Są sprawy, które nie chcą odejść w przeszłość. Nawet jeśli od zaginięcia minęły dziesięciolecia, a ludzie, którzy mogliby coś wyjaśnić, dawno nauczyli się żyć z własną wersją wydarzeń. W „Zmorze” powrót do dawnych tajemnic nie jest wyłącznie elementem kryminalnej układanki. To także opowieść o winie, przemilczeniach i konsekwencjach decyzji, które podejmowano wiele lat wcześniej.

Serial HBO Max powstał na podstawie powieści Roberta Małeckiego. Akcja rozgrywa się w Toruniu, a osią historii jest zaginięcie Piotrka, przyjaciela Kamy Kossowskiej z dzieciństwa. Gdy sprawą ponownie zajmuje się komisarz Tomasz Korcz, w którego wciela się Piotr Żurawski, kolejne pytania zaczynają prowadzić do ludzi, którzy niekoniecznie chcą wracać do przeszłości.

Trzeci odcinek jest już dostępny na HBO Max. Kama analizuje akta zaginięcia i musi zmierzyć się z własnym kłamstwem. Wspomnienia przenoszą ją do lata 1994 roku, kiedy wraz z Michałem poznała sekret skrywany przez dorosłych. Jednocześnie jej ojciec uświadamia sobie, że ktoś zna jego największą tajemnicę.

Zobacz także:

Komisarz, który nie odpuszcza. „Kropla drąży skałę”

Tomasz Korcz nie jest bohaterem, który od razu zdradza widzom wszystkie karty. Pracuje przy sprawach nierozwiązanych, czasem sprzed dziesięcioleci, i zadaje pytania, na które nikt nie ma ochoty odpowiadać. Jak przyznaje Piotr Żurawski, przygotowując się do roli, spotkał się z człowiekiem pracującym w policyjnym Archiwum X. Najważniejszym punktem odniesienia pozostał jednak scenariusz.

– Problem z tym Tomaszem Korczem miałem taki, że nie dowiadywałem się niczego o jego życiu prywatnym, więc ciężko było się uchwycić jakiejś takiej emocjonalnej jego strony – opowiada aktor.

Wspólnie z twórcami stworzył postać, która potrafi być irytująca. Nie dlatego, że szuka konfliktów dla samej przyjemności konfrontacji, lecz dlatego, że nie pozwala innym wygodnie ominąć trudnych tematów.

– Stworzyliśmy takiego gościa, który jest dość denerwujący, ponieważ zadaje dużo trudnych pytań na temat przeszłości, a nie zawsze chcemy się z tą przeszłością konfrontować. No i to jest taki gość, który tak przychodzi i tak nakłuwa te szpilki i łazi, łazi, łazi, aż w końcu wyłaził, no i rozwiązał tę sprawę.

Żurawski podsumowuje charakter swojego bohatera prostą zasadą: „kropla drąży skałę”. W kryminale, w którym przez lata narastały przemilczenia, cierpliwość może okazać się ważniejsza niż efektowny gest. Korcz wraca do pytań, które inni chcieliby zostawić bez odpowiedzi, i sprawdza, co kryje się pod pozornie zamkniętą historią.

Jak oswoić własne zmory? Piotr Żurawski ma nieoczywistą odpowiedź

Tytuł serialu można odczytywać nie tylko jako zapowiedź mrocznej kryminalnej zagadki. Zmory bohaterów mają różne oblicza: są nimi wspomnienia, poczucie winy i sprawy, do których nie chce się wracać. Zapytałam aktora, czy sam ma sposób na chwile, kiedy przeszłość zaczyna go doganiać.

– Właśnie staram się tak, żeby mnie nie dopadały. Jakbym miał coś z własnego życia rzucić takiego, co mi pomaga? Tak naprawdę? Serio? Filozofia starożytna. Wydaje mi się, że jest to bardzo skuteczne narzędzie i warto się temu przyglądać, i warto to czytać, i tam w tym szukać.

To odpowiedź, której niekoniecznie spodziewalibyśmy się po rozmowie o mrocznym kryminale. Zamiast sportu, biegania czy wspinaczki aktor wskazuje coś bardziej fundamentalnego.

– Nie, wspinaczka czy bieganie to są narkotyki, a chodzi o coś bardziej fundamentalnego i całościowego. W moim przypadku to jest filozofia starożytna. To jest coś, co naprawdę przynosi mi ukojenie i pomaga mi zrozumieć pewne rzeczy, oswoić przynajmniej świat – tłumaczy Żurawski, gdy dopytuję czy to tak serio. 

W „Zmorze” bohaterowie próbują oswoić świat, w którym dawne wydarzenia wciąż wpływają na ich teraźniejszość. Nie wszystkim udaje się spojrzeć prawdzie w oczy. Korcz należy do tych, którzy nie przestają pytać, nawet gdy odpowiedzi mogą okazać się bolesne.

