yoshiokubo

Ogromna biała jurta stoi na środku wybiegu. Modele obchodzą ją w szerokich parkach, obszernych szortach i ubraniach, które wyglądają jak ekwipunek wyprawy odbywającej się gdzieś pomiędzy mongolskim stepem a współczesną metropolią. Yoshio Kubo otwiera Fashion Week kolekcją „Natural Born Nomads” – fantazją o człowieku, który nie potrafi usiedzieć w miejscu.

WIDEO…

player placeholder

Żona i dwie córki Kubo mieszkają w Los Angeles, on sam większość czasu spędza w Tokio. Podczas jednej z wizyt w Kalifornii zobaczył chłopaka, który wysiadł z rozklekotanego samochodu i po prostu ruszył biegiem. – Biegnę, bo chcę biec – tak projektant opisuje jego swobodę. – Chcę szyć ubrania dla takich biegaczy – wspomina.

W kolekcji nylonowe parki marszczą się na ściągaczach, inne rozpościerają się jak peleryny. Spod obszernych szortów wystają bandany we wzór paisley, na warstwy odzieży technicznej trafiają konstrukcje ze sznurków, siatek i przezroczystych materiałów. Tkaniny miejscami wyglądają, jakby ktoś zdrapywał z nich wzór podczas długiej wędrówki. Wszystko wygląda, jakby właściciel miał zaraz ruszyć w dalszą drogę, czy to biegiem przez Los Angeles, czy na drugi koniec świata.

Zobacz także:
Fashion Week Tokio
yoshiokubo 

„Natural Born Nomads” yoshiokubo
yoshiokubo

„Natural Born Nomads” yoshiokubo
yoshiokubo 

Megmiura Wardrobe

To nie déjà vu. Ten look przed chwilą już był i zaraz wróci raz jeszcze. W pokazie Megmiura Wardrobe zaledwie dziesięć zestawów zalicza łącznie trzydzieści wyjść: ubrania wędrują między dwunastoma osobami o różnym wieku, wzroście i budowie ciała. Za kulisami w tej wielkiej przebierance pomaga im trzydziestu fitterów.

W kolekcji „Post New Wave” projektantka Megumi Miura łączy muzyczną nową falę z garderobą marynarzy i rybaków. Są dzianiny przypominające sieci, falbany na użytkowych ubraniach, lekkie okrycia z organzy, wodoodporne płaszcze składane do niewielkiej torebki i reinterpretacje baskijskich koszul. Workwear miesza się z delikatnymi, półprzezroczystymi warstwami. Podziały na rzeczy damskie i męskie lecą za burtę.

„Post New Wave” Megumi Miura
Megmiura Wardrobe ©JFWO
MEGMIURA-030
Megmiura Wardrobe ©JFWO
MEGMIURA-015
Megmiura Wardrobe ©JFWO

Keiko Nishiyama

Keiko Nishiyama hoduje rośliny, które nie istnieją. Fascynują ją wędrówki tych prawdziwych: choćby japońskie lilie, które po sprowadzeniu do Europy posłużyły do wyhodowania nowych odmian. Inspiracji szukała w „Honzō Zufu”, bogato ilustrowanej japońskiej encyklopedii botanicznej z epoki Edo. Na jej podstawie zaczęła krzyżować gatunki na papierze, tworząc nieistniejące kwiaty, które następnie przeniosła na tkaniny.

Pokaz „Cultivating Wonder” odbywa się w przeszklonej przestrzeni mosaic w Aoyamie. Za wielkimi oknami rosną prawdziwe drzewa, przed nimi paradują nowa, wyśniona roślinność. Na nadrukach mieszają się cechy zachodnich i japońskich storczyków, bluzki pęcznieją w rękawach niczym płatki, a spódnice bombki i obficie drapowane sukienki przybierają kształty tulipanów. Na dzianinowych gorsetach kwiaty wyrastają wprost z powierzchni materiału.

W sukienkach i kompletach Nishiyama wykorzystuje również ribbon-ori, rzadką tkaninę z Yosano pod Kioto, w której wąskie wstążki i ozdobne przędze są częścią samego splotu. Nawet metki przypominają opisy z atlasu botanicznego: podają nazwę, hodowcę i dziki gatunek. Brakuje tylko instrukcji podlewania.

