Chroniąc się przed wrześniową ulewą, wchodzę do sklepu Aesop w londyńskim Seven Dials. W środku jest znacznie przytulniej, niż można by się spodziewać, patrząc na mokrą od deszczu Monmouth Street za oknem. Mosiężne elementy, ciemne drewno i unoszący się w powietrzu zapach kadzidła sprawiają, że świat na zewnątrz wydaje się nagle bardzo odległy.

WIDEO…

player placeholder

Ta przytulna atmosfera znika jednak na moment, gdy sprzedawca rozpyla w powietrzu Unforeseen Aer, najnowsze perfumy Aesop. Zapach jest rześki, mineralny, z wyraźnym akcentem geranium. Od razu przychodzi mi na myśl wędrowiec wspinający się na górski szczyt, z wiatrem uderzającym prosto w twarz. Później, gdy kompozycja rozwija się na skórze, pojawia się rozgrzewająca nuta gałki muszkatołowej, która łagodzi jej początkową świeżość.

Właśnie ta gra przeciwieństw zafascynowała perfumiarkę Céline Barel podczas pracy nad Unforeseen Aer. Punktem wyjścia była dla niej świeżość oraz cytat z amerykańskiej poetki Edny St. Vincent Millay. Barel, od lat współpracująca z Aesop, natknęła się na jej słowa w paryskim biurze marki: „Wzleć, posil się eterem, zobacz to, czego nigdy nie widziano; odejdź, zatrać się, lecz wspinaj się”. Cytat stał się motywem przewodnim całego procesu, podobnie jak pojęcie „eteru”, który Barel opisuje jako szczególny rodzaj powietrza, w mitologii greckiej właściwy szczytom Olimpu.

Zobacz także:

the new perfume that smells like cold air, warm spice and a walk in the rain

„To było powietrze, którym mogli oddychać wyłącznie bogowie, nie śmiertelnicy” — mówi Barel. „Zaskoczyło mnie jednak, że nie było ono tylko czyste, lecz także ciepłe. »Aether« stał się kryptonimem tych perfum. Można było w nim wyczuć napięcie i kontrast między świeżością a ciepłem, bogami a śmiertelnikami, czymś niebiańskim, a jednocześnie bardzo ziemskim”.

W tej kompozycji „czyste powietrze” pełni funkcję tzw. fabulist accord — akordu stworzonego po to, by nadać zapach czemuś, co samo w sobie go nie ma. Innymi przykładami są „ruda srebra” czy „popękany beton”. To jeden z charakterystycznych elementów kolekcji Fragrant Fables, inspirowanej Ezopem — starożytnym greckim bajkopisarzem, od którego marka zaczerpnęła nazwę. Seria obejmuje wszystkie 12 zapachów stworzonych dotychczas przez Aesop, w tym Unforeseen Aer. W każdym z nich taki fantazyjny akord zestawiono z „radykalnym składnikiem”, a flakony umieszczono w pudełkach przypominających grzbiety książek. Każde opakowanie opowiada własną bajkę.

Aï Kato, dyrektorka kreatywna Aesop, mówi, że połączenie zapachu z bajką „zachęca osobę, która go nosi, do dopisania zakończenia historii”.

„Uważam, że to ciekawsze niż próba narzucenia komuś określonej reakcji. Od zawsze wierzę, że język jest oknem do naszej świadomości, a zapach potrafi poruszyć w umyśle coś bardzo pierwotnego. Bajki dodają do tego zmysłowego doświadczenia jeszcze jeden wymiar — wymiar myśli”.

Dla Barel, która jest zapaloną czytelniczką, taki motyw był czymś zupełnie naturalnym. „Literatura pozwala tworzyć coś nowego, ponieważ każda książka otwiera przed nami niezwykle bogaty świat” — mówi perfumiarka. To ona odpowiada również za Squid marki Zoologist, zapach inspirowany Dwudziestoma tysiącami mil podmorskiej żeglugi Juliusza Verne’a. Z entuzjazmem opowiada o zawartych w nim „tajemnicy, głębi, przerażających oceanach, krakenach i potworach”.

