Nowy początek w kinie zwykle należy do młodych. To oni zmieniają pracę, zakochują się i próbują ustalić, czego właściwie chcą od życia. „Cześć, na imię mam Doris” oddaje tę przestrzeń kobiecie po sześćdziesiątce. Bohaterka filmu Michaela Showaltera długo pozostawała na uboczu, przyzwyczajona do codzienności, w której niewiele zależało od jej pragnień. Gdy spotyka młodszego współpracownika, zaczyna wyobrażać sobie przyszłość, na którą wcześniej nie pozwalała sobie liczyć. Z tej prostej sytuacji wyrasta komediodramat o potrzebie bliskości i odwadze, która czasem przychodzi dopiero z wiekiem.

WIDEO…

player placeholder

O czym jest „Cześć, na imię mam Doris”?

Doris Miller przez lata opiekowała się matką. Po jej śmierci musi odnaleźć się w rzeczywistości pozbawionej obowiązku, który organizował jej życie. W tym samym czasie w biurze pojawia się John, nowy, znacznie młodszy kolega. Doris jest nim zauroczona, a udział w spotkaniu poświęconym rozwojowi osobistemu dodaje jej odwagi, by spróbować się do niego zbliżyć.

Z pomocą wnuczki przyjaciółki zaczyna poznawać jego zainteresowania i szukać okazji do kontaktu. Wkracza przy tym w środowisko, którego zwyczaje są dla niej nowe. Rodzi to zabawne nieporozumienia, ale również sytuacje, w których łatwo poczuć zakłopotanie razem z bohaterką. Doris interpretuje gesty Johna przez pryzmat swoich nadziei, a wyobraźnia potrafi zaprowadzić ją znacznie dalej niż ich rzeczywista znajomość. Pod komediową fabułą kryje się więc opowieść o samotności i o tym, jak bardzo człowiek chce uwierzyć, że ktoś wreszcie go dostrzegł.

Zobacz także:

Sally Field w roli kobiety, która daje sobie kolejną szansę

Największą siłą filmu jest Sally Field. Jej Doris ma ekscentryczny styl, bywa nieśmiała i niezręczna, ale potrafi też zaskoczyć determinacją. Aktorka wydobywa humor z drobnych reakcji, jednocześnie pokazując, jak wiele emocji bohaterka ukrywa pod uprzejmym uśmiechem. Dzięki temu nawet jej najbardziej nierozsądne pomysły mają zrozumiałe źródło.

Johna gra Max Greenfield, a w obsadzie znaleźli się także Tyne Daly, Beth Behrs i Natasha Lyonne. Film wyreżyserował Michael Showalter, który napisał scenariusz wspólnie z Laurą Terruso, rozwijając historię z jej krótkometrażowego „Doris & the Intern”.

Ciepły film o dojrzałości i nowych możliwościach

„Cześć, na imię mam Doris” spodoba się widzom, którzy w komedii szukają także odrobiny melancholii. Obok zauroczenia jest tu żałoba, przywiązanie do przeszłości i lęk przed zmianą. Najbardziej porusza jednak moment, w którym bohaterka zaczyna traktować własne potrzeby poważnie. Jej historia przypomina, że ciekawość świata i pragnienie bliskości pozostają ważne na każdym etapie życia.

Film można obecnie obejrzeć na Netflixie, gdzie widnieje pod tytułem „Cześć, na imię mam Doris”. Produkcja znika jednak 31 pażdziernika. To propozycja na spokojny wieczór, szczególnie dla osób, które lubią historie o bohaterkach odzyskujących przestrzeń dla siebie.