„Cultivating Wonder” Keiko Nishiyama
KEIKO NISHIYAMA

„Cultivating Wonder” Keiko Nishiyama
KEIKO NISHIYAMA

„Cultivating Wonder” Keiko Nishiyama
KEIKO NISHIYAMA

yushokobayashi

– Myślałem, że zawsze będziesz bardziej undergroundowy – usłyszał Yusho Kobayashi od znajomego, kiedy zdobył Tokyo Fashion Award. Ta uwaga podsunęła mu obraz własnego „undergroundu” jako morskiego dna i Małej Syrenki marzącej o życiu na powierzchni. 

Na pokazie „Mermaid’s Tears”, między sztucznymi wodorostami i ruinami kolumn rozgrywa się podwodna baśń w brudnym pastelowym różu i turkusie. Na żywo grała N-FENI z zespołem – rozmarzony indie rock z nieco niepokojącym tonem. Modelki noszą koronkowe sukienki i tiulowe halki pod grubo dzierganymi, siatkowymi narzutkami. Z błękitnych swetrów zwisają długie, luźne pasma niczym wodorosty – za te eksperymentalne sploty odpowiada Tamami Uehara, która od tego sezonu oficjalnie współtworzy markę z Kobayashim. 

Cekinowe sukienki migoczą jak rybie łuski. Na jednej ręcznie narysowano rozgwiazdy, spod przezroczystej fartuchowej sukienki prześwituje wielka czerwona ryba. Przybladłe bluzki obrastają perłami, łańcuszkami, muszlami i wstążkami, a białą koronkową sukienkę przecina kartonowa uprząż z syrenim ogonem. Pojawia się nawet dziergana torba-ośmiornica. Z bliska widać, ile kryje się za tym ręcznej pracy: hafty inspirowane dziecięcymi kolorowankami, ręcznie rysowane rozgwiazdy, aplikacje wycinane na surowo, przyszywane perły, muszle i łańcuszki. – Chcieliśmy stworzyć coś misternego, zabawnego, niemal jak podczas zajęć plastycznych – tłumaczył Kobayashi po pokazie. 

Globalna popularność wydaje się nieuchronna: ubrania Kobayashiego nosiły już Elle Fanning i członkinie K-popowego girlsbandu ILLIT. Tylko czy wraz z rosnącą liczbą zamówień nadal będzie czas na misterne sploty, ręczne hafty i przyszywanie kolejnych pereł? – Co będę musiał oddać w zamian, żeby wydostać się na powierzchnię? – pyta projektant w notatkach do kolekcji. Byle nie głos.

„Mermaid’s Tears” yushokobayashi
yushokobayashi ©JFWO
„Mermaid’s Tears” yushokobayashi
yushokobayashi ©JFWO
„Mermaid’s Tears” yushokobayashi
yushokobayashi ©JFWO

RequaL≡

Pokaz otwierają poszarpane dźwięki skrzypiec. Nuty urywają się, nachodzą na siebie i zmieniają kierunek – jak muzyczny supercut. Tetsuya Doi świętuje dziesięciolecie RequaL≡ w podobnym rytmie: zamiast urządzać retrospektywę, rozkłada własne archiwum na części i zabiera się za jego ponowny montaż.

Dwie koszule zszywa w jedną, z kilku innych buduje spódnicę. Spodnie z obniżonym krokiem powstają z koszul odwróconych do góry nogami, a znajome elementy garderoby zmieniają funkcję, proporcje i miejsce na ciele.

Do wspólnego montażu Doi zaprosił też ludzi związanych z historią marki. Projektant kostiumów morimori przeobraził dawny motyw niedźwiedzia w ogromną sylwetkę obszytą falbanami, z marką dodatków SEAM2 powstały świecące kapelusze-abażury, a z koronkową marką Overlace – sukienka z zasłonowej koronki i piętrzących się kokard. Na kamizelce Doi umieścił nawet małego pluszaka, którym bawił się jako dziecko. 

