Miał wykonywać polecenia, tymczasem zapragnął wolności, miłości i życia na własnych zasadach. „Człowiek przyszłości” to jedna z tych historii, w których humor stopniowo ustępuje wzruszeniu. Film z Robinem Williamsem wkrótce opuści streamingową bibliotekę.
WIDEO…
Chris Columbus doskonale wiedział, jak opowiadać historie, do których widzowie chcą wracać. Wyreżyserował „Kevina samego w domu”, a później „Panią Doubtfire”, łącząc komedię z rodzinnymi emocjami. W „Człowieku przyszłości” ponownie spotkał się z Robinem Williamsem, lecz tym razem powierzył mu rolę wymagającą zupełnie innych środków. Aktor wcielił się w robota, który z biegiem lat coraz lepiej rozumie ludzi i coraz boleśniej odczuwa dzielącą go od nich różnicę. Film z 1999 roku warto przypomnieć sobie zwłaszcza dziś, gdy pytania o relacje człowieka z technologią wracają niemal codziennie.
O czym jest „Człowiek przyszłości”? Robot, który chce czegoś więcej
Do domu rodziny Martinów trafia Andrew, android zaprojektowany do wykonywania codziennych obowiązków. Szybko okazuje się jednak, że potrafi znacznie więcej, niż przewidywali jego twórcy. Jest ciekawy świata, wykazuje zdolności artystyczne i nawiązuje więzi z domownikami. Richard Martin dostrzega jego wyjątkowość i pozwala mu ją rozwijać. Z czasem Andrew zaczyna pragnąć samodzielności oraz prawa do decydowania o sobie.
Historia obejmuje kolejne pokolenia, a upływ czasu staje się jednym z jej najbardziej przejmujących motywów. Andrew obserwuje, jak zmieniają się bliscy mu ludzie, podczas gdy jego własne istnienie podlega innym regułom. Początkowo bawi dosłownym rozumieniem poleceń i niezręcznością w kontaktach z rodziną. Później jego doświadczenia prowadzą do pytań o samotność, przemijanie i cenę przynależności. To właśnie wtedy opowieść nabiera emocjonalnego ciężaru.
Robin Williams i Chris Columbus ponownie razem
Williams nadaje Andrew łagodność, która pozwala szybko przywiązać się do bohatera. Pod mechanicznymi gestami stopniowo pojawiają się ciekawość, tęsknota i potrzeba bliskości. Aktor korzysta ze swojego komediowego wyczucia, ale równie przekonująco wypada w spokojniejszych scenach, gdy wystarczają głos i spojrzenie.
Partnerują mu Sam Neill, Embeth Davidtz i Oliver Platt. Scenariusz napisał Nicholas Kazan, korzystając z opowiadania Isaaca Asimova oraz powieści „The Positronic Man”, stworzonej przez Asimova wspólnie z Robertem Silverbergiem.
„Człowiek przyszłości” znika z Netflixa. Do kiedy można go obejrzeć?
To propozycja dla widzów, którzy lubią kino pełne ciepła, ale są gotowi także na smutek. Film pozwala sobie na sentymentalność i spokojnie rozwija historię bohatera, zamiast nieustannie przyspieszać akcję. Pod fantastycznym pomysłem kryje się bardzo znajome pragnienie: zostać zaakceptowanym i móc dzielić życie z kimś bliskim. Miłośnicy Robina Williamsa znajdą tu wiele z wrażliwości, za którą cenili jego najbardziej poruszające role.
„Człowiek przyszłości” jest dostępny na Netflixie, ale zniknie z polskiej oferty 16 października 2026 roku.