Czarne welurowe marynarki zdobione kokardami i żabotami, ukwiecone spódnice, krótkie żakiety w malarskie wzory z kołnierzami pierrota, kurtki zdobione dwoma rzędami guzików, płaszcze i sukienki z frędzlami. Armani zaserwował kolekcję w stylu city, ale skąpaną jednocześnie w miksie retro i wampu. Skupił też na detalach: rękawach obszytych gradientowym futrem, autografem-aplikacją w talii, graficznych wzorach, motocyklowych rękawiczkach i torebkach w kształcie harmonijki. I chociaż sama kolekcja nie wzbudza zachwytów zarówno krytyków, jak i instagramowej publiczności, mówi się o niej dziś wszędzie.
Tego pokazu nikt nie oklaskiwał, a Giorgio Armani wyszedł w finale i ukłonił się do pustych krzeseł. Wszystko z powodu koronawirusa, który pojawił się we włoskim regionie Lombardii (jego stolicą jest właśnie Mediolan). Projektant - ze względu na niebezpieczeństwo jego rozprzestrzeniania się i troskę o innych - odwołał publiczny pokaz i zamknął drzwi przed gośćmi, a kolekcję pokazał jedynie za pomocą specjalnego streamingu. Chociaż jego decyzja spotkała się ze skrajnymi opiniami, była jak najbardziej słuszna: warto zwrócić uwagę, że tym samym czasie między innymi odwołano liczne imprezy masowe w okolicy, skrócono karnawał i zamknięto szkoły.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.