Takie podejście wydaje się szczególnie aktualne, biorąc pod uwagę coraz większy wpływ literatury na branżę perfumeryjną. Wiele marek wykorzystuje opowieści i klasyczne dzieła, by wokół swoich zapachów budować całe światy — nie wspominając już o niezliczonych trendach urodowych, które tego lata zainspirowała Odyseja.

the new perfume that smells like cold air, warm spice and a walk in the rain

Inni traktują ten pomysł jeszcze bardziej dosłownie. Marka Jouissance czerpie inspirację z literatury erotycznej, a Imaginary Authors tworzy zapachy na podstawie fikcyjnych książek, które w rzeczywistości nigdy nie powstały.

„Dwóch perfumiarzy może stworzyć zapach oparty na róży, ale jeśli jeden będzie miał w głowie Emily Brontë, a drugi Victora Hugo, efekty okażą się zupełnie inne” — tłumaczy Barel. „Książka wyznacza nastrój, tworzy cały świat, określa czas, a nawet kierunek artystyczny”.

Moment przełomowy w pracy nad Unforeseen Aer nadszedł, gdy Barel zobaczyła zdjęcie rozwijającego się liścia paproci. Skojarzyło jej się ze „złotym podziałem” — pojęciem, które potraktowała jako sposób myślenia o harmonii, nie zaś o bezwzględnej doskonałości.

„Chodzi o to, by zbliżyć się do perfekcji, ale pozostawić miejsce na niedoskonałości. I o świadomość, że jako śmiertelnicy nie musimy czekać na idealny moment ani na idealny układ gwiazd, żeby zaakceptować zmianę”.

Obok rozmarynu i geranium — wybranego ze względu na jego „roślinną świeżość” — zastosowała kumarynę i salicylan w niemal niewyczuwalnych ilościach. Miały zapobiec pojawieniu się charakterystycznego „barbershopowego” aromatu, spotykanego czasem w zapachach uniseks.

„Doszliśmy do wniosku, że kompozycja jest chyba zbyt doskonała. Zaczęliśmy się więc zastanawiać: »Co jeszcze możemy zaburzyć? Jak wydobyć z tych perfum niedoskonałość?«”.

Odpowiedzią okazała się gałka muszkatołowa — radykalny składnik całej kompozycji. „Ma w sobie coś ognistego i pylistego, dzięki czemu nadaje świeżości fakturę”. Całość dopełnia lawandyna, przywołująca wrażenie, „jakby spacerowało się przez lawendowe pola Prowansji”.

Efektem są perfumy jednocześnie wyraziste i intymne. „Niektórzy odbiorą je jako fougère, inni bardziej jak zapach stapiający się ze skórą, bo naprawdę się z nią zlewa” — mówi Barel. „Mam synestezję, więc kiedy czuję Unforeseen Aer, widzę delikatny, jasny żółty albo łagodny błękit”.

Kolory, które Barel kojarzy z tym zapachem, pasują do mojego wyobrażenia wędrowca przemierzającego góry — albo, równie dobrze, mieszkańca miasta maszerującego po mokrym od deszczu chodniku. Odkąd przyniosłam do domu flakon kupiony w sklepie Aesop, codziennie przed wyjściem spryskuję się Unforeseen Aer. W miarę rozwijania się na skórze zapach za każdym razem odsłania przede mną nieco inne oblicze. Pasuje zarówno do biura, jak i na wieczorne wyjście, a jego świeżość sprawdza się niezależnie od pory roku.

Ale, jak mówi Aï Kato, to osoba nosząca perfumy musi dokończyć ich historię.

Prawdziwy test przychodzi podczas urodzinowej imprezy znajomej. Zjawiam się na miejscu nieco spóźniona i zdenerwowana, ale wszelkie obawy o to, jak wyglądam, znikają, gdy obejmuję przyjaciółkę na powitanie, a ona natychmiast woła: „Ale pięknie pachniesz!”.

Tego wieczoru jeszcze kilka osób komplementuje moje perfumy. Ja jednak odkrywam ich pełnię dopiero później, kiedy w drodze do domu zaczyna padać. Moje nadgarstki pachną chłodnym powietrzem, odrobiną przypraw i czymś trudnym do uchwycenia, nieoczekiwanym.

Chyba właśnie znalazłam swoją nową tajną broń na kapryśną pogodę.

Tekst w oryginale ukazał się w ELLE.Uk