W „(re)code × (re)member” wspomnienia nie stoją więc za szybą, opatrzone datą i numerem kolekcji. Można je pociąć, wykręcić na lewą stronę, zszyć z czymś innym, a nawet założyć na stopę.

„(re)code × (re)member” RequaL≡
 RequaL≡ ©JFWO
„(re)code × (re)member” RequaL≡
 RequaL≡ ©JFWO

„(re)code × (re)member” RequaL≡
RequaL≡ ©JFWO

MIZEN

Tradycyjna szerokość beli tkaniny przeznaczonej na kimono wynosi 38 centymetrów. Shunsuke Teranishi, projektant MIZEN, nie potraktował jej jako ograniczenia, które trzeba obejść, lecz jako punkt wyjścia do stworzenia nowego systemu konstrukcyjnego.

W kolekcji „What 38cm Tells” wąskie pasy materiału prowadzi ukośnie lub poziomo po ciele. Powstają z nich lekkie kurtki, koszulowe topy, płaszcze i asymetryczne sukienki. Błyszcząca turkusowa tkanina załamuje się w szerokich płaszczyznach, a jasne, niemal papierowe materiały układają w miękkie geometryczne sylwetki. Zamiast wycinać części według klasycznego szablonu, Teranishi pozwala materiałowi wyznaczyć linie ubrania.

Równorzędnymi bohaterami kolekcji są same tekstylia. Obok Omi Chijimi, tradycyjnej marszczonej tkaniny lnianej, pojawia się Ribbon Ori z regionu Tango w Kioto, utkana z ręcznie barwionych jedwabnych wstążek o szerokości zaledwie czterech milimetrów.

Teranishi proponuje przy tym odwrócenie tradycyjnej relacji między twórcą a wykonawcą. Zamiast najpierw narysować ubranie i zlecić jego realizację, wychodzi od możliwości konkretnych warsztatów. To technika podpowiada projektantowi, co można uszyć. Wtedy nawet trzydzieści osiem centymetrów może dawać pole do popisu.

„What 38cm Tells” MIZEN
 MIZEN ©JFWO
„What 38cm Tells” MIZEN
 MIZEN ©JFWO
„What 38cm Tells” MIZEN
 MIZEN ©JFWO

Haute Mode Hirata

W rodzinie Hirata kapelusze robi się od 1955 roku. Atelier założone przez Akio Hiratę przygotowywało nakrycia głowy między innymi dla Isseya Miyake, Comme des Garçons i Yohjiego Yamamoto. Dziś pracują w nim trzy osoby z dwóch kolejnych pokoleń: córka założyciela Ohko oraz wnuki Saki i Show. Wszyscy zajmują się kapeluszami, ale każde rozumie je nieco inaczej.

Ohko pozostaje najbliżej tradycji haute couture. Saki interesuje się formą, która wymyka się spod kontroli: celowymi zagięciami, zmarszczeniami i skrzywieniami. Show bierze najbardziej znajome modele – czapki z daszkiem, buckety i inne codzienne nakrycia głowy – i bawi się ich proporcjami oraz konstrukcją.

Pokaz w rodzinnym atelier pozwalał obejrzeć te trzy podejścia obok siebie. Są plecione formy, szerokie ronda, zmiękczone konstrukcje i nakrycia, które wyglądają, jakby ktoś przypadkiem usiadł na klasycznym kapeluszu, po czym uznał efekt za znacznie lepszy od oryginału. Pojawiają się siatki nakładane na organzę i papierowe włókna, które można modelować dłońmi. Warsztat jest wspólny, ale pomysł na to, jak bardzo da się przekrzywić kapelusz – już nie.

Haute Mode Hirata
 Haute Mode Hirata
 Haute Mode Hirata
 Haute Mode Hirata
 Haute Mode Hirata
 Haute Mode Hirata

Sonia Carrasco

Hiszpanie mają na to osobne słowo: sobremesa. Oznacza czas spędzany przy stole, kiedy posiłek właściwie już się skończył, ale jakoś nikomu nie spieszy się do wyjścia. Sonia Carrasco od tego zwyczaju zaczęła kolekcję „Act II: Sobremesa”. Tę samą swobodę projektantka wprowadza do bardzo precyzyjnej garderoby. Klasyczne koszule dostają asymetryczne panele i strzępiące się kołnierze, kablowe swetry przeobrażają się w szorty, marynarki wydłużają w płaszcze. Szwy i fastrygi wychodzą na wierzch, jakby Carrasco nie widziała powodu, by ukrywać proces powstawania ubrania. Szycie skończone, ale fastrygom jakoś nie spieszy się do wyjścia.

