Spotykamy się, by porozmawiać o wysublimowanej kolekcji projektantki z linii Cruise 2020, którą pokazała w zeszłym roku w Marrakeszu. To był hołd dla wielokulturowości, której podwalinami są tradycja i luksus. Co ciekawe, kolekcja Marii Grazii Chiuri okazała się kontrowersyjna, ale obroniła się przesłaniem i pięknem. Dziś prasa rozpisuje się o innowacyjnych pomysłach Włoszki, a także o jej szczerości i otwartości w tym, jak mówi o swojej roli i jak ocenia status współczesnego projektanta. Bywa surowa dla samej siebie. Wyniki sprzedaży są jednak dowodem na to, że jej ryzykowne decyzje się opłaciły. – Gdy pojawiłam się w domu mody, usłyszałam: „Dior jest kobiecą marką!”. Odpowiedziałam: „I dobrze, trzeba dziś rozmawiać o kobiecości i kobietach!”. Współczesne kobiety mają wiele twarzy, nie tę jedną zaproponowaną wiele lat temu przez markę Dior – ale to już tylko pomyślałam.

Jej debiut w barwach Diora był głośny. Zaczęła od T-shirtu. Zaprezentowała na nim nie tylko swoje – jak się okazało – poglądy. Pamiętasz Rihannę w koszulce „We Should All Be Feminists”? Artystka włożyła ją po pokazie Diora (kolekcja wiosna–lato 2017). Zresztą ten T-shirt nosili wszyscy: blogerki, celebrytki, artystki, aktywistki. Chiuri zapożyczyła hasło z eseju (o takim tytule – przyp. red.) nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie. Radykalni aktywiści i komentatorzy zarzucili projektantce, że na krzywdzie kobiet, które w wielu krajach od lat bezskutecznie walczą o swoje prawa, buduje swój rozgłos. I choć świat mody pokochał jej wizję, i po tej stronie znaleźli się malkontenci, którzy wykrzykiwali: „To ma być moda, nie genderowy aktywizm! Kobiecość tak, feminizm nie!”. Chiuri spokojnie pytała: „Dlaczego nie? Czy feministka albo aktywistka nie może interesować się modą?”.

W naszej rozmowie wracamy do tamtych chwil z 2017 roku.  – Kiedy zjawiłam się w Diorze, nie miałam planu. Reagowałam na potrzeby i sygnały z zewnątrz – na zmiany kulturowe i obyczajowe, na nastroje społeczne. Moda nigdy nie dotyczyła ani nie będzie dotyczyć wyłącznie ubrań – mówi Maria Grazia Chiuri i dodaje, że często słyszy o sobie, że jest projektantką polityczną. Nie wie, co to znaczy, bo przecież każdy ma poglądy, także te polityczne. A na nie składa się wszystko: to, co myślimy, gdzie i co kupujemy, o czym marzymy dla siebie w przyszłości. Dlaczego projektantka nie może mieć poglądów politycznych?

Z jednej strony wiele osób uważa, że moda powinna stać ponad polityką. Komercyjna marka – a taką jest dziś Dior, jedna z najbardziej rozpoznawalnych na świecie – nie może mieszać misji i założeń wizerunkowych z politycznym, społecznym czy ekologicznym zaangażowaniem. Dlaczego? Czerpiąc zyski ze sprzedaży ubrań, wykorzystuje wyższe cele do reklamy własnych produktów. Tu kończy się aktywizm, a zaczyna autopromocja marki. Z drugiej strony obrońcy – w tym obrońcy stanowiska Chiuri – uważają, że artyści nie mogą tworzyć w oderwaniu od tego, czym żyje świat. Jedna z najbardziej docenianych współczesnych artystek wizualnych i malarek – Mickalene Thomas – mówi o Chiuri, że jest rewolucjonistką i feministką. Prace Thomas dotyczą reinterpretacji takich pojęć jak rasa, kobiecość, seksualność. Obie panie współpracowały przy kolekcji Chiuri Dior Cruise 2020. „Artyści to adwokaci przegranych spraw” – mówiła Thomas po pokazie w Marrakeszu. „Ich zadaniem jest stawiać pytania, prowokować, komentować społeczną i polityczną rzeczywistość. To artyści powinni zakłócać porządek, przede wszystkim ten narzucony odgórnie. Artyści najlepiej wyczuwają potencjał zmiany”. 

– Jako projektantka myślę głównie o tym, co czuję. I co mogą czuć inni. Staram się to oddać w swoich projektach – dodaje Chiuri. Patrzę na jej dłonie, wielkie pierścienie w gotyckim stylu nosi niemal na każdym palcu. Ma 55 lat i sprawia wrażenie spełnionej. Pewnej siebie, ale nie zadufanej. Przed transferem do Diora przez 17 lat pracowała dla domu mody Valentino. Jest znana z wyjątkowego wyczucia wobec dodatków (ach, te pierścionki…) – przygodę z modą zaczynała od działu akcesoriów, najpierw w Fendi, później  w Valentino, gdzie przez osiem lat dzieliła funkcję dyrektor kreatywnej z przyjacielem Pierpaolo Picciolim. Obydwoje skończyli Europejski Instytut Designu w Rzymie, gdzie Chiuri się urodziła i wychowała. To ona ściągnęła Picciolego do domu mody Fendi, a potem przekonała go, by przeszedł z nią do Valentino. Dzięki ich kolekcji toreb i  butów marka przeżyła reaktywację – podźwignęli brand z modowej zapaści.

W naszej rozmowie ciągle powraca motyw pracy nad sobą, lepszą komunikacją z innymi, doskonaleniem własnych umiejętności. – Cały czas się zmieniam, ale i świat się zmienia. Nie wierzę monolitom! – mówi. To paradoks, bo świat mody przez lata należał do niezmieniających swojego oblicza gigantów. Panteon wielkich marek to przede wszystkim mężczyźni dający kobietom iluzję szczęścia. I mówiący wprost: to my wiemy, czym jest kobiecość. – Zacznijmy od Christiana Diora, ale idźmy dalej: Yves Saint Laurent, John Galliano, Raf Simons – Maria wymienia jednym tchem. – A mówimy tylko o tych, którzy współtworzyli markę Dior! – dodaje. Nie bez powodu spotykamy się w archiwach słynnego domu mody. Z portretów spoglądają na mnie głównie mężczyźni. Przed każdym, na piedestale, leży księga z najbardziej charakterystycznymi i emblematycznymi kreacjami danego projektanta. 

Ale czasy rzeczywiście się zmieniają. I świat luksusowych marek również. Największymi domami mody we Francji zarządzają dziś kobiety: Virginie Viard w Chanel, Clare Waight Keller w Givenchy, Natacha Ramsay-Levi w Chloé. – Nie przypominam sobie, by któraś z moich zacnych koleżanek miewała wciąż kaprysy, by ubierać kobiety w przewiewne tiule czy podkreślać im talię wysokim stanem… A niektórym panom wciąż to się zdarza – rzuca prowokacyjnie. No tak, moda ma być piękna i twórcza, ale też praktyczna. Współczesna kobieta już dawno przestała być konceptem. Jest realna. Spełnia się zawodowo, wychowuje dzieci, prowadzi dom, ma partnera lub partnerów, podróżuje, realizuje swoje pasje. Obecna moda musi wpisywać się w zmienną dynamikę życia kobiety, inaczej nie odegra swojej roli.

 

Dlatego jeśli Chiuri projektuje szpilki, to nie absurdalnie wysokie, ale wciąż sprawiające, że możemy poczuć się sexy. Z kolei jej sukienki, spodnie czy bluzki imponują jakością, fakturami i krojem. Mają być integralną częścią naszego ciała. – Oczywiście, pojawiając się w takim domu mody jak Dior, pierwsza myśl, która przychodzi ci do głowy, jest taka, że nie możesz rozbroić tradycji, z których słynie twoje nowe miejsce pracy – mówi. – Ale kobiety dziś są inne niż 80 lat temu. Nawet niż 30 lat temu. Zmienił się styl życia, nasze potrzeby, cele. Dlatego kiedy pracuję nad projektem kurtki, to mam w pamięci specyficzną linię marki Dior, a jednocześnie dominują w mojej głowie wizerunki współczesnych kobiet, które chcą mieć kurtkę do noszenia, a nie do patrzenia na nią. Ma być piękna, a do tego komfortowa. 

Chiuri nie obawia się krytyki – wie, że jest ona wpisana w każdą twórczość. I że moda – jej moda – będzie szła w parze z politycznymi deklaracjami. Nie chce tworzyć dla kobiet z wyższych sfer, albo nie tylko dla nich – marzy jej się wymieszanie tego, co nosi ulica, bo to ona często wyznacza trendy, z tym, co szykowne, eleganckie, szlachetne, wręcz luksusowe. – Nie chciałabym nikomu odmawiać odrobiny luksusu, tak jak bym nie chciała, żeby jakakolwiek kobieta była pozbawiona fundamentalnych, podstawowych praw – wyjaśnia. – Ubrania sygnowane marką Dior będą zawierały konkretne komunikaty: nie zgadzam się z dostępem do broni, jestem za prawem kobiet do aborcji, edukacji i służby zdrowia, nie podoba mi się globalizacja… – wylicza jednym tchem. Chiuri jednak nie chce z modowego aktywizmu robić obowiązującego trendu. Realizując w Marrakeszu pokazy Dior Cruise 2020, postawiła na afrykańskie rękodzieło, lokalne materiały i manufaktury, wzory i biżuterię inspirowane ludowymi motywami, a na wybiegu stanęły dziewczyny z afrykańskimi korzeniami. 

Często też wspomina czasy swojej młodości. Nie było wtedy zbyt wielu markowych sklepów w jej okolicy. A ona marzyła o nowych rzeczach, bo dużo ubrań dostawała po swoich starszych kuzynkach i kuzynach. Pierwszą wizytę w second-handzie pamięta do dziś, a zakupione na targu z drugiej ręki dżinsy i wojskową kurtkę nosiła przez ponad 15 lat. – Dzisiaj moda znaczy już coś innego. Dzisiejsze młode pokolenie urodziło się w czasach, gdy moda była wszędzie. Wszystko może być modą. W to, by być modnym, nie trzeba wkładać wiele wysiłku. To już nie kwestia znaleziska, lecz pomysłu, idei – stwierdza.