Wszystko zaczęło się od jednego spojrzenia na pusty lokal w warszawskim Wilanowie i decyzji, która miała zmienić jej życie. Ewelina Fabisiak miała 29 lat, rozwijającą się karierę w telewizyjnej korporacji i marzenie o stworzeniu własnego miejsca. Postanowiła zaryzykować. Tak narodził się koncept I Love Juice, w którym połączyła pasję do zdrowego odżywiania z przedsiębiorczością i intuicją.

WIDEO…

player placeholder

Dziś, patrząc na swoją drogę, mówi nie tylko o sukcesach, ale też o porażkach, które nauczyły ją wytrwałości. Nie wierzy w idealne życie, restrykcyjne diety ani jedną definicję work-life balance. Zamiast tego stawia na świadome wybory, wiedzę i umiejętność słuchania własnych potrzeb. W rozmowie z ELLE zdradza, dlaczego coraz częściej pozwala sobie odpuszczać, jak zmienia się jej definicja sukcesu i czego nauczyło ją budowanie marki na własnych zasadach.

Aleksandra Jóźwiak: Za każdą marką stoi jakaś historia. Jaka jest Twoja? Pamiętasz moment, w którym pomyślałaś: „Chcę stworzyć I Love Juice”? Co było impulsem do podjęcia tej decyzji?

Zobacz także:

Ewelina Fabisiak: Wszystko, co osiągnęłam w życiu, miało swój początek w marzeniach. Od dziecka były one moim najpotężniejszym narzędziem w drodze do lepszego życia. Posiadanie własnej restauracji było jednym z nich. Z czasem moje doświadczenia i życiowa droga ukierunkowały to marzenie w stronę zdrowego żywienia.

Pomysł dojrzewał latami. Obserwacja światowych trendów, rosnącej świadomości żywieniowej i, jak to w życiu bywa, spotkanie odpowiednich ludzi we właściwym czasie sprawiły, że decyzja dojrzewała coraz bardziej. Miałam wtedy 29 lat i pracowałam na stanowisku managerskim w telewizyjnej korporacji. Pewnego dnia siedzieliśmy z mężem w nieistniejącej już dziś restauracji na warszawskim Wilanowie. Odwróciłam głowę w stronę pustego lokalu do wynajęcia i powiedziałam: „Tam będzie I Love Juice”. To był moment, w którym równasz z ziemią wszystko, co stabilne i przewidywalne, w tym rozwijającą się karierę, i zaczynasz od zera. Tak powstał dzisiejszy Koncept Love Juice.

ilj
Materiały prasowe

 
I Love Juice wpisuje się w rosnące zainteresowanie zdrowym i świadomym stylem życia. Czego Twoim zdaniem brakowało na rynku, kiedy zaczynałaś, i co od początku chciałaś zrobić inaczej? 

Obserwowałam rozwijający się na świecie trend świeżo wyciskanych soków. W Polsce ten temat dopiero raczkował, a na rynku funkcjonowała właściwie jedna firma robiąca to w nowoczesnym, jak na tamte czasy, wydaniu. Równolegle rosła świadomość znaczenia żywienia dla zdrowia i jakości życia. W wielu krajach zauważyłam, że wzrastała ona proporcjonalnie do rozwoju gospodarczego oraz poprawy warunków życia. Moja intuicja połączyła te wszystkie elementy. Wiedziałam, że start właśnie w Warszawie i właśnie w tym momencie jest właściwą decyzją, mimo że moja wiedza na temat prowadzenia takiego biznesu była wtedy praktycznie zerowa.
 
Stworzenie własnej marki wymaga nie tylko dobrego pomysłu, ale też odwagi. Co było dla Ciebie największym wyzwaniem na początku tej drogi? Czy zdarzały się momenty, w których zastanawiałaś się, czy podjęłaś właściwą decyzję?

Jak już wspomniałam, weszłam na tę drogę z zerową wiedzą na temat prowadzenia tego rodzaju biznesu poza całkiem niezłą wiedzą o żywieniu jak na tamten czas. Można nazwać to odwagą, choć wielu nazwałoby to głupotą. Perspektywa czasu i sukces lub jego brak pozornie doprecyzowują tę ocenę. Żyjemy w czasach, w których gloryfikuje się głównie sukces, przez co szczególnie młodzi ludzie otrzymują jego bardzo niepełną definicję. Tymczasem porażka jest nieodłącznym elementem sukcesu. To ważne doświadczenie, a podnoszenie się po niej jest jednym z najcenniejszych sprawdzianów charakteru i własnych możliwości. Na początku starałam się przełożyć dotychczasowe doświadczenie zawodowe na własny biznes. Dawało mi to poczucie bezpieczeństwa i wiarę, że się uda. W praktyce ta wiedza okazała się niemal bezużyteczna. Korporacyjne arkusze Excel i moje estymacje dotyczące tego, co wydarzy się pierwszego dnia po otwarciu, bardzo szybko zderzyły się z rzeczywistością. Właśnie wtedy odkryłam swój największy potencjał: niezłomność, kreatywność, gotowość do poświęceń w drodze po marzenia oraz ponadprzeciętną pracowitość. Te cechy, a także ogromna dawka szczęścia, dzięki której udało mi się zgromadzić wokół siebie fantastycznych ludzi, stały się fundamentem dzisiejszego Konceptu.

ilj
Materiały prasowe

 
Wellness stał się jednym z najważniejszych pojęć współczesnego lifestyle'u. Jednocześnie coraz częściej mówi się o presji, by nieustannie dbać o siebie, dobrze wyglądać i żyć „idealnie zdrowo”. Gdzie Twoim zdaniem przebiega granica między troską o siebie a kolejnym obowiązkiem?

Od lat powtarzam, że za tę granicę jesteśmy odpowiedzialni sami. To nasza powinność wobec siebie. Presja pochodzi z zewnątrz i bardzo często jest jedynie elementem narzędzi sprzedażowych mających wpływać na nasze decyzje. Warto pamiętać, że to my decydujemy, czy ulegamy jej całkowicie, czy wybieramy jedynie to, co rzeczywiście nam służy. Kluczem do dobrego życia nie jest życie „idealnie zdrowo”. Kluczem jest umiejętność słuchania własnego organizmu i dawania mu tego, czego naprawdę potrzebuje.

Moim najważniejszym zabezpieczeniem zawsze była nauka. Rzetelna wiedza pozwala weryfikować ogrom informacji, który zamiast pomagać, często wprowadza chaos. Dlatego edukacja jest tak ważna. Staram się inspirować nią członków naszej przeciwzapalnej społeczności w sposób odpowiedzialny i oparty na faktach.

W świecie pełnym dietetycznych trendów, superfoods i obietnic szybkiej poprawy samopoczucia coraz trudniej odróżnić rzeczywiste potrzeby organizmu od chwilowej mody. Czym kierujesz się, wybierając rozwiązania, które wprowadzasz do swojej marki?

Kluczowe w tym, co robię, zwłaszcza w edukacji żywieniowej i wiedzy przekładanej na produkty, jest nieuleganie modom i unikanie skrajności. Żadna skrajność, nawet ta pozornie dobra, nie służy człowiekowi. Jeśli jakiś produkt ma wyjątkowe właściwości odżywcze, to czy jego nadmierne spożywanie będzie korzystne? Nie. Co więcej, może wręcz zaszkodzić. Nie interesują mnie trendy, interesują mnie fakty naukowe. Dlatego od ponad dekady, gdy ktoś pyta mnie o najlepszą dietę, odpowiadam dokładnie tak samo: najlepiej jeść różnorodnie i opierać swoje żywienie na zasadach diety o najwyższym potencjale przeciwzapalnym, czyli diety śródziemnomorskiej. Dopiero na takim fundamencie warto indywidualnie dopracowywać poszczególne elementy żywienia, uważnie słuchając własnego organizmu. Jeśli połączymy to z budowaniem świadomości żywieniowej w oparciu o rzetelną wiedzę oraz specjalistów kierujących się nauką, a nie pseudonaukowymi teoriami, otrzymamy najlepszy możliwy model odżywiania. Celowo nie nazywam tego dietą. To, co jemy, jest dziś jednym z najważniejszych narzędzi profilaktyki zdrowotnej. Warto traktować je jako styl życia na całe życie i zadbać o to, by był skrojony na miarę naszych indywidualnych potrzeb.

Czy zauważasz, że zmienia się podejście Polek do zdrowego odżywiania? Czego dziś szukają kobiety, które sięgają po produkty I Love Juice, i jak zmieniły się ich oczekiwania na przestrzeni ostatnich lat?

Oczywiście, że się zmienia. To już nie jest zmiana, lecz prawdziwa i piękna rewolucja. Na naszych oczach słowo „luksus” nabiera nowego znaczenia. Młode pokolenie coraz częściej nie szuka go w dobrach materialnych, ale w dobrostanie, a wysokiej jakości żywienie jest jego podstawowym elementem. Polki przechodzą niezwykle ważną przemianę. Odchodzą od myślenia o diecie wyłącznie w kontekście odchudzania i dopasowywania się do nierealnych kanonów piękna. Coraz częściej wybierają żywienie, które ma służyć zdrowiu, energii i dobremu samopoczuciu. Redukcja masy ciała staje się skutkiem ubocznym troski o siebie, a nie jej głównym celem. Definicja piękna ewoluuje. Zamiast określonego rozmiaru czy wyglądu coraz bardziej cenimy ciało zdrowe, sprawne, pełne energii i naturalnego blasku. Polki chcą żyć i jeść przeciwzapalnie, a ja staram się odpowiadać na te potrzeby wszystkim, co tworzymy w Koncepcie.
 
Własna firma daje niezależność, ale wiąże się też z ogromną odpowiedzialnością. Czego prowadzenie I Love Juice nauczyło Cię o samej sobie? Czy odkryłaś w sobie cechy, o których wcześniej nie miałaś pojęcia?

Tak naprawdę nauczyło mnie przede wszystkim zaufania do samej siebie. Nie sądziłam, że jestem w stanie ufać swojej intuicji w takim stopniu i tak konsekwentnie realizować to, w co wierzę, mimo często bardzo trudnych przeszkód. Właśnie o tym jest Koncept I Love Juice. Wybrałam trudniejszą drogę. Stworzyłam rozwiązania unikalne na polskim rynku, bo pozostałam niezłomna w swojej konsekwencji i wierze, że można budować prawdziwą jakość. A przecież jestem tylko dziewczyną z Sosnowca, której mówiono, że popełnia błąd, rezygnując z prestiżowej kariery na rzecz niepewnego pomysłu. Ostatecznie zaskoczyłam nie tylko innych, ale przede wszystkim samą siebie.

ilj
Materiały prasowe

 
Współczesne kobiety często próbują pogodzić ambicje zawodowe, życie prywatne, relacje i dbanie o siebie. Czy w Twoim życiu istnieje coś takiego jak work-life balance, czy raczej nauczyłaś się akceptować, że równowaga nie zawsze oznacza idealne proporcje?

Wierzę, że istnieje droga, na której nieustannie upadamy i wstajemy. Kobiety od pokoleń są niezwykłe w tej podróży, ale jednocześnie bardzo często obciążone potrzebą udowadniania, że poradzą sobie ze wszystkim. W dużej mierze mamy to wpisane w swoją historię. Ile pokoleń kobiet musiało walczyć o to, abyśmy dziś mogły być równorzędnymi partnerkami mężczyzn? A mimo to wciąż udowadniamy, często ogromnym kosztem własnego dobrostanu. Dlatego nie zgadzam się na wtłaczanie kobietom jednej definicji work-life balance. Każda kolejna sztywna definicja staje się następnym punktem na liście rzeczy, za które mamy czuć winę, gdy nie dowozimy, albo powodem przeciążenia, gdy próbujemy dowieźć wszystko za wszelką cenę. Życzę sobie i wszystkim kobietom, abyśmy brały garściami to, co nam służy. Abyśmy próbowały stawiać granice, nawet jeśli nie zawsze wychodzi to idealnie. Abyśmy były mniej dostępne, częściej odpuszczały i potrafiły czerpać z tego prawdziwą radość. Abyśmy dobrze się karmiły, bo to jedno ze źródeł naszej siły. I abyśmy akceptowały, że upadamy. Bo najpiękniejsze jest to, że wciąż się podnosimy.
Życzę nam też, aby każda kobieta widziała w drugiej królową i poprawiła jej koronę, gdy ta się obsunie. A jeśli nie potrafi tego dostrzec, po prostu powstrzymała się od oceniania.
 
Na co dzień promujesz świadome podejście do zdrowia i odżywiania. A jak wygląda Twoja własna codzienność? Czy masz rytuały lub nawyki, które naprawdę zmieniły jakość Twojego życia?

Jeśli promuję jakiś styl życia, to nigdy na pokaz. Jestem sercem Konceptu, dlatego moje codzienne nawyki, szczególnie żywieniowe, naturalnie orbitują wokół wartości, które reprezentuje marka.
Dbam o przeciwzapalny sposób odżywiania i obserwuję, jak bardzo służy on mojemu organizmowi. Staram się ograniczać to, co mi nie służy, ale nie popadam w skrajności. Kocham jedzenie i wszystkie przyjemności, które się z nim wiążą, zwłaszcza gdy mój mąż przygotowuje swoje domowe hot dogi. Dopiero po czterdziestce naprawdę zakochałam się w aktywności fizycznej i odnalazłam jej formę, która daje mi radość. Dbam o sen, ponieważ jest jednym z najważniejszych narzędzi profilaktyki zdrowotnej. Z wiekiem i doświadczeniem staję się również mniej dostępna. Nauczyłam się, że słowo „nie” jest pełnym zdaniem. Coraz bardziej troszczę się też o swoje emocje i relację z samą sobą. Staram się żyć nie tylko głową, ale również sercem. A poranna kawa? To mój mały codzienny rytuał i chwila tylko dla mnie.
 
Na koniec pytanie bardziej osobiste: czym jest dla Ciebie sukces? Czy jego definicja zmieniła się od momentu, kiedy zaczynałaś budować własny biznes? I jakie marzenia – nie tylko zawodowe – chciałabyś jeszcze zrealizować?

Moja definicja sukcesu zmienia się wraz ze mną. Dojrzewanie, a może już nawet starzenie się, jest piękną drogą zdobywania mądrości, która pozwala coraz wyraźniej dostrzegać, doceniać i przeżywać to, co naprawdę ważne. Jednak wszystkie moje definicje sukcesu mają wspólny fundament. Prawdziwym sukcesem jest dla mnie wolność, z której wciąż uczę się korzystać. Jest nim również niezłomność w empatii, poszukiwanie dobra w drugim człowieku oraz umiejętność wybaczania. W biznesie moim największym sukcesem jest to, że ten biznes nadal istnieje i nieustannie się rozwija. Moje marzenia dzielę na trzy kategorie: zawodowe, ważne i próżne. W tych zawodowych marzę o tym, by zawsze pozostać niezależną finansowo i zawodowo oraz nadal tworzyć coś wartościowego, tak jak Koncept Love Juice. W tych najważniejszych marzę o zdrowiu, sprawności do końca życia, poczuciu bezpieczeństwa, byciu kochaną i zachowaniu niezależności.
A z tych bardziej próżnych? Marzę o Porsche 911 i możliwości podróżowania tak często, jak tylko zechcę, szczególnie wtedy, gdy podróże prowadzą mnie bliżej natury.