„Act II: Sobremesa” Sonia Carrasco
Sonia Carrasco ©JFWO
„Act II: Sobremesa” Sonia Carrasco
Sonia Carrasco ©JFWO
„Act II: Sobremesa” Sonia Carrasco
Sonia Carrasco ©JFWO

Anthony Calydon

– Tak, po prostu rób tak dalej – usłyszał Anthony Calydon od Yohjiego Yamamoto, któremu pokazał swoją pierwszą kolekcję. Francuski samouk szył jeszcze ubrania w domu, sprzedawał je przez Instagram i zaliczył zaledwie trzy miesiące nauki w paryskiej ESMOD.

Inspiracją do rozpoczęcia przygody z projektowaniem była dla niego scena ze „Spider-Mana”, w której Peter Parker szkicuje własny kostium. Dziś Calydon sam tworzy garderobę przypominającą rynsztunek bohaterów gier komputerowych. Charakterystyczne prążkowanie jego sportowych kompletów wzorowane jest na łuskach potwora z gry „Monster Hunter”. Rzeźbiarskie kaptury przypominają hełmy, kontrastowe szwy overlockowe obrysowują sylwetki, a buty dostają przeskalowane, dekoracyjne języki. W tokijskiej instalacji projektant zebrał prace z trzech lat działalności marki.

Z Tokio łączy go zresztą szczególna historia. To tutaj kupiec butiku kiosque znalazł jego projekty na Instagramie i jako pierwszy zdecydował się je sprzedawać. W Tokio powstały też zdjęcia pierwszej kolekcji. Teraz tu właśnie tutaj odbyła się jego pierwsza instalacja.

Anthony Calydon
Anthony Calydon
Anthony Calydon
Anthony Calydon
Anthony Calydon
Anthony Calydon

soduk

Ostatni pokaz tygodnia bardziej przypomina wizytę u znajomych niż modowe widowisko. Tsukasa Kudo, projektant soduk, urządza go w przestrzeni przypominającej mieszkanie. Są drewniane przepierzenia, obrazy, przedmioty codziennego użytku i muzyka na żywo. Modelki i modele przechodzą między pokojami, przebierają się i kręcą po nich, jakby byli u siebie.

Temat kolekcji Kudo zapisuje wielkimi literami: „LOVE”. Szuka jej jednak w całkiem zwyczajnych rzeczach. T-shirty barwi indygo z rodzinnej Okinawy, dziecięce plastikowe kółka łączy w naszyjniki, a do współpracy zaprasza Orion Beer, tamtejszy browar. Do tego przerobione sandały KEEN, denim z Okayamy z łatami przypominającymi stare dywany, miękkie kardigany i spódnice. Żółty sweter narzucony na niebieski top, dziecinna biżuteria, której ktoś nie chciał wyrzucić, choć dawno już dorósł. Garderoba złożona z rzeczy, do których jest się przywiązanym.

Na finał Ayano Kaneko śpiewa na żywo „Sabishikunai” – „Nie czuję się samotna”. Po pokazie nikt nie ogłasza afterparty ani nie rozdaje zaproszeń. Po prostu zostajemy na tarasie, bierzemy po piwie i zaczynamy rozmawiać. Są redaktorzy, projektanci, goście, których przez cały tydzień mijałem między pokazami. Poznaję wreszcie samego Kudo i Yusho Kobayashiego, którego podwodną baśń oglądałem kilka dni wcześniej. Bez pośpiechu, oficjalności i ceremoniału. Pokaz się skończył, ale nikomu nie spieszy się do wyjścia.

„LOVE” soduk
soduk ©JFWO 
„LOVE” soduk
soduk ©JFWO 
„LOVE” soduk
soduk ©JFWO