Z czasem zrozumiałam, że lato rządzi się swoimi prawami. Wysokie temperatury, intensywne słońce i częstszy kontakt z wodą sprawiają, że skóra potrzebuje zupełnie innej pielęgnacji niż jesienią czy zimą. Dlatego dziś przed każdym wyjazdem robię mały przegląd kosmetyczki i bez sentymentów zostawiam w domu kilka produktów. Oto lista rzeczy, których latem już ze sobą nie zabieram.

WIDEO

player placeholder

1. Krem z niskim filtrem SPF

To absolutny numer jeden na mojej liście. Kiedyś wydawało mi się, że SPF 10 albo SPF 15 w zupełności wystarczy, szczególnie jeśli nie planuję leżeć godzinami na plaży. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje podejście. Kilka spacerów w pełnym słońcu wystarczyło, żeby skóra była zaczerwieniona, napięta i podrażniona.

Od tamtej pory wybieram wyłącznie kremy z filtrem SPF 50. Dają mi znacznie większy komfort i poczucie bezpieczeństwa, niezależnie od tego, czy zwiedzam nowe miasto, odpoczywam nad morzem czy spędzam dzień w górach. Oczywiście pamiętam również o reaplikacji filtra co kilka godzin, bo nawet najlepszy kosmetyk nie zapewnia ochrony przez cały dzień.

Zobacz także:

2. Ciężkie podkłady

Latem moja skóra zdecydowanie nie lubi grubych warstw makijażu. Gęste podkłady szybko zaczynają się ważyć, zbierają w załamaniach skóry i po kilku godzinach wyglądają znacznie gorzej niż tuż po nałożeniu.

Dlatego zostawiam je na chłodniejsze miesiące. W wakacje wybieram lekkie kremy BB lub kremy koloryzujące, które delikatnie wyrównują koloryt skóry, ale nie tworzą efektu maski. Dzięki nim cera wygląda świeżo i naturalnie, a ja nie mam wrażenia, że noszę na twarzy dodatkową warstwę kosmetyków.

3. Kremy z kwasami

To kosmetyki, które uwielbiam przez większą część roku, ale latem świadomie robię od nich przerwę. Kremy zawierające kwasy AHA, BHA czy ich mieszanki świetnie wspierają złuszczanie naskórka, pomagają walczyć z przebarwieniami i niedoskonałościami oraz wygładzają cerę. Problem w tym, że jednocześnie mogą zwiększać wrażliwość skóry na promieniowanie słoneczne.

Nawet jeśli pamiętam o codziennym stosowaniu kremu z wysokim filtrem, podczas wakacji wolę nie dokładać skórze kolejnego czynnika, który może sprzyjać podrażnieniom. Długie spacery, plażowanie, zwiedzanie czy aktywność na świeżym powietrzu sprawiają, że ekspozycja na słońce jest znacznie większa niż na co dzień. Zamiast kuracji z kwasami stawiam więc na regenerację, nawilżenie i wzmacnianie bariery hydrolipidowej. Na intensywniejszą pielęgnację przyjdzie czas jesienią, kiedy słońce nie jest już tak mocne.

4. Bogate, tłuste kremy do twarzy

Zimą są moim sprzymierzeńcem, ale latem zwyczajnie się nie sprawdzają. Ciężkie, odżywcze kremy tworzą na skórze ochronny film, który w chłodne miesiące jest bardzo potrzebny. W upały jednak często powodują, że cera szybciej się błyszczy, a makijaż staje się mniej trwały i zaczyna się rolować.

Latem moja skóra zdecydowanie lepiej czuje się z lekkimi kremami-żelami lub emulsjami nawilżającymi. Takie formuły szybko się wchłaniają, nie pozostawiają uczucia lepkości i zapewniają odpowiedni poziom nawilżenia nawet podczas wysokich temperatur. Dzięki temu twarz wygląda świeżo przez większą część dnia, a pielęgnacja nie jest obciążająca. Doszłam do wniosku, że w wakacje skóra potrzebuje przede wszystkim wody i ukojenia, a nie ciężkiej, otulającej warstwy kosmetyku.

5. Mocno perfumowane balsamy do ciała

Latem zdecydowanie bardziej zwracam uwagę na skład kosmetyków niż ich zapach. Po całym dniu spędzonym na słońcu skóra potrzebuje przede wszystkim ukojenia i nawilżenia. Intensywnie pachnące balsamy nie zawsze się sprawdzają, a u osób z wrażliwą skórą mogą nawet powodować podrażnienia.

Dlatego wybieram lekkie emulsje lub balsamy z aloesem, pantenolem albo gliceryną. Nawilżają, szybko się wchłaniają i nie pozostawiają lepkiej warstwy, co w upały ma ogromne znaczenie.

6. Peelingi z grubymi drobinkami

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że mocny peeling pomoże utrzymać skórę w dobrej kondycji przez całe lato. Dziś wiem, że po intensywnym opalaniu taki kosmetyk może bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Skóra po ekspozycji na słońce jest często przesuszona i bardziej wrażliwa, dlatego zamiast mocnych peelingów mechanicznych wybieram delikatniejsze produkty enzymatyczne lub po prostu stawiam na systematyczne nawilżanie. Dzięki temu opalenizna wygląda bardziej równomiernie, a skóra jest przyjemnie miękka.

7. Kosmetyki „na wszelki wypadek”

To chyba największy błąd, jaki kiedyś popełniałam. Dodatkowy krem, druga maskara, trzy pomadki, maseczki do twarzy i produkty, których używałam raz na kilka tygodni. Wszystko trafiało do walizki z myślą, że może jednak się przyda. Dziś wiem, że wakacyjna kosmetyczka powinna być przede wszystkim praktyczna. Zabieram tylko to, czego naprawdę używam każdego dnia. Dzięki temu łatwiej utrzymać porządek, szybciej znaleźć potrzebny kosmetyk i nie dźwigać niepotrzebnego ciężaru podczas podróży.

Nie oznacza to oczywiście całkowitej rezygnacji z pielęgnacji czy makijażu. Wręcz przeciwnie - stawiam na produkty wielozadaniowe. Krem BB zastępuje podkład, krem nawilżający często pełni również funkcję bazy pod makijaż, a balsam do ust z filtrem chroni delikatną skórę przed słońcem. Im mniej produktów, tym łatwiej zachować regularność pielęgnacji, nawet podczas intensywnego zwiedzania czy spontanicznych wyjazdów.