Marta Małecka jest funkcjonariuszką Państwowej Straży Pożarnej w Komendzie Miejskiej PSP w Warszawie i pełni służbę w Jednostce Ratowniczo-Gaśniczej nr 15. Na co dzień pracuje jako ratowniczka, a dodatkowo działa w grupie poszukiwawczo-ratowniczej wraz ze swoim psem. Zanim trafiła do straży zawodowej, była związana z Ochotniczą Strażą Pożarną, najpierw w OSP Stara Miłosna, a później w OSP Grodzisk Mazowiecki.

Angażuje się także w działania społeczne i promowanie dawstwa szpiku. Poza służbą w PSP kończy studia pielęgniarskie, udowadniając, że na rozwój i zdobywanie nowych kwalifikacji nigdy nie jest za późno. W 2025 roku została wyróżniona podczas gali „ORLEN na straży” za wyjątkowe zaangażowanie i działalność społeczną. W rozmowie z nami opowiada o swojej drodze do służby, wyzwaniach, jakie napotkała, oraz o tym, dlaczego nigdy nie warto rezygnować z marzeń.

Hanna Zakrzewska-Libelt: Pamiętasz moment, w którym pomyślałaś: „Chcę zostać strażaczką”?

Marta Małecka: Pomysł pojawił się dość nieoczekiwanie. Przez wiele lat pracowałam w marketingu, zarówno po stronie klienta, jak i agencji. Prowadziłam nawet własną, małą agencję. Po trzydziestce zaczęłam jednak szukać większej równowagi w życiu. Uciekałam w góry, przez chwilę myślałam, żeby wstąpić do TOPR-u. Próbowałam znaleźć coś, co dawałoby mi większe poczucie sensu. Pamiętam, że kupiłam kiedyś książkę o strażakach. Do dziś nie wiem, dlaczego. To był impuls. Po jej przeczytaniu zapragnęłam zostać strażaczką. Wydawało mi się, że po prostu pójdę na studia i nią zostanę, ale szybko okazało się, że wiekowo już się nie kwalifikuję. Pomógł mi kolega, którego tata był strażakiem ochotnikiem. Powiedział, żebym znalazła najbliższą OSP. Zadzwoniłam do OSP Stara Miłosna i usłyszałam: „Zapraszamy”. Tak zostałam strażakiem ochotnikiem, nie mając wcześniej żadnych strażackich tradycji w rodzinie i praktycznie nie znając tego świata.

Zaczynałaś w OSP Stara Miłosna, dziś działasz w Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej 15. Który etap tej drogi lub jaki konkretny moment był dla ciebie przełomowy?

Najważniejsze było dla mnie to, że się nie poddałam. Cały proces trwał cztery lata. Miałam kontuzje, rozwalone kolano, bark, zerwany mięsień łydki. W pewnym momencie doprowadziłam organizm do takiego stanu, że byłam wykończona fizycznie. Miałam anemię, za mało spałam, trenowałam pięć razy w tygodniu, pracowałam zawodowo i szkoliłam psa ratowniczego. Po drodze startowałam w kolejnych naborach. Udało mi się za siódmym razem. Dostałam się do straży jako przewodniczka psa ratowniczego. Musiałam przejść wszystkie testy sprawnościowe, a mój pies również musiał spełnić określone wymagania. Największą lekcją było dla mnie odkrycie, że jeśli naprawdę znajdę coś dla siebie, jestem w stanie zrobić bardzo wiele. To doświadczenie nauczyło mnie wytrwałości i pokazało, że warto walczyć do końca.

Jesteś pierwszą kobietą w podziale bojowym JRG nr 15. Czy dziś kobiety w straży nadal muszą udowadniać, że „dają radę”?

Ja nie patrzę na to w ten sposób. Na samym początku wszystkich weryfikują testy sprawnościowe. Jeśli je przechodzę, to znaczy, że spełniam wymagania Państwowej Straży Pożarnej. Moi koledzy przechodzą te same konkurencje. Bardziej patrzę na kompetencje i na to, co każdy wnosi do zespołu. W straży potrzebni są bardzo różni ludzie. Czasem ktoś jest silniejszy, ktoś inny lepiej sprawdzi się w wąskiej przestrzeni podczas działań poszukiwawczo-ratowniczych. Nie wszystko sprowadza się do siły fizycznej. Nie mam poczucia, że muszę komuś coś udowadniać. Zostałam przyjęta do służby, przeszłam wszystkie wymagane etapy i wykonuję swoją pracę. Kiedy wsiadamy do samochodu, każdy zna swoją rolę. To jest najważniejsze.

Co daje ci największą satysfakcję w służbie – akcje ratownicze, praca z ludźmi czy może działania edukacyjne?

