Potencjalna toksyczność niektórych surowców kosmetycznych przyczyniła się do ogromnej popularności kosmetyków naturalnych. O ile jednak łatwo zrezygnować nam z drogeryjnego płynu pod prysznic z SLS na rzecz produktu „eko”, to już płynne podkłady, bazy pod makijaż, kolorowe pomadki czy samoopalacze wydają się niezastąpione. Wszystko dlatego, że zawarte w nich chemiczne substancje są po prostu trwalsze, lepiej wyglądają na skórze i wygładzają jej powierzchnię. Tylko czy taka wygoda warta jest ceny, jaką płaci twoja skóra za kontakt z niebezpiecznymi substancjami? Oto kilka z nich, na które powinnaś zwrócić szczególną uwagę.

Szkodliwe substancje w kosmetykach: dihydroksyaceton

Używasz samoopalacza? Na 99% w stosowanym przez ciebie produkcie występuje składnik o nazwie dihydroxyacetone (DHA). To właśnie on odpowiada za brązowe zabarwienie skóry po aplikacji kremu lub sprayu samoopalającego. Wiążą się z nim dwa poważne zagrożenia. Po pierwsze – badania naukowe wykazały, że skóra pokryta kosmetykiem z DHA jest dużo bardziej narażona na ataki wolnych rodników powstających pod wpływem promieniowania słonecznego niż skóra niepokryta tą substancją. Oznacza to, że stosowanie kremów samoopalających w ramach „przyzwyczajania” się do opalenizny jest dużym błędem, ponieważ pod wpływem wolnych rodników skóra szybciej się starzeje i częściej pojawiają się na niej przebarwienia.

Zobacz też: 7 błędów w pielęgnacji twarzy, które przyspieszają starzenie się skóry

Drugie niebezpieczeństwo wiąże się z używaniem samoopalających sprayów z dihydroksyacetonem. Amerykańska FDA (Agencja Żywności i Leków) ujawniła, że opary DHA wdychane podczas aplikacji sprayu przedostają się do dróg oddechowych, a następnie do krwioobiegu i mogą kumulować się w organizmie. Ponadto, jak ujawniły badania, 11% DHA zawartego w kosmetykach przedostaje się do głębszych warstw skóry. Substancja ta w zetknięciu ze zdrowymi komórkami organizmu może działać mutagennie. Co więcej, pod wpływem temperatury zawarty w kremach i sprayach DHA przekształca się w toksyczny formaldehyd, który działa na skórę drażniąco i również wykazuje działanie rakotwórcze.

Czy są jakieś alternatywy dla sztucznej opalenizny? Możesz wcierać w skórę naturalny olejek z marchwi, który stosowany systematycznie nadaje jej złotawy odcień. Przed sezonem wakacyjnym pij dużo soku marchwiowego i jedz suszone morele, które dzięki zawartości betakarotenu również wpływają na ciemniejsze zabarwienie skóry. Możesz kupić też naturalny samoopalacz bez DHA, np. Eliksir rozświetlający do ciała Pomarańcza z cynamonem polskiej marki Mokosh. Zawiera on lekko brązujący olejek z marchwi, ujędrniający macerat z pomarańczy oraz mikę, która nadaje skórze perłowo-złocisty blask.

Szkodliwe substancje w kosmetykach: silikony

Silikony powszechnie występują w kremach, balsamach, płynach pod prysznic, odżywkach do włosów, szamponach oraz kosmetykach kolorowych – głównie podkładach i bazach pod makijaż. Należą do emolientów, które ograniczają ucieczkę wody z naskórka, a przy tym redukują efekt tłustości, który jest nieunikniony podczas aplikacji naturalnych maseł czy olejków. Ponadto silikony przedłużają trwałość makijażu, wyrównują fakturę skóry, a stosowane w kosmetykach do włosów nabłyszczają i wygładzają zniszczone pasma.

