się nie tam, gdzie powinny, a sznurki krępują płaszcze i garnitury jak na obrazach Tetsuyi Ishidy, gdzie pracownicy stapiają się z maszynami i miejscem pracy. Złodziei czasu dziś nie brakuje.

pillings

Na dzianinach pillings kwiaty wyglądają, jakby przesiąkły z drugiej strony materiału. Róże i dmuchawce wyrastają z powierzchni swetrów, ręcznie dziane przejścia błękitu, fioletu i różu udają tie-dye, a inne tkaniny punktowo podgrzewano, aby marszczyły się jak zwiędłe płatki. Tu skręcone, tam przygniecione albo lekko oklapnięte, to ubrania jakby odtworzone z mglistego wspomnienia.

5.	pillings - © pillings
pillings - © pillings
pillings - © pillings
pillings - © pillings

Projektant Ryota Murakami urządził pokaz w redakcji „Asahi Shimbun”, jednego z największych dzienników Japonii. Dookoła wykładziny, biurowe korytarze, światło jarzeniówek. Trochę biuro, a trochę backrooms. Jesteśmy w Tsukiji, w centrum Tokio. Miasto wpada do środka tylko przez szczeliny między żaluzjami. Murakami cudzą codzienność też poznaje fragmentami. Regularnie czyta „Koe”, dział listów czytelników „Asahi Shimbun”. – To dla mnie miejsce, w którym mogę połączyć się ze społeczeństwem – mówił. 

Podobnie pracował nad kolekcją: Jego zespół czytał pisarkę Yoko Ogawę i rozmawiał o tym, jak pamięć, sen i rzeczywistość zaczynają się mieszać. Murakami wspomina zasypianie z książką w pociągu: przeczytane zdanie przechodzi w sen, ten w obraz za szybą. 

pillings - © pillings
pillings - © pillings

Tak też zachowują się ubrania: biała koszula i czarna ołówkowa spódnica łapią nienaturalne zmarszczenia i deformacje. Dzianinowe gradienty błękitu, fioletu i różu wyglądają jak tie-dye, choć wykonano je ręcznie techniką intarsji. Biały denim ręcznie pokryto barwnikiem, zostawiając nierówny kolor, a na bieliźnianej sukience rozlewają się róże i fiolety inspirowane powojem.

Murakami używa też „crying yarn” – przędzy, której kolor podczas prania przechodzi na sąsiednią tkaninę, zostawiając ślady przy dziurkach na guziki, koronkach czy metkach. To nie kopia rzeczywistości, tylko to, co z niej zostało w głowie. W mojej pillings zostanie najdłużej.

Yukihero Pro-Wrestling

Z redakcji gazety przenosimy się na ring. Pod Korakuen Hall spotykam stylistkę, którą Google wysłał pod zły adres. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że podczas Fashion Weeku trafię właśnie tutaj, do miejsca kultowego dla japońskiego wrestlingu i boksu. Razem błądzimy, ale tylko chwilę. Szkoda by było przegapić pokaz Yukihero Pro-Wrestling. 

Yukihero Pro-Wrestling - © Yukihero Pro-Wrestling / Korakuen Hall
Yukihero Pro-Wrestling - © Yukihero Pro-Wrestling / Korakuen Hall

Wita nas show z krwi i kości: na środku hali nie ma ringu; jest na ubraniach. Liny i narożniki przechodzą w hafty, maski wrestlerów w printy i guziki, a grafiki rozpisują kolejne sekwencje chwytów. Między modelkami na parkiet hali wychodzą prawdziwi zawodnicy – Aja Kong, Togi Makabe, bokserzy Yoko Gushiken i Naoko Fujioka. Publiczność natychmiast ożywa. Mój sąsiad, Hiroshi Komoda, dyrektor Japan Fashion Week Organisation, tłumaczy mi, kto pojawia się na hali. Nie znam tych nazwisk, ale atmosfera szybko mi się udziela i klaszczę ze wszystkimi.

6.	Yukihero Pro-Wrestling — © Yukihero Pro-Wrestling / Korakuen Hall
Yukihero Pro-Wrestling - © Yukihero Pro-Wrestling / Korakuen Hall
Yukihero Pro-Wrestling - © Yukihero Pro-Wrestling / Korakuen Hall
Yukihero Pro-Wrestling - © Yukihero Pro-Wrestling / Korakuen Hall

Po finale projektant Yukihiro Teshima powstrzymuje łzy. O pokazie w Korakuen marzył od dzieciństwa. Mi też się udziela – przyszedłem oglądać ubrania; wyszedłem wiedząc, kim jest Aja Kong.

Orimi

Następna stacja: Tokyo FM. Gdy siadam w sali rozgłośni radiowej, po wnętrzu niesie się improwizowana wiolonczela. Kenta Orimi w kolekcji „Properly Dressed” bierze na warsztat znajomy język eleganckiego ubioru – marynarkę, spodnie, koszulę, klasyczny kapelusz – i delikatnie przesuwa reguły. 

7.	Orimi — © Orimi
Orimi - © Orimi
Orimi - © Orimi
Orimi - © Orimi

Przód marynarki wydłuża w miękką fałdę, szorty buduje jak dwa przeskalowane rękawy, spodnie rozszerza tak, że zaczynają przypominać spódnicę, a formalny kapelusz zamiast rypsowej taśmy dostaje sznurowadło. Wszystko nadal wygląda odpowiednio. Dopiero po chwili orientujesz się, że coś się nie zgadza.

Khoki

Tym razem hala Warehouse Terrada w Tennoz wygląda, jakby ktoś się do niej wprowadził. Scenografia pokazu Khoki odtwarza fragmenty rodzinnego domu projektanta Koki Abe: są zabawki, antyki, kapcie, kosz z praniem i przedmioty z dzieciństwa. Abe porównuje ideę marki do pchlego targu – rzeczy z różnych epok i miejsc spotykają się bez hierarchii.

8.	Khoki — © Koji Shimamura / Khoki (runway)
Khoki - © Koji Shimamura / Khoki
Khoki - © Koji Shimamura / Khoki
Khoki - © Koji Shimamura / Khoki

Ubrania składa podobnie. Bardzo cienką skórę traktuje niemal jak tkaninę i buduje z niej geometryczną spódnicę. Ażurowe dzianiny trafiają na robocze spodnie, podarty denim spotyka panterkę i haft angielski, a przeskalowane marynarki i gorsetowe konstrukcje mają coś z dawnych kostiumów scenicznych. To kolekcja bardziej o zbieraniu śladów niż o jednym motywie. Zakupy na takim targu robiłbym bez targowania.

Khoki - © Koji Shimamura / Khoki
Khoki - © Koji Shimamura / Khoki

Tokijski Fashion Week prowadził mnie trasą willi, magazynów, piwnic, domów, redakcji, biur i hal sportów walki. Skoro miasto zwiedzałem przez modę, kończę tydzień tam, gdzie trafia każdy turysta: na słynnym skrzyżowaniu w Shibuyi. Zahipnotyzowany reklamami, jak wszyscy dookoła, wyciągam telefon i nagrywam filmik. To miasto – tak jak jego modę – najlepiej widać z bliska, z poziomu ulicy.