Bardzo dużo satysfakcji daje mi praca z psem. To fascynująca i niekończąca się nauka. Ciągle się rozwijam i uczę czegoś nowego. Ale nie mogę pominąć wyjazdów do akcji. Tego nie da się opisać. Nie każda akcja oznacza ratowanie życia, ale jest w tym coś niezwykle angażującego. To ogromna dawka emocji i adrenaliny. Co ciekawe, na początku w ogóle się nie bałam. Nigdy nie myślałam o tej pracy w kategorii zagrożenia. Nie musiałam przełamywać strachu przed ogniem czy zadymieniem. Po prostu czułam, że to jest coś, co chcę robić. Oczywiście podczas konkretnych działań pojawia się napięcie czy stres, ale to zupełnie coś innego niż lęk przed samą służbą.

W mediach społecznościowych często mówisz o wyzwaniach kobiet w straży. Jakie stereotypy najbardziej chciałabyś dziś przełamać?

– Prawdę mówiąc, nie poszłam do straży po to, żeby przełamywać stereotypy. Nie taki był mój cel. Bardziej chcę pokazywać kobietom, dziewczynkom, ale też chłopakom, że warto walczyć o swoje marzenia. Nie chodzi o to, żeby wszyscy zostawali strażakami. Chodzi o to, żeby nie rezygnować z czegoś tylko dlatego, że wydaje się za późno albo że ktoś uważa nas za niewystarczająco dobrych. Ja sama przez lata nosiłam w sobie żal, że nie spróbowałam dostać się do szkoły teatralnej, mimo że o tym marzyłam. To poczucie, że nawet nie podjęłam próby, długo mi towarzyszyło. Dopiero kiedy zostałam strażaczką, przestało mnie to dręczyć. Dlatego chcę pokazywać ludziom, że warto próbować. Bo później można bardziej żałować tego, czego się nie zrobiło, niż tego, co się nie udało.

Straż pożarna to ogromna odpowiedzialność i presja. Jak dbasz o siebie psychicznie i zachowujesz balans poza służbą?

– Mam dwie sprawdzone metody. Pierwsza to długi prysznic albo kąpiel. Przy dużym napięciu bardzo mnie to uspokaja. To moment, kiedy mogę uporządkować myśli i trochę zwolnić. Druga metoda to ruch. Idę pobiegać, na siłownię albo na spacer z psem. Nawet jeśli mam tylko kilkanaście minut, to pomaga mi odzyskać równowagę. Sport towarzyszył mi przez całe życie, ale lata przygotowań do straży sprawiły, że jeszcze bardziej go pokochałam. Dziś wiem, że aktywność fizyczna jest dla mnie jednym z najważniejszych sposobów radzenia sobie ze stresem.

Wspierasz też akcje promujące dawstwo szpiku. Skąd potrzeba, by pomagać także poza codzienną służbą strażaczki?

– Myślę, że mam w sobie bardzo dużo empatii. Wychowałam się w domu, w którym pomoc drugiemu człowiekowi była czymś naturalnym. Moja mama jest pielęgniarką, tata angażował się społecznie i charytatywnie. Po trzydziestce te wartości zaczęły we mnie jeszcze mocniej wybrzmiewać. Zrozumiałam też, że najbardziej spełniam się wtedy, gdy mogę pomagać poprzez działanie. Nie siedząc przed komputerem, ale robiąc coś realnego. Dlatego angażuję się w różne inicjatywy społeczne i dlatego poszłam na pielęgniarstwo. To po prostu daje mi poczucie sensu.

Fundacja ORLEN wyróżniła cię za zaangażowanie i działalność społeczną. Czy takie inicjatywy realnie pomagają rozwijać i wzmacniać straż w Polsce?

– Zdecydowanie tak. Program „ORLEN na Straży” to przede wszystkim realna pomoc finansowa, dzięki której można szkolić się, podnosić swoje kompetencje, kupować sprzęt i rozwijać ratownictwo. Dzięki temu wsparciu jednostki mogą lepiej przygotowywać się do różnych wyzwań i skuteczniej pomagać mieszkańcom. Program uwzględnia też wsparcie psychologiczne dla strażaków, bo o tej stronie służby wciąż mówi się zbyt rzadko. Ale równie ważne jest zwracanie uwagi opinii publicznej na ratownictwo. Dzięki takim inicjatywom więcej mówi się o strażakach, strażaczkach i ochotnikach, tych cichych bohaterach, którzy pomagają lokalnym społecznościom każdego dnia. Ogromne znaczenie ma też program „ORLEN dla psów ratowniczych”. Jestem z tym środowiskiem bardzo związana i wiem, jak wiele to znaczy dla ochotników. To są ludzie, którzy poświęcają ogromną część swojego życia na szkolenie psów i działalność ratowniczą.

Ja sama jestem najlepszym przykładem tego, że nie warto zamykać się w przekonaniu, że na coś jest za późno. Kiedy miałam 32 lata, uważałam, że jestem za stara, żeby myśleć o zawodzie ratownika medycznego. Tymczasem w wieku 37 lat rozpoczęłam studia pielęgniarskie, a dziś, mając 40 lat, je kończę. Właśnie dlatego pokazuję swoją historię – żeby przypominać, że czasem największą przeszkodą są ograniczenia, które sami sobie stawiamy.

Materiał promocyjny marki ORLEN

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google