Oto 3 zapachy na jesień 2026, które natychmiast znalazły się na szczycie mojej wish-listy. A z jednym z nich wyszłam od razu.

WIDEO…

player placeholder

Fig Infusion, Essential Parfums Paris

Pierwszy przystanek to RAW przy Poznańskiej w Warszawie i zapach, na którego zakup zdecydowałam się właściwie od razu. Essential Parfums to marka, którą szersze grono kojarzy głównie za sprawą Bois Impérial. I chociaż nie ma nic złego w zapachach szeroko znanych i lubianych, warto zaznaczyć, że nie zawiedziesz się również wtedy, gdy szukasz mniej mainstreamowych perełek. Dla mnie ogromnym – i bardzo miłym – zaskoczeniem okazała się kompozycja Fig Infusion.

Zobacz także:

Ale po kolei. Nuty przedstawiają się następująco: figa, czarna herbata, drzewo sandałowe, cedr, mandarynka, kwiat pomarańczy i frezja.

Jeśli czytanie zapachu po samych nutach to nie wasza bajka, być może z kimś zrezonują moje odczucia. Zapach jest przede wszystkim kremowy. W pierwszej chwili mocno wyczuwalna jest figa, tuż za którą podąża drzewo sandałowe. Moje pierwsze skojarzenie to Santal od Le Labo, z tym że kompozycja Essential Parfums jest znacznie cieplejsza, bardziej kremowa i otulająca. Jednocześnie nie idzie przesadnie w zieloną stronę.

PAIN NOUVEAU, Son Venïn

Miejsce się nie zmienia, ale zapach już tak. Pain Nouveau to zupełnie inna interpretacja figi – tym razem w postaci figowego liścia. Z pozoru mogłoby się wydawać, że skoro liść, to zapach będzie zdecydowanie bardziej zielony. Nic bardziej mylnego. Wanilia bourbon dodaje mu słodyczy, a drzewo sandałowe i akord świeżego pieczywa – kremowości i charakterystycznej prażonej nuty.

To propozycja idealna dla osób ze słabością do słodyczy i kompozycji gourmand, które jednocześnie nie chcą zamykać się w kategorii po prostu waniliowych perfum. Jest słodko, ale zdecydowanie dzieje się tu coś więcej.

Thé Matcha 26, Le Labo

produkt

To już trzeci raz, kiedy piszę o kompozycji Thé Matcha od Le Labo, i chyba doskonale pokazuje to, jak hipnotyzujące są dla mnie te perfumy.

Za ich sukcesem – przynajmniej według mnie – stoi prostota. Figa, cedr, herbata matcha, gorzka pomarańcza i wetyweria – wszystkie te nuty uzupełniają się w wyjątkowo zielonej, drzewnej mieszance. To perfumy, od których byłam uzależniona zeszłej jesieni, a jedna wizyta w Galilu wystarczyła, żeby udowodnić mi, że od tamtego czasu absolutnie nic się nie zmieniło.