Pierpaolo Piccioli pokazuje tym razem mroczną i bardziej zadziorną stronę Valentino. Spójrzcie tylko: skandalicznie krótkie mini, żakardowe prześwitujące komplety, przeskalowane koszule i garnitury o wydłużonych liniach, sukienki-peleryny oraz maxi zdobione rzędami frędzli lub uszyte z krwistoczerwonej organzy. I to w szczególnych okolicznościach, bo pierwszy raz zdecydował się pokazać kolekcję Valentino w Mediolanie, a nie w Paryżu. Co więcej, jak sam podkreśla, nie chciał wspierać przestarzałego systemu i zależy mu na pracy nad tożsamością marki. Jest w tym oczywiście pewien romantyzm: silny, wibrujący, buntowniczy, radykalny, ale w żadnym wypadku bajkowy.

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree

Imaxtree
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.