Zmienia się też samo podejście do perfum. Zamiast jednego signature scent na cały sezon coraz bardziej podoba nam się pomysł zapachowej garderoby. Obok pełnowymiarowego flakonu może stać mały ekstrakt niszowej marki, mgiełka do włosów czy zapach znaleziony w sieciówce. Liczy się nie kategoria ani cena, ale efekt na skórze.
WIDEO…
Wybrałyśmy pięć takich zapachów do 250 zł.
Versatile Paris Oh My Chaï – chai latte, ale w wersji niche

Jeśli jesienią mamy pachnieć czymś gourmand, niech będzie to gourmand trochę mniej oczywisty niż kolejna wanilia. Oh My Chaï francuskiej marki Versatile Paris pachnie przyprawami charakterystycznymi dla chai latte, ale nie jest przesadnie słodki. Dymne i drzewne nuty sprawiają, że całość jest bardziej wytrawna i ciekawsza.
Najpierw pojawiają się kardamon i cynamon, później kremowa, mleczna miękkość i mandarynka, a wszystko przełamują dym, jodła i palone drewno. To gourmand dla osób, które zwykle twierdzą, że gourmandów nie lubią.
Massimo Dutti Leather Mirage – skóra zamiast wanilii

Perfumy z modowych sieciówek przeżywają bardzo dobry moment, ale zamiast kolejnego viralowego zapachu z Zary tym razem zaglądamy do Massimo Dutti.
Leather Mirage ma dokładnie ten rodzaj estetyki, którego szukamy jesienią: mniej deseru, więcej skóry, drewna i garderoby. Już sama nazwa przywołuje miękką skórzaną kurtkę albo dużą torbę vintage znalezioną w Mediolanie. To zapach, który ma być częścią stylizacji, a nie jej słodkim dodatkiem.
I chyba właśnie dlatego pasuje tutaj bardziej niż kolejny gourmand. Po miesiącach pistacji, karmelu i wanilii skórzany zapach wydaje się niemal odświeżający.
OUAI St. Barts Hair and Body Mist – wakacyjna mgiełka zostaje z nami na jesień
St. Barts teoretycznie powinno zniknąć z łazienkowej półki razem z końcem wakacji. My robimy odwrotnie. Kremowy, ciepły charakter tej mgiełki okazuje się jeszcze ciekawszy, kiedy zamiast kostiumu kąpielowego nosimy kaszmirowy sweter i skórzaną kurtkę.
Można spryskać nią ciało i włosy, ale jesienią najbardziej podoba nam się używana do layeringu. Pod suchym, drzewnym albo skórzanym zapachem jej wakacyjny charakter trochę znika, a zostaje miękkość i ciepło.
To także dobry argument za tym, żeby przestać traktować mgiełki jako mniej poważne kuzynki perfum. Czasami właśnie ich lekkość daje więcej możliwości.
Zara Suede Petals – zapachowy odpowiednik zamszowej kurtki

Jeśli istnieje materiał stworzony dla jesieni, jest nim zamsz. W perfumach działa podobnie jak w modzie: daje miękkość, ale jednocześnie trochę charakteru. Suede Petals nie próbuje pachnieć jak deser. Jest bardziej teksturalny, przygaszony i bliski skórze.
Maison Matine – trochę francuskiej niszy za mniej niż 250 zł
Jeżeli mamy do wydania 250 zł, wcale nie musimy wybierać największego flakonu, na jaki pozwala budżet. Czasem znacznie ciekawszym zakupem jest mniejszy format marki, której wcześniej nie znałyśmy.
Maison Matine jest dobrym miejscem na rozpoczęcie przygody z niszą. Francuska marka podchodzi do perfum bez nadmiernego zadęcia: kolorowe, ilustrowane flakony wyglądają jak małe obiekty graficzne, a same kompozycje potrafią skręcać w mniej oczywiste rejony.
Mały format ma jeszcze jedną zaletę. Nie wymaga deklaracji, że właśnie znalazłyśmy „swój zapach” na kolejne pięć lat. Możemy nosić go przez październik, połączyć z mgiełką, odstawić na miesiąc i wrócić do niego zimą.
Jesienią 2026 nie szukamy jednego zapachu, który ma pasować do wszystkiego. Ciekawsze jest zmienianie perfum zależnie od nastroju – od przyprawowego chai i dymnych nut po skórę, zamsz czy piżmo. I właśnie ta różnorodność najlepiej definiuje ten sezon.