Czasem dobry wieczór nie oznacza sięgnięcia po kolejną nowość, lecz powrót do czegoś sprawdzonego. Wszystkie miłośniczki komedii romantycznych zgodzą się, że w ciągu ostatnich lat powstało wiele ciekawych tytułów, jednak nic nie smakuje tak dobrze jak wieczór z ukochanymi od lat kadrami. Oto sześć ponadczasowych rom-comów, które nawet po setnym seansie za sto pierwszym razem wciąż wywołują te same emocje.
WIDEO…
„Jak stracić chłopaka w 10 dni” (2003)
Andie pracuje w kobiecym magazynie i wciąż czeka na upragniony awans. Dlatego gdy w końcu nadarza się ku temu okazja, nie zamierza zmarnować swojej szansy. Zainspirowana miłosnymi rozterkami przyjaciółki postanawia napisać artykuł o rzeczach, którymi kobiety odstraszają mężczyzn. Haczyk jest jeden – musi znaleźć chłopaka, a następnie sprawić, by ją rzucił. W taki oto sposób podczas wieczornego wyjścia do baru spotyka idealnego kandydata – Bena. Zadanie okazuje się jednak trudniejsze, niż początkowo przypuszczała, ponieważ nie tylko jej zależy na upragnionym sukcesie zawodowym.
To jedna z tych komedii romantycznych, które nawet po tylu latach wciąż wywołują uśmiech. Absurdalne sytuacje w wykonaniu Kate Hudson i Matthew McConaugheya się nie nudzą, a scena z żółtą sukienką Andie przeszła już do historii kina.
„Zakochana złośnica” (1999)
„Jak stracić chłopaka w 10 dni” już było, teraz czas na „10 rzeczy, których w tobie nienawidzę”. Kat jest inna niż wszystkie dziewczyny. Nie obchodzi jej zdanie innych, jest ostra, uparta i piekielnie bystra. Popołudnia spędza na czytaniu „Szklanego klosza” Sylvii Plath, a relacje damsko-męskie nie znajdują się w kręgu jej zainteresowań. Zupełnie inaczej niż w przypadku jej siostry Bianki, która bardzo chciałaby zacząć chodzić na randki. Problem w tym, że ich nadopiekuńczy ojciec pozwala jej na tyle, na ile pozwala starszej siostrze. Cameron, po uszy zakochany w młodszej pannie Stratford, postanawia więc poprosić o pomoc szkolnego łobuza Patricka, by ten umówił się z Kat.
To historia, przy której nie sposób nie nucić „Can’t Take My Eyes off You”. Pełna ciepła, zabawna i wzruszająca – dokładnie taka, jaka powinna być komedia z końca lat 90. Nic dziwnego, że scena z Heathem Ledgerem, który chodzi po szkolnych trybunach i śpiewa, zapisała się jako jedna z najbardziej kultowych.
„Pamiętnik” (2004)
W tym zestawieniu nie mogło zabraknąć absolutnego klasyka i jednej z wizytówek całego gatunku. Jedni powiedzą, że to banał. Ja powiem: banał, który nie bez powodu pokochał cały świat. Miłość Allie i Noaha do dziś inspiruje i wraca jak bumerang, niczym sprawdzony przepis na złamane serce. Tutaj historia miłosna zostaje zapisana na kartkach starego pamiętnika, dzięki któremu kobieta chora na Alzheimera próbuje przypomnieć sobie własne życie. Właśnie w ten sposób cofamy się w czasie do scen z wesołego miasteczka, gdzie zaczęło rodzić się piękne uczucie przepełnione śmiechem, wspólnymi planami i beztroską, które z czasem przerodziło się w romans zdolny przetrwać lata.
Rachel McAdams i Ryan Gosling na zawsze zapisali się w historii kina romantycznego jako ikoniczna para. Niemal każdy kadr z filmu mógłby być osobnym obrazkiem, a sceny, w których Noah okazuje Allie swoją miłość, po latach wzruszają bardziej niż niejedna współczesna komedia romantyczna.
„500 dni miłości” (2009)
Jeśli ktoś nie wie, skąd pochodzi kultowy cytat „I love The Smiths”, to już wie. Tom jest niepoprawnym romantykiem, który nie pragnie w życiu niczego tak bardzo jak prawdziwej miłości. Kiedy poznaje Summer, jego życie nabiera kolorów, a on przepada bez pamięci. Dziewczyna jednak nieco inaczej postrzega ich relację i postanawia ją zakończyć. Zrozpaczony chłopak wraca myślami do wspólnych chwil, analizując 500 dni, które spędzili razem, aby odkryć, co zrobił nie tak.
Chociaż nie brzmi to jak przepis na typową komedię romantyczną, fabuła gwarantuje naprawdę wiele emocji. Jednocześnie to jeden z niewielu filmów, który pokazuje perspektywę mężczyzny znacznie bardziej zaangażowanego w relację niż kobieta. Według mnie „500 dni miłości” zdecydowanie najlepiej oglądać jesienią – właśnie ta pora roku jeszcze mocniej podbija nostalgię płynącą z ciepłych kadrów.
„Notting Hill” (1999)
Po obejrzeniu tego filmu londyńska dzielnica Notting Hill już nigdy nie będzie kojarzyła się z niczym innym. William pracuje w księgarni, a jego życie jest w lekkim rozgardiaszu. Mieszka w ciasnym mieszkaniu z irytującym i nieokrzesanym współlokatorem, a praca, chociaż ją lubi, nie przynosi mu zbyt dużej satysfakcji. Wszystko zmienia się, gdy pewnego dnia przypadkiem spotyka piękną nieznajomą, którą okazuje się Anna Scott – jedna z największych współczesnych gwiazd filmowych. Jej przekroczenie progu księgarni zmienia życie Willa o 180 stopni i sprawia, że mężczyzna całkowicie traci dla niej głowę.
Julia Roberts i Hugh Grant stworzyli razem jedną z najpiękniejszych komedii romantycznych swoich czasów. To jeden z tych filmów, przy których czas na chwilę zwalnia, a widz przenosi się do deszczowego Londynu. Do tej produkcji wciąż wraca się mimo upływu lat, z tą samą ciepłą nostalgią, i ogląda ją z takim samym wzruszeniem jak za pierwszym razem.
„Love, Rosie” (2014)
Większość prawdopodobnie kojarzy Lily Collins z „Emily w Paryżu”, jednak mnie już zawsze będzie kojarzyła się właśnie z tym filmem. Rosie i Alex przyjaźnią się, odkąd byli małymi dziećmi. Spędzając ze sobą każde możliwe popołudnie, trudno im wyobrazić sobie, że mogłoby być inaczej. Jednocześnie, kiedy zna się drugą osobę od lat i razem się dorasta, trudno zauważyć, że z czasem przyjaźń może przerodzić się w silniejsze uczucie. Od momentu zakończenia liceum między bohaterami wszystko zaczyna się komplikować – Alex wyjeżdża na studia, a Rosie przeżywa szaloną noc po zakończeniu szkoły. Ich relacja zostaje wystawiona na próbę.
Odpowiednia osoba w nieodpowiednim czasie – to właśnie na tym schemacie „Love, Rosie” buduje całą fabułę. Za każdym razem, kiedy widz ma nadzieję, że para w końcu wyzna sobie uczucia, znów coś idzie nie tak. To jeden z mniej oczywistych wyborów w tym zestawieniu, wyróżniający się ciekawą koncepcją. Tutaj podstawą prawdziwej miłości jest wieloletnia przyjaźń, a na to, by w końcu nadszedł odpowiedni moment, trzeba poczekać latami.