W 1998 roku wizja człowieka, którego codzienność oglądają miliony widzów, wydawała się filmową przesadą. Dziś „Truman Show” zaskakuje tym, jak trafnie uchwycił naszą ciekawość cudzego życia i łatwość, z jaką zamienia się ono w rozrywkę. Film Petera Weira ma zniknąć z Netfliksa 23 października — to dobra okazja, by sprawdzić, jak wiele z tej opowieści stało się rzeczywistością.
WIDEO…
W Seahaven zawsze świeci słońce, sąsiedzi witają się z uśmiechem, a każdy dzień przebiega według znajomego rytmu. Truman Burbank lubi swoje życie, choć coraz częściej ma wrażenie, że coś się w nim nie zgadza. Nie wie, że jego rodzinne miasto jest planem zdjęciowym, bliscy grają przypisane im role, a miliony ludzi oglądają go od urodzenia.
„Truman Show” wyprzedził epokę reality show
Pomysł na życie człowieka zamienione w całodobowy program telewizyjny był niepokojący już w chwili premiery. Najbardziej przewrotne okazało się jednak to, jak zwyczajnie film pokazuje jego widzów. Podglądanie Trumana jest dla nich częścią codziennej rutyny. Znają jego przyzwyczajenia, kibicują mu i komentują jego wybory, choć on nigdy nie zgodził się na udział w tym widowisku.
Dziś łatwo rozpoznać w tym mechanizm, który działa również poza telewizją. Obserwujemy codzienność osób poznanych wyłącznie przez ekran, śledzimy ich związki i domowe sprawy, a gdy przestają publikować, zastanawiamy się, co się wydarzyło. Różnica jest zasadnicza: współcześni twórcy zwykle sami decydują, co pokazać. Truman nie ma nawet pojęcia, że ktokolwiek patrzy.
Świat skrojony pod widza
Film trafnie uchwycił także coś więcej niż modę na oglądanie cudzego życia. W Seahaven każda rozmowa i każda relacja mogą służyć utrzymaniu uwagi publiczności. Nawet pozornie spontaniczne chwile są częścią starannie wyreżyserowanej opowieści. Za idealnym obrazem kryje się ktoś, kto decyduje, co Truman zobaczy i jakich możliwości nigdy nie pozna.
Dlatego „Truman Show” nadal brzmi aktualnie. W czasach, gdy oglądane treści są dobierane pod nasze zainteresowania, a codzienność łatwo zamienić w materiał do publikacji, pytania zadane przez film nabierają nowego znaczenia. Jak wiele z tego, co widzimy na ekranie, jest spontaniczne? I kiedy zainteresowanie drugą osobą zaczyna przypominać przekroczenie jej granic?
Jim Carrey w jednej ze swoich najważniejszych ról
Truman mógłby być jedynie bohaterem błyskotliwego pomysłu na fabułę. Jim Carrey nadaje mu jednak ciepło i wiarygodność. Początkowo jego pogodny sposób bycia pasuje do pocztówkowego Seahaven. Gdy bohater zaczyna dostrzegać pęknięcia w otaczającym go świecie, pod uśmiechem pojawia się lęk. Dzięki temu film pozostaje historią konkretnego człowieka, nawet gdy mówi o całym społeczeństwie.
„Truman Show” nie przewidział dokładnie, jak będą wyglądać nasze telefony czy platformy społecznościowe. Rozpoznał za to, że cudze życie może stać się niekończącą się rozrywką, a wygodny obraz świata — czymś, z czego trudno się wydostać. Blisko trzy dekady po premierze właśnie to robi największe wrażenie.