Spis treści:

  1. Ambicja, która każe codziennie wracać do stołu
  2. Większa presja była na igrzyskach paralimpijskich niż olimpijskich
  3. Najtrudniejszy trening? Ten poza salą

Ambicja, która każe codziennie wracać do stołu

Dla Natalii Partyki ambicja to siła napędowa, bez której trudno wyobrazić sobie wieloletnią sportową karierę. Jak podkreśla, życie zawodowego sportowca to nie tylko medale i emocje, ale również nieustanne podróże, długie dni poza domem i treningowy reżim. To właśnie ambicja pozwala wytrwać wtedy, gdy sport przestaje być romantyczną opowieścią o zwycięstwach, a staje się codzienną pracą.

Choć dziś jest jedną z najbardziej utytułowanych polskich sportsmenek, przez lata nie potrafiła w pełni cieszyć się własnymi osiągnięciami.

Zobacz także:

„Bardzo często umniejszałam sobie czy swoim sukcesom. Jak coś fajnego wygrałam, no to było: OK, fajnie, ale zawsze pojawiało się to 'ale'” – przyznaje.

Zmiana przyszła z czasem. Doświadczenie i życiowa dojrzałość pozwoliły jej spojrzeć na własną historię z większą czułością. Sport od najmłodszych lat był centrum jej świata. Nic dziwnego, że przez długi czas to właśnie wyniki definiowały poczucie własnej wartości.

„Bardzo długo też myślałam, że te sukcesy czy zwycięstwa definiują mnie i bardzo wpływają na to, jak ja sama siebie postrzegam i jak inni mnie postrzegają”.

Dziś Natalia patrzy na siebie inaczej.

„Dzisiaj wiem, że mam też światu coś innego do zaoferowania, niż tylko to, jak wychodzi mi odbijanie piłeczki przy tenisowym stole”.

To odkrycie nie przyszło jednak łatwo. Było efektem procesu, który – jak sama podkreśla – wymagał czasu, doświadczeń i gotowości do przewartościowania wielu przekonań.

Większa presja była na igrzyskach paralimpijskich niż olimpijskich

Choć wielu kibiców mogłoby przypuszczać, że największy stres towarzyszył jej podczas rywalizacji z pełnosprawnymi zawodniczkami, rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej.

„Na Igrzyskach Olimpijskich było zero presji, bo po prostu już sam mój udział był dużym sukcesem” – mówi.

Znacznie większy ciężar odczuwała podczas igrzysk paralimpijskich, gdzie przez lata była faworytką. Status niepokonanej zawodniczki okazał się równie wielkim wyróżnieniem, co obciążeniem.

„Każdy chciał mnie ograć, a ja robiłam wszystko, żeby jeszcze się po prostu na tym pierwszym miejscu utrzymać”.

„Myślałam, że jak przegram, to dosłownie skończy się świat”

Przełom nastąpił podczas Igrzysk Paralimpijskich w Tokio. Po raz pierwszy od 2004 roku Partyka nie awansowała do finału.

„Ja się bałam, że jak przegram na Igrzyskach Paralimpijskich, to dosłownie skończy się świat. Naprawdę, tak myślałam”.

Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. – „Okazało się, że się wcale nie skończył. A wręcz ma się całkiem, całkiem nieźle”.

To właśnie dlatego brązowy medal z Tokio zajmuje szczególne miejsce w jej sportowej historii. Nie dlatego, że był najtrudniej zdobyty, ale dlatego, że przyniósł coś ważniejszego od zwycięstwa – wolność od perfekcjonizmu.

Najtrudniejszy trening? Ten poza salą

W tej przemianie ogromną rolę odegrała praca nad własną psychiką. Początkowo koncentrowała się na psychologii sportu i radzeniu sobie z presją. Później trafiła na specjalistę, który pomógł jej spojrzeć na siebie szerzej niż tylko przez pryzmat wyników.

„Okazało się, że to akurat było tym, czego potrzebowałam w tamtym momencie. Takiego troszeczkę innego spojrzenia, bardziej ludzkiego”.

Nie była to łatwa droga. – „Ta praca była tak samo ciężka z psychologiem, jak myślę, że przy tenisowym stole na treningu”.

Historia Natalii Partyki pokazuje, że największe zwycięstwa nie zawsze mają kolor złota. Czasem są nimi akceptacja własnej drogi, zgoda na porażkę i świadomość, że wartość człowieka nie kończy się tam, gdzie kończy się wynik.

Całą rozmowę z Natalią Partyką można obejrzeć na kanale YouTube ELLE Polska w cyklu „Sport ELLEments”.

image-20260812141701-1