Sprawdź też: Puszące się włosy - jak je wygładzić? 6 sposobów

Czy stosowanie silikonów jest bezpieczne dla organizmu? Jeśli chodzi o bezpośredni kontakt ze skórą, teoretycznie tak – brak szkodliwości tych substancji został potwierdzony przez Komitet ds. Bezpieczeństwa Konsumentów (SCCS). Silikony mają też na tyle duże cząsteczki, że nie są w stanie przeniknąć przez barierę skórną. Jednak należy zachować ostrożność w stosunku do silikonów nierozpuszczalnych w wodzie, które mają oznaczenia: cyclomethicone, trimethylsiloxysilicates, cyclopentasiloxane, trimethicone, simethicone. Wszystko dlatego, że bardzo trudno zmyć je z powierzchni skóry. Ich resztki zatykają pory i przyczyniają się do powstawania niedoskonałości. Co więcej - silikony są słabo biodegradowalne co oznacza, że kumulują się w środowisku, przenikają do wód i gleb. Stamtąd trafiają do żywności, układu pokarmowego zwierząt i ostatecznie – do naszych organizmów. Nie wiadomo, jakie są długofalowe skutki wieloletniego kumulowania się silikonu u ludzi, ale bardzo prawdopodobne, że tak jak w przypadku większość substancji syntetycznych, m.in. mikroplastiku, mogą zaburzać gospodarkę hormonalną lub zwiększać ryzyko nowotworów. Dla bezpieczeństwa unikaj produktów z silikonami nierozpuszczalnymi w wodzie. Zamiast nich wybieraj kosmetyki z lekkimi silikonami, które łatwo zmyć - będą to: dimethicone copolyol, lauryl methicone copolyol, hydrolyzed wheat protein hydroxypropyl polysiloxane, silikony z PEG- na początku, amodimethicone, dimethicone, dimethiconol, beheonoxy dimethicone, phenyl trimethicone. Zastanów się też nad zmianą podkładu z syntetycznego na mineralny – czyli zawierający wyłącznie substancje naturalnego pochodzenia, takie jak tlenek cynku, tlenek żelaza, dwutlenek tytanu, krzemionkę. Oprócz tego, że wyrównują koloryt cery, regulują wydzielanie sebum i przyspieszają gojenie się niedoskonałości.

Czytaj też: Podkład mineralny – leczy i upiększa cerę. Jaki wybrać?

Szkodliwe substancje w kosmetykach: fenoksyetanol

Fenoksyetanol występuje w składzie INCI pod nazwami: phenoxethol, phenoxyethanolum, ethylenglykolmonophenylether, 2-phenoxyethanol. Jest konserwantem, którego zaczęto używać w kosmetykach jako zamiennik parabenów. Występuje w produktach wiodących marek drogeryjnych: kremach do twarzy, balsamach, płynach do higieny intymnej. W Polsce jego dopuszczalne maksymalne stężenie w produktach kosmetycznych wynosi 1,0%, a w preparatach dla dzieci 0,4%. Jednakże Francuska Agencja Bezpieczeństwa Lekarstw i Produktów Higieny (ANSM) zaleciła, aby całkowicie zaprzestać stosowania fenoksyetanolu w produktach dla najmłodszych poniżej 3. roku życia, szczególnie tych aplikowanych bezpośrednio na pupę dzieci. Z kolei amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) ostrzega, że fenoksyetanol może powodować uszkodzenia układu nerwowego oraz kontaktowe zapalenie skóry w przypadku połknięcia, wdychania lub wnikania przez skórę dużych ilości tej substancji. W Japonii jest ona całkowicie zakazana w przemyśle kosmetycznym. Z tych powodów lepiej nie używaj kosmetyków z fenoksyetanolem przeznaczonych do stosowania na duże partie ciała (jak np. balsamy), a także mających kontakt z błonami śluzowymi (np. płyny do higieny intymnej). Substancji tej powinny się też wystrzegać kobiety w ciąży.

Szkodliwe substancje w kosmetykach: formaldehyd

To kolejna bardzo kontrowersyjna substancja na naszej liście. Formaldehyd używany jest powszechnie w lakierach do paznokci jako utwardzacz oraz w kosmetykach do aplikowania na skórę jako konserwant (w maksymalnym stężeniu 0,2%). W składzie INCI oznaczany jako: formalin, methanal, methyl aldehyde, ethylene oxide, morbicidacid, oxymethylene. Formaldehyd, choć dopuszczony do użytku w kosmetyce, jest jednak składnikiem o potwierdzonym działaniu rakotwórczym (tak zaklasyfikowała go Międzynarodowa Agencja Badania Raka). Specjaliści uspokajają, że stosowany w niskich stężeniach, nie powinien bezpośrednio przyczyniać się do rozwoju tej choroby, jednak codzienne używanie produktów z formaldehydem może zwiększać ryzyko pojawienia się nowotworów w przyszłości. Szczególną uwagę zwróć na lakiery z formaldehydem – wdychanie oparów tej substancji podczas malowania paznokci jest szkodliwe. Poza tym formaldehyd bardzo wysusza płytkę i sprzyja jej uszkodzeniom. Na rynku dostępne są jednak lakiery pozbawione tego składnika, np. marki ORLY.

Szkodliwe substancje w kosmetykach: triklosan

Jest to środek przeciwgrzybiczy i bakteriobójczy, który można spotkać w pastach do zębów, mydłach i żelach antybakteryjnych, dezodorantach. Do niedawna uchodził za substancję całkowicie bezpieczną, ale w 2018 roku naukowcy z University of Massachusetts Amherst dowiedli, że składnik ten przyczynia się do powstawania nieswoistego zapalenia jelit i do rozwoju raka jelita grubego u ssaków. Wszystko dlatego, że ma szkodliwy wpływ na florę bakteryjną układu pokarmowego. Badacze zaznaczyli, że w swoich eksperymentach na myszach dawali gryzoniom bardzo małe dawki triklosanu, a mimo to miały one wpływ na ich stan zdrowia. Dla bezpieczeństwa unikaj produktów antybakteryjnych z tym składnikiem, a zamiast syntetycznych antyseptyków – wybieraj naturalne substancje przeciwgrzybiczne i przeciwbakteryjne, np. olejek herbaciany. Dodając go codziennie do porcji kremu nawilżającego czy do toniku, zmniejszasz prawdopodobieństwo występowania niedoskonałości.

Co nie szkodzi?

Na naszej liście toksycznych składników kosmetycznych nie znalazły się: aluminium, PEG-i, parafina, glikol propylenowy, SLS i parabeny. Choć substancje te równie często budzą kontrowersje, dotychczasowe badania naukowe nie wykazały jednoznacznie, że są one szkodliwe dla człowieka. Parafina może co prawda zwiększać tendencję do powstawania stanów zapalnych skóry, ale tylko u osób z zaskórnikami i cerą tłustą. Aluminium z kolei, wbrew fałszywym informacjom, nie kumuluje się w organizmie i nie ma związku ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka piersi. SLS mogą wysuszać skórę, natomiast nie są dla niej toksyczne. Natomiast parabeny, ze względu na liczne kontrowersje, które wzbudzały jako konserwanty w kosmetykach, zostały w ostatnich latach jeszcze raz bardzo szczegółowo przebadane przez naukowców. Wyniki eksperymentów dowiodły jednoznacznie, że substancje te niezwykle rzadko powodują alergie, nie są toksyczne ani rakotwórcze. Ryzyko związane z rozwojem drobnoustrojów w kosmetykach w wyniku niestosowania konserwantów jest poważniejsze i bardziej zagraża zdrowiu niż narażenie skóry na kontakt z parabenami.