Reklama

Anna Lewandowska od lat funkcjonuje w przestrzeni publicznej jako kobieta, która wszystko ma pod kontrolą. Marka, biznesy, sport, rodzina. Wizerunek niemal pancerny. Tym większe poruszenie wywołało jej wyznanie, że na myśl o przeprowadzce z Barcelony do Chicago, związanej z transferem Roberta Lewandowskiego do Chicago Fire, czuje przede wszystkim... lęk.

Kilka zdań wystarczyło, by rozpętać niemałą burzę. Lewandowska napisała o tęsknocie za Barceloną, o obawach związanych z kolejnym życiowym resetem i o córkach, dla których ta zmiana również będzie wyzwaniem. Zamiast empatii szybko pojawiły się komentarze, że „inni mają gorzej", że przy takim majątku nie wypada narzekać, a przeprowadzka do Chicago brzmi raczej jak spełnienie marzeń niż powód do stresu.

Kto ustala, komu wolno się bać?

Zawsze zastanawia mnie ten odruch: tak, jakby emocje działały według tabeli dochodów. Jakby przekroczenie pewnego progu na koncie automatycznie wyłączało możliwość odczuwania niepokoju. To wygodna teoria: szkoda tylko, że kompletnie niezgodna z rzeczywistością.

Bo zmiana pozostaje zmianą. Niezależnie od tego, czy przewozisz kartony do mieszkania dwie ulice dalej, czy przenosisz całe życie na drugi kontynent. Dom to przecież ludzie, rytuały, znajome miejsca i poczucie bezpieczeństwa – tego nie da się tak po prostu zapakować do walizki.

Po fali komentarzy Anna Lewandowska wróciła do sprawy bardzo subtelnie: w relacji na Instagramie udostępniła wpis Rafała Koszyka, psychologa znanego jako Racjonalny Psycholog.

Jego przekaz był prosty: człowiek może jednocześnie cieszyć się z nowego etapu i bać się tego, co przyniesie. Jedno uczucie nie wyklucza drugiego. Pieniądze, rozpoznawalność czy wygodne życie nie sprawiają, że układ nerwowy zaczyna działać według innych zasad:

Fascynujące jest to, że ludzi nie zdenerwował sam lęk. Zdenerwowało ich to, kto ten lęk odczuwa. Bo jeśli ktoś jest bogaty, znany i odniósł sukces, część osób automatycznie odbiera mu prawo do przeżywania trudnych emocji

I być może właśnie to najbardziej uwierało część komentujących. Pieniądze i sukces nie działają jak filtr na emocje: nie wyłączają lęku, nie kasują gorszych dni, nie robią z człowieka kogoś odpornego na niepokój. Można mieć życie, które z zewnątrz wygląda na poukładane, a jednocześnie w środku czuć napięcie, zmęczenie albo zwykły strach przed zmianą. Szczególnie kiedy jest się matką, w grę wchodzi jeszcze coś bardziej pierwotnego: obawa o dzieci, o ich bezpieczeństwo, o to, jak odnajdą się w nowej rzeczywistości. I nikt z zewnątrz nie ma tu narzędzi ani prawa, żeby ustawiać komuś hierarchię emocji czy decydować, co „wypada” czuć.

Nawet silne kobiety mają prawo do słabości

W obronie Lewandowskiej stanęła także psycholożka Daria Abramowicz. Przypomniała coś, o czym wyjątkowo łatwo zapominamy: wdzięczność i lęk mogą istnieć obok siebie. Można być szczęśliwym i jednocześnie bać się zmiany. Można z ekscytacją patrzeć w przyszłość, a jednocześnie opłakiwać miejsce, które właśnie się opuszcza.

Pod wpisem Lewandowskiej pojawiły się również komentarze wsparcia od wielu znanych kobiet, między innymi Mariny Łuczenko-Szczęsnej (która sama ma podobne doświadczenia), Zofii Zborowskiej-Wrony, Pauliny Krupińskiej, Moniki Olejnik, Barbary Kurdej-Szatan czy Agaty Rubik.

Mam wrażenie, że ta dyskusja dawno przestała dotyczyć wyłącznie Anny Lewandowskiej. Od kobiet wciąż oczekujemy, że będą silne. Szczególnie od tych, które przez lata budowały wizerunek skutecznych, niezależnych i zawsze uśmiechniętych. Gdy nagle mówią: „boję się”, wiele osób odbiera to jak rysę na idealnym obrazie. A przecież, paradoksalnie, właśnie wtedy stają się najbardziej autentyczne.

Barcelona była dla Lewandowskich czymś więcej niż kolejnym adresem. Była domem. Miejscem, w którym dorastały ich dzieci i w którym powstała codzienność. Nawet jeśli nowym przystankiem jest Chicago, a przeprowadzka odbywa się w warunkach, o jakich większość może tylko pomarzyć, jest doświadczeniem dobrze znanym wielu rodzinom: pakowaniem życia do pudeł, żegnaniem przyjaciół i budowaniem wszystkiego od nowa.

Może właśnie dlatego ta historia wywołała tyle emocji: po za opowieścią jednej z najbardziej rozpoznawalnych kobiet w Polsce kryje się coś bardzo uniwersalnego: strach przed zmianą. A ten naprawdę nie pyta o status ani stan konta: i może warto sobie to po prostu uświadomić.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...