Reklama

„Hotele to (…) miejsca pełne sekretów”, pisała Eu-jin Jang. Te sekrety mogą być różne. Najlepiej, żeby świat nigdy ich nie poznał, bo – jak słusznie – zanotował Georgi Gospodinov, laureat międzynarodowego Bookera, „idealny pokój hotelowy nie powinien pamiętać żadnej z poprzednich obecności”. Na tym polega magia tego miejsca. Możemy wiedzieć, kim byli goście (o ile sobie tę wiadomość podawać dalej życzą), ale co robili? To zostaje za zamkniętymi drzwiami i jest warunkiem funkcjonowania hotelu.

Ja potrafię zakochać się w łóżkach i białej, krochmalonej pościeli. Albo długich, pustych korytarzach, gdy gubię się poszukując własnego pokoju. Ta fascynacja dotyka nie tylko mnie, w końcu hotele stały się bohaterami przeróżnych powieści i legend, od „Lśnienia” Kinga, przez kryminały Christie, po „Czuła jest noc” Fitzgeralda. Nie wspominając o reżyserach, jak choćby Wes Anderson, Sofia Coppola… Ich śladami często podążają czytelnicy, poszukując uniesień i zachwytów.

Jeszcze lepiej, jeśli trafimy do hotelu, który o samopoczucie i zakochania swoich gości dba sam. Warszawski Hotel Bristol, który w tym roku obchodzi 125-lecie istnienia, zapewnia odwiedzającym nie tylko komfort i spokój, ale również możliwość… zadurzenia się. Na przykład w historii – wystarczy zapytać jednego z pracujących na miejscu od dekad konsjerżów o wydarzenia, jakie miały miejsce w budynku przez ponad wiek. Albo w którym miejscu należy potrzeć popiersie Paderewskiego, aby przyniosło szczęście. Co stało się z naściennymi malowidłami i z jakich mebli, które wciąż znajdują się na wyposażeniu apartamentu Paderewskiego korzystał sam muzyk i polityk. W końcu to współzałożyciel i współfundator hotelu. A skoro już o nim… To apartament 211 – historyczny, z fortepianem, zachwycającym widokiem na ulicę Krakowskie Przedmieście i jedno z najurokliwszych łóżek, jakie można spotkać w hotelach.

mat. prasowe
mat. prasowe

Wysokie od pierzyn, niczym posłanie księżniczki na ziarnku grochu, jest świadkiem historii. Detale w stylu belle époque przypominają, co łoże słyszało. Wiele, zważając na to, że Paderewski prowadził tu politykę. Ale też żył ze swoją żoną Heleną, która wspierała karierę męża, była też aktywną działaczką społeczną. Był to związek partnerski, niemal niespotykany w tym czasie na taką skalę. Oboje Paderewscy prowadzili działalność na rzecz odzyskania przez Polskę niepodległości. Helena, mówiąca w kilku językach świetnie odnajdowała się w towarzystwie, skutecznie działała na polu pomocy humanitarnej i wspierała karierę męża. Ciekawi? Warto o tę miłość popytać w hotelu, jego ściany ukrywają jeszcze masę historii o parze.

mat. prasowe
mat. prasowe

Gdy już pozwolimy sobie zatracić się w tych opowieściach, Hotel Bristol oferuje jeszcze inną formę możliwości zakochania: to tu, w chłodne miesiące, odbywają się Jazzowe Dancingi, organizowane przez Pląs i ASP w Warszawie. Legendarne wnętrza, po których przemieszczali się nie tylko możni tego świata, z królową Elżbietą II na czele, ale również najwięksi artyści, jak Arthur Rubinstein, Czesław Miłosz, Wisława Szymborska, Ray Charles, Tina Turner czy Pierre Cardin, stają się na jeden wieczór kapsułą czasu, przenosząc gości, dzięki m.in. orkiestrze tanecznej „Melodia i Rytm” pod dyr. Jana Emila Młynarskiego, do lat 40. i 50. i popularnych w tym czasie potańcówek. A jeśli ktoś lepiej odnajduje się w rytmach bardziej współczesnych, wówczas znakomitym wyborem będzie zespół, którym dyryguje Albert Kach.

I jak tu się nie zakochać? Niekoniecznie przecież w muzyce…

A jeśli zakochać się nie uda podczas zabawy, to może jednej z kolacji organizowanych przez Bristol z konkretnej okazji? Tak było podczas Walentynek. Gdy zapadł zmrok, w Sali Kolumnowej zaroiło się od par. Najpierw kolacja, potem koncert Beli Komoszyńskiej. I jej „Absolutnie”. Albo „Miasto Warszawa”. Dwa różne stany zakochania – w drugim człowieku, albo mieście. – Bo miłość ma różne odcienie i smaki, może być słona, albo słodka. Może mieć też charakter uniwersalny – tłumaczyła nam Bela. Po czym dodała: – Dla mnie, człowieka, kobiety, miłość jest najważniejsza. Odkąd zaczęłam pisać piosenki, piszę o miłości. To mój temat.

A jeśli ktoś, po dancingach czy tematycznych wieczorach, nadal czuje niedosyt, to może wspólna wizyta w SPA? Albo samotna w Café Bristol? A nuż ktoś się dosiądzie. W końcu nieprzypadkowo Wiesław Myśliwski w legendarnym „Traktacie o łuskaniu fasoli” zadał pytanie: czyżby kawiarnie zmieniały przypadki w przeznaczenie?

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...