Reklama

Netflix od dawna nie jest już tylko katalogiem filmów i seriali - to raczej labirynt, w którym łatwo się zgubić, ale jeszcze łatwiej trafić na coś nieoczywistego. Platforma porządkuje swoją bibliotekę w kategorie i sekcje, które mają ułatwiać użytkownikom poruszanie się po ogromie treści i podpowiadać tytuły dopasowane do nastroju, zainteresowań czy konkretnego „vibe’u” wieczoru. Co ciekawe, te sekcje potrafią się zmieniać - zarówno jeśli chodzi o nazwy, jak i zawartość, co tylko potęguje efekt niespodzianki.

Właśnie z tej ciekawości kliknęłam jedną z nich - w sekcję pt. „Nietypowy serial detektywistyczny”. Brzmi trochę dziwnie, trochę ogólnie, ale dokładnie w tym tkwi jej urok. Netflix tworzy takie przestrzenie przede wszystkim z myślą o tych, którzy nie wiedzą, czego szukają - i jak się okazuje, to działa zaskakująco dobrze. Wśród propozycji trafiłam na serial, który wciąga jak najlepiej napisany kryminał i bardzo szybko okazuje się jedną z tych historii, od których trudno się oderwać.

Elle newsletter
elle.pl

Serial „Dept. Q” czyli sekcja spraw, których nikt nie chciał już dotykać

Dept Q
mat. prasowe

Na Netflixie nie brakuje kryminałów, ale „Dept. Q” od razu ustawia się w swojej własnej kategorii. To nie jest lekki procedural ani serial do „lecącego w tle” oglądania. Tu wszystko dzieje się wolniej, gęściej i bardziej niepokojąco. W centrum historii znajduje się wydział zajmujący się sprawami nierozwiązanymi - tymi, które trafiły do archiwów i miały nigdy nie wracać. Ale przeszłość ma tu wyjątkowy zwyczaj powracania. I to w najmniej wygodnym momencie.

„Dept. Q” to klasyczny nordic noir, tylko w brytyjskim stylu - chłodny, wyciszony, budujący napięcie bez fajerwerków. Zamiast szybkich zwrotów akcji mamy tu atmosferę, która narasta z każdą sceną i zostaje jeszcze długo po seansie. To serial, który bardziej interesuje się skutkami niż samymi zbrodniami. Pytaniem „dlaczego?” niż „kto?”. I właśnie dlatego wciąga tak mocno - bo nie daje łatwych odpowiedzi.

Detektywi z przypadku i sprawy, które nie chcą zostać zamknięte

Dept Q
mat. prasowe

Wydział „Q” tworzą ludzie, którzy nie są klasycznymi bohaterami kryminałów. To raczej outsiderzy, którzy trafili tu trochę z przypadku, a trochę dlatego, że nigdzie indziej nie było dla nich miejsca.

Każda sprawa to osobna historia, ale wszystkie łączy jedno: przeszłość, która nie daje się zakopać. Im dalej bohaterowie wchodzą w śledztwo, tym bardziej rozmywa się granica między prawdą a tym, co wygodne.

Serial, który wyrósł z bestsellerowych kryminałów

Dept Q
mat. prasowe

„Dept. Q” nie jest przypadkowym netflixowym kryminałem - serial powstał na podstawie bestsellerowej serii książek duńskiego autora Jussi Adler-Olsen, która od lat ma status jednej z najpopularniejszych skandynawskich sag detektywistycznych. Powieści o wydziale zajmującym się nierozwiązanymi sprawami sprzedały się w milionach egzemplarzy i doczekały kilku ekranizacji, ale serialowa wersja Netfliksa nadaje tej historii jeszcze bardziej mroczny, psychologiczny klimat.

I czuć to od pierwszego odcinka. „Dept. Q” ma w sobie wszystko, co najlepsze w literackich kryminałach z północy - powolne budowanie napięcia, bohaterów z bagażem emocjonalnym i sprawy, które okazują się dużo bardziej skomplikowane, niż początkowo się wydaje. To dokładnie ten typ historii, który najpierw wciąga ciekawością, a później już po prostu nie pozwala się wyłączyć.

Netflixowa pułapka na „jeszcze jeden odcinek”

Dept Q
mat. prasowe

„Dept. Q” to dokładnie ten typ serialu, który zaczyna się niewinnie, a kończy o drugiej w nocy z poczuciem, że „ten ostatni odcinek już naprawdę był ostatni… ale może jeszcze jeden”. Sezon składa się z 9 odcinków i - co ważne - są to raczej dłuższe epizody, trwające od około 45 minut do nawet ponad godziny.

To idealna propozycja dla tych, którzy lubią kryminały z ciężarem, powolnym tempem i atmosferą, która zostaje w głowie długo po wyłączeniu ekranu. Trochę guilty pleasure, trochę emocjonalny rollercoaster - i bardzo solidna binge-watchowa pułapka.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...