Internetowy hejt i spotkania w prawdziwym życiu

W serialu powracają również tematy nietolerancji i społecznych uprzedzeń. W rozmowie z Żurawskim poruszyliśmy kwestię hejtu, z którym aktorzy mogą stykać się ze względu na publiczny charakter swojej pracy.

– Czasami jestem zmuszony do konfrontowania się z tym. Nie biorę tego już do siebie tak jak kiedyś brałem, ale jestem już też trochę stary, bo skończyłem czterdziestkę, więc staram się patrzeć na to wszystko z dystansem – mówi.

Aktor przyznaje, że nie jest szczególnie obecny w mediach społecznościowych, co ogranicza jego kontakt z internetowymi komentarzami. Zdecydowanie częściej spotyka się z życzliwymi reakcjami widzów.

– Raczej spotykają mnie ciągle miłe gesty. Ludzie podchodzą, robią sobie zdjęcie, chcą mi podziękować za coś. Czy to jest miłe dla aktora? To jest bardzo miłe. Jak mu się podoba praca, to jest zawsze miłe.

Żurawski zwraca uwagę na różnicę między anonimowym komentarzem a spotkaniem twarzą w twarz. W internecie łatwiej pozwolić sobie na opryskliwość, podczas gdy bezpośredni kontakt często zmienia perspektywę.

– Ja się założę, że niektórzy ludzie, którzy piszą w internecie jakieś opryskliwe komentarze, potem jak spotykają bohatera tych komentarzy na żywo, to chcą sobie z nim zrobić zdjęcie tak naprawdę. I to jest coś, co mówi o nas. Jak dodaje, jest to dla niego „w sumie zabawne do obserwowania niż straszne”.

Lata 90. i deskorolka, czyli wspomnienie młodości

W „Zmorze” przeszłość nie ogranicza się do tajemnicy, którą trzeba rozwiązać. Ważną częścią historii są także lata 80. i 90. - czas, który dla wielu widzów będzie miał własny, bardzo osobisty wymiar. Dla Piotra Żurawskiego to przede wszystkim wspomnienie dzieciństwa i dorastania oraz deskorolka.

– Najbardziej mi się kojarzyło te 90-te z deskorolką. Jeździłem na deskorolce dużo i do tej pory uważam, że to mnie w dużym stopniu ukształtowało. Moje ulubione filmy to są filmy deskorolkowe.

Nie chodziło jednak o popisy na rampach. Bliższa aktorowi była jazda uliczna i marzenie o świecie znanym z amerykańskich filmów o skateboardingu. – To było takie marzenie o takim byciu amerykańskim skate'em z Kalifornii, który jeździ po tych wspaniałych miejscówkach.

Aktor pamięta też, że deskorolki były drogim zajęciem, a sprzęt zużywało się do granic możliwości. Dziś patrzy na tę pasję z sentymentem, choć przyznaje, że powrót na deskę nie jest już taki prosty. W jego wspomnieniach jest energia, muzyka, rytm i młodzieńcza odwaga, ale także świadomość, że z czasem pewne rzeczy stają się trudniejsze. Żurawski mówi o tym z humorem, bez idealizowania przeszłości. I może właśnie dlatego ten fragment rozmowy tak dobrze współgra z serialem, w którym powrót do dawnych lat nie oznacza prostego powrotu do tego, co było.

„Na pewno finał tego serialu jest przejmujący”

„Zmora” stawia na mrok, detale i atmosferę, która stopniowo odsłania kolejne warstwy opowieści. Zapytałam aktora o wizualną stronę produkcji - kadry i ujęcia, które budują niepokojący klimat. – Cieszę się, takie było zamierzenie. Takim mieliśmy plan – odpowiedział.

Żurawski nie zdradza szczegółów zakończenia, ale pamięta wrażenie, jakie wywarła na nim historia już podczas pierwszej lektury scenariusza. – Na pewno finał tego serialu jest przejmujący. To pamiętam już po pierwszej lekturze. Na pewno jest coś takiego bardzo mroczne i bardzo przejmujące. Takim wzruszającym.

Czy to wystarczający powód, żeby włączyć kolejny odcinek? Aktor nie ma wątpliwości.

– Ja bym puścił, tak, ja bym puścił play.

Trzeci odcinek „Zmory” jest już dostępny na HBO Max. Jeśli śledzicie historię Kamy Kossowskiej (w którą wciela się genialna Magdalena Cielecka) i komisarza Korcza, to kolejny etap śledztwa przynosi następne pytania o to, co wydarzyło się w przeszłości - i kto wciąż próbuje ukryć prawdę. A całą moją rozmowę z aktorem możecie obejrzeć i odsłuchać na górze strony.