Reklama

Od samego początku, od pierwszej części - jestem fanką „Avatara”. Nie dlatego, że to kino idealne, pełne cytatów, które chce się wywiesić nad drzwiami wejściowymi, ale dlatego, że to kino, które coś we mnie porusza. I robi to konsekwentnie - czasem obrazem, czasem emocją, a czasem tym, czego… wcale nie widać na ekranie. Czy 3 część też to ma?

„Avatar: Ogień i popiół” obejrzałam w Sylwestra, dwanaście dni po oficjalnej premierze. Godzina 15:30, kino Kinogram w Warszawie, prawie pełna sala. To ważne, bo choć wielu krytyków mówi dziś o „nudzie” i „braku fabularnych fajerwerków”, publiczność wciąż przychodzi tłumnie oglądać tę historię. W Polsce film w zaledwie 10 dni przyciągnął milion widzów, a wcześniejsze części obejrzały odpowiednio 3,7 mln i ponad 3 mln osób - rekord po pandemii.

W obsadzie oprócz głównego duetu Zoe Saldaña i Sam Worthingtona zobaczymy m.in. Sigourney Weaver, Stephen Lang, Kate Winslet i Oona Chaplin jako Varang

W tym artykule:

  1. Żałoba nie ma jednego języka
  2. Pająk, czyli pytanie o granice człowieczeństwa
  3. Kupcy wiatru - połączenie Pandory i ludzkich marzeń
  4. Ciemna strona Pandory istnieje. Varang jest jak lustro naszego świata
  5. Avatar 3 - technologia, która nie przytłacza emocji
  6. To nie są dialogi do cytowania. I dobrze
  7. „Nuda”? Nie zgadzam się
  8. Czy warto obejrzeć Avatar 3?

Żałoba nie ma jednego języka

2026-01-02 15_34_31-latest (1031×926)

Trzecia część „Avatara” jest przede wszystkim filmem o żalu po stracie. I o tym, że każdy przeżywa ją inaczej. Neytiri przeżywa żałobę jak matka - emocjonalnie, gwałtownie, całym ciałem. Jake Sully jak ojciec i żołnierz: zamyka emocje w pracy, w strategii, w kontroli, w planie ochrony rodziny za wszelką cenę. Dla rodzeństwa strata jest jeszcze czymś innym - niezrozumiałą pustką, którą próbują wypełnić wspomnieniami i iluzją, która dopiero z czasem nabiera znaczenia.

To kino, które nie próbuje żałoby „ładnie opakować”. Ona tu ciąży, mąci relacje, wpływa na decyzje, zatruwa nawet dobre intencje. Wojna trwa już tak długo, że zaczyna zmieniać tych, którzy mieli być „dobrzy”.

Pająk, czyli pytanie o granice człowieczeństwa

pająk

Jednym z najmocniejszych wątków filmu jest relacja z Pająkiem - ludzkim chłopcem wychowanym przez Na’vi, który stał się częścią rodziny, choć nigdy nie przestaje być „inny”. Na dodatek zostaje obwiniony o śmierć syna Neytiri i Jake'a. To postać-symbol. Łącznik między światami. Dziecko wojny, które nie wybrało swojej roli.

Najbardziej poruszający jest jednak moment, w którym Jake staje przed pytaniem, którego żaden ojciec nie chce sobie zadać: czy aby chronić własną rodzinę, jesteśmy w stanie zabić cudze dziecko? Nawet jeśli to dziecko jest furtką przez, którą wróg może zaatakować. Nawet jeśli boimy się, że jego obecność ściągnie śmierć na tych, których kochamy.

To moment graniczny - i jeden z tych, które sprawiają, że nie potrafię nazwać tego filmu nudnym.

Kupcy wiatru - połączenie Pandory i ludzkich marzeń

2026-01-02 15_31_23-Skrzynka odbiorcza — antonina.zborowska@burdamedia.pl - Outlook

Na Pandorze, wśród nowych klanów przedstawionych w „Avatar: Ogień i popiół”, pojawiają się także Kupcy wiatru (klany Tlalim, ang. Wind Traders) - nomadyczni handlarze przemierzający wspaniałe przestworza planety, zbliżając plemiona i kultury jak karawany na Jedwabnym Szlaku w dawnych czasach. Ich obecność w filmie to nie tylko kolejny element świata, ale metafora przepływu idei, informacji i tego, co dla nas ludzi nadal najważniejsze: wymiany, podróży i odkrywania siebie nawzajem.

I nagle, podczas seansu, gdy wioska na horyzoncie zaczyna pulsować ruchem, docierają do niej statki Kupców wiatru, a ja nagle zamarłam. To był tak piękny widok - gigantyczne statki unoszące się nad ziemią, ich żagle jak skrzydła ważki, tylko że szklane… jakby utkane z samego wiatru, mieniące się niczym witraże w słońcu. Lekkie i kruche jak mydlane bańki. W tej jednej scenie Cameron przypomina, że Pandora to świat nie tylko konfliktu i ognia, ale przede wszystkim przestrzeni i nadziei - miejsca, gdzie wiatr niesie więcej niż towary: niesie historie.

Ciemna strona Pandory istnieje. Varang jest jak lustro naszego świata

2026-01-02 15_49_14-varang-in-avatar-fire-and-ash-2.jpg (1650×825)

Varang to jedna z najciekawszych postaci w całej sadze - bo po raz pierwszy James Cameron pokazuje nam Na’vi, którzy nie są „lepsi od ludzi” tylko dlatego, że żyją bliżej natury. Varang jest metaforą traumy, która zamienia się w ideologię. Jej gniew i złość nie bierze się znikąd - wyrasta z krzywdy, z życia w świecie spalonym do popiołu, z doświadczenia przemocy, które wypaliło w niej wiarę w Eywę i harmonię.

To postać, która mówi wprost: jeśli świat był wobec mnie okrutny, ja też mogę być okrutna wobec świata. Jest okrutna, przebiegła, nastawiona na siebie, żądna zemsty wręcz momentami psychodeliczna. W tym sensie Varang przypomina nam, że zło nie zawsze rodzi się z chciwości - czasem rodzi się z bólu, a wojna bardzo łatwo staje się religią dla tych, którym odebrano wszystko. Cameron pokazuje ją nie po to, by ją usprawiedliwić, ale by ostrzec: nawet najpiękniejsza kultura może zostać zniszczona od środka, jeśli gniew stanie się jedynym językiem.

Avatar 3 - technologia, która nie przytłacza emocji

avatar-3-kadr01

Tak, „Avatar 3” to wielkie, hollywoodzkie kino. Sceny walki są monumentalne, choreografowane z rozmachem, a James Cameron nie ma się absolutnie czego wstydzić. Widać pieniądze. Widać czas. Widać obsesję detalu.

Ale to, co robi największe wrażenie, to świat podwodny. Tak oddany, że momentami ma się wrażenie, jakby się naprawdę nurkowało. Zatrzymuje się oddech, ciało reaguje instynktownie. A tulkuny - podwodne istoty przypominające wieloryby - kradną serce. Ich wrażliwość, rodzinność i gotowość do poświęceń dla gatunku, który ludzie chcą wytępić, nie ze względu na zagrożenie, nie z powodu głodu, a wyłącznie dla zysku

Brzmi znajomo? Ta historia już była. I wcale nie w zamierzchłych czasach. Lista wymarłych zwierząt wciąż się wydłuża. A na zestawieniu zagrożonych wyginięciem gatunków znajdują się nasze rysie, niedźwiedzie, a także tygrysy sumatrzańskie czy orangutany.

To nie są dialogi do cytowania. I dobrze

Trzy godziny i siedemnaście minut to długo. Nie wszystkie dialogi w filmie są górnolotne. Nie wszystkie kwestie zapamiętasz. Ale „Avatar” nigdy nie był filmem o słowach.

To kino doświadczenia. Kino, które ma nas przenieść bliżej natury, sprawić, że poczujemy świat - metaforycznie, ale też bardzo fizycznie. Tak bardzo, że po wyjściu z kina segregowanie plastikowych butelek nagle staje się dla Ciebie ważniejsze. A kolejne Converse’y w szafie przestają być oczywistą potrzebą.

„Nuda”? Nie zgadzam się

a69efd144a7fa8641c6d456fa99d5a9b

Film ma dziś na Filmwebie 7/10. Wielu krytyków zarzuca mu brak fabularnej świeżości. Rozumiem te argumenty - ale się z nimi nie zgadzam. Dla mnie to kino o dojrzewaniu, o pęknięciach, o tym, że świat przestaje być czarno-biały. Że nawet „niebieski” ma wiele odcieni.

To nie jest film, który ma cię zaskakiwać co pięć minut. To film, który ma w tobie zostać.

Czy warto obejrzeć Avatar 3?

Jeśli potrzebujesz związkowej, życiowej albo po prostu ludzkiej refleksji - to propozycja dla ciebie. Ale przygotuj chusteczki. Naprawdę trudno obejrzeć ten film bez tego atrybutu.

„Avatar 3” to nie tylko widowisko. To pytanie, czy jeszcze widzimy, czy tylko patrzymy. I czy potrafimy coś zmienić, zanim zostanie nam już tylko popiół...

Reklama
Reklama
Reklama