Reklama

„Blonzing” to określenie łączące dwa pojęcia: blush (czyli róż) i bronzing (czyli aplikowanie bronzera). Takim określeniem w branży beauty opisuje się taki sposób nakładania tych dwóch produktów, by twarz wyglądała zdrowo i świeżo. W tym przypadku nie robimy mocnego konturowania ani wyraźnej plamy różu. Kolor ma wyglądać miękko, jakby skóra sama nabrała cieplejszego tonu po weekendzie spędzonym na zewnątrz.

Najlepiej w „blonzingu” sprawdzają się produkty kremowe, płynne albo w postaci bardzo drobno zmielonego pudru. Warto tylko uważać z ilością. Kremowe formuły potrafią wyglądać bardzo naturalnie, ale tylko wtedy, gdy zaczynamy od małej porcji. Najpierw odrobina na grzbiet dłoni, potem policzek. To najprostszy sposób, żeby uniknąć zbyt mocnej plamy.

blonzing

Dlaczego „blonzing” to hit na lato?

Latem makijaż powinien wyglądać lekko. Gdy dokładamy osobno bronzer, róż i rozświetlacz, łatwo przesadzić, zwłaszcza w wysokiej temperaturze i w mocniejszym świetle dziennym. „Blonzing” skraca cały proces i daje bardziej naturalny efekt.

To dobry trik, jeśli chcesz wyglądać świeżo, ale nie lubisz pełnego makijażu. Wystarczy krem CC, odrobina korektora, przeczesane brwi i ciepły róż nałożony trochę wyżej niż zwykle. Twarz od razu wygląda na bardziej wypoczętą.

Jak zrobić „blonzing”?

Nakładam produkt tam, gdzie normalnie dałabym róż, ale rozcieram go nieco szerzej: od szczytu policzka w stronę skroni. Nie schodzę z kolorem za nisko, bo wtedy moja twarz wyglądać ciężej. Przy „blonzing” ważne jest właśnie uniesienie – kolor powinien być widoczny na policzkach, ale miękko przechodzić ku górze.

Jeśli używasz produktu kremowego, najłatwiej wklepać go palcami albo gąbeczką. Przy pudrowym różu-bronzerze lepiej użyć większego, miękkiego pędzla i nakładać kolor cienkimi warstwami. Lepiej dołożyć odrobinę niż od razu próbować zrobić pełny efekt.

blonzing
Metoda "Blonzing" to makijażowy trik na rozświetloną i opaloną twarz latem Getty Images

Jakiego koloru szukać?

Najbardziej uniwersalne są odcienie brzoskwiniowo-brązowe. Na jasnej cerze dobrze wyglądają morela, róż z beżem i delikatny koral. Przy oliwkowej albo opalonej skórze pięknie wypadają terakota, ciepły róż i cynamon. Przy ciemniejszej karnacji można iść w głębszy koral, cegłę albo karmelowy odcień.

Najważniejsze, żeby kolor nie był ani zbyt chłodny, ani zbyt pomarańczowy. „Blonzing” ma udawać naturalne ciepło skóry, nie samoopalacz. Dlatego lepiej wybierać odcienie, które mają w sobie trochę różu. To on sprawia, że twarz wygląda świeżo, a nie tylko opalona.

Efekt skóry po weekendzie

Największy plus „blonzing”? Twarz wygląda cieplej i świeżej w jednym kroku, bez osobnego nakładania bronzera, różu i rozświetlacza. To duża oszczędność czasu rano, zwłaszcza latem, kiedy makijaż ma być szybki, lekki i niewymagający poprawek. Wystarczy jeden kremowy produkt w brzoskwiniowo-brązowym odcieniu, kilka ruchów palcami albo gąbeczką i skóra wygląda tak, jakbyś wróciła po weekendzie spędzonym na świeżym powietrzu.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...