Co by się stało, gdyby kontakt ze zmarłymi przestał być doświadczeniem jednej osoby, a stał się udziałem całej społeczności? Właśnie ten koncept przyciągnął uwagę Stephena Kinga. Pisarz we wrześniu wyróżnił pomysł, w którym niezwykła zdolność rozprzestrzenia się za pośrednictwem miejskiego ujęcia wody. „Moi smutni zmarli” wykorzystują tę wizję, by opowiedzieć o żałobie, przemocy i przeszłości, której nie można bez końca przemilczać.

WIDEO…

player placeholder

„Moi smutni zmarli”. Rodzinne spotkanie uruchamia niepokojące wydarzenia

Emma jest emerytowaną lekarką, która widzi i słyszy zmarłych. Od lat próbuje zachować dystans wobec ich obecności. Po śmierci matki sama musi jednak zmierzyć się ze stratą. Wtedy odwiedza ją siostrzenica Julie, obdarzona podobną, lecz znacznie intensywniejszą zdolnością. Jej przyjazd burzy porządek, który Emma z trudem utrzymywała.

W tym samym czasie w dzielnicy Piedrabuena dochodzi do zabójstwa trojga nastolatków. Okolica naznaczona przemocą staje się miejscem wydarzeń, które naruszają granicę między żywymi a umarłymi. To, co dotychczas było osobistym ciężarem Emmy, zaczyna dotykać także sąsiadów. Mieszkańcy muszą skonfrontować się z własnymi wspomnieniami, krzywdami i poczuciem winy.

Zobacz także:

Twórca „Spencer” sięga po argentyńską literaturę grozy

Za reżyserię odpowiada Pablo Larraín, autor „Jackie”, „Spencer”, „Marii” i „El Conde”. Chilijski twórca pracował już z prozą Stephena Kinga: wyreżyserował „Historię Lisey” z Julianne Moore i Clive’em Owenem. W tamtej produkcji żałoba również splatała się z niepokojącymi wspomnieniami i nadprzyrodzonym doświadczeniem.

Tym razem materiału dostarczyła Mariana Enríquez. Adaptacja łączy tytułowe opowiadanie z postaciami i wątkami zaczerpniętymi z innych utworów pisarki. Dzięki temu powstała jedna historia osadzona w jej literackim świecie, gdzie codzienność jest podatnym gruntem dla grozy. W Emmę wciela się Mercedes Morán, a Julie gra Dolores Fonzi. Towarzyszą im m.in. Alejandra Flechner, Carlos Portaluppi i Germán de Silva.

Od festiwalowego ekranu do seansu w jeden wieczór

Produkcja znalazła się w konkursie głównym 74. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w San Sebastián, gdzie zaprezentowano ją w wersji pełnometrażowej. Festiwalowy program podaje czas trwania wynoszący 187 minut. Na platformie historia została podzielona na cztery odcinki.

To propozycja dla widzów, którzy w horrorze szukają również dramatu rodzinnego i społecznego tła. Kontakt ze zmarłymi staje się tu sposobem opowiadania o tym, co nadal wpływa na życie całej okolicy.

„Moi smutni zmarli” są dostępni na Netflixie od 24 września 2026 roku.