Są filmy, które zachwycają obrazem, i takie, które zostają z widzem na długo dzięki emocjom. „Pieśni lasu” łączą jedno i drugie. Vincent Munier zabiera nas w niezwykłą podróż do świata, w którym czas płynie wolniej, a każdy dźwięk opowiada własną historię. To pełna czułości, niemal baśniowa opowieść o naturze, rodzinie i umiejętności zachwycania się tym, co mamy na wyciągnięcie ręki.
WIDEO…
„Pieśni lasu”. Vincent Munier zabiera widzów w osobistą podróż do krainy własnego dzieciństwa
Francuski fotograf przyrody i reżyser Vincent Munier od lat udowadnia, że w świecie dzikich zwierząt najpiękniejsze historie rozgrywają się z dala od ludzkiego wzroku. W nagrodzonym Cezarem dokumencie „Duch śniegów” zabrał widzów w Himalaje, gdzie wspólnie z pisarzem Sylvainem Tessonem poszukiwał nieuchwytnej pantery śnieżnej. Tym razem rezygnuje z egzotycznej wyprawy i wraca do miejsca, w którym wszystko się zaczęło – do lasów swojego dzieciństwa, gdzie jako dwunastoletni chłopiec po raz pierwszy sfotografował jelenia i odkrył pasję, która na zawsze odmieniła jego życie.
W „Pieśni lasu” towarzyszą mu dwie najbliższe osoby: ojciec Michel, przyrodnik, który nauczył go cierpliwej obserwacji zwierząt, oraz syn Simon. Trzy pokolenia wyruszają razem w głąb leśnej głuszy, by przyglądać się jej mieszkańcom i dzielić doświadczeniem przekazywanym z ojca na syna. Ich wspólna wędrówka staje się czymś znacznie więcej niż wyprawą przyrodniczą. To intymna historia o rodzinnej pamięci i więziach, które buduje się nie tylko poprzez rozmowy, ale również wspólne milczenie.
Wogezy, Jura, Norwegia i kadry, które powstawały na przestrzeni lat
Większość zdjęć powstała w Wogezach, malowniczym paśmie górskim we wschodniej Francji, gdzie Munier dorastał i do dziś mieszka. Część ujęć zrealizowano także w Jurze, a podróż do Norwegii stała się okazją do poszukiwania głuszca, ptaka zajmującego szczególne miejsce w historii rodziny reżysera. W filmie nie brakuje spotkań z dostojnymi jeleniami, płochliwymi lisami, rysiami i rzadkimi gatunkami ptaków. Jednak to nie liczba zaobserwowanych zwierząt robi największe wrażenie, lecz sposób, w jaki zostały pokazane.
Munier potrafi wydobyć niezwykłość z pozornie zwyczajnych chwil. Z porannej mgły, w której powoli wyłania się sylwetka jelenia, z promieni słońca przedzierających się przez korony drzew czy delikatnego ruchu skrzydeł ginącego w półmroku. Każdy kadr przypomina starannie skomponowaną fotografię, a niektóre sceny sprawiają wrażenie, jakby zostały wyjęte z ilustrowanej księgi baśni. Ten zachwycający efekt jest owocem niezwykłej cierpliwości. Reżyser wykorzystał materiały gromadzone przez wiele lat, spędzając tysiące godzin na obserwacji zwierząt. Bez inscenizacji, sztucznych efektów i ingerowania w naturalny rytm przyrody.
Muzyczny pejzaż lasu. Tutaj natura opowiada własną historię
Równie ważny jak obrazy jest tutaj dźwięk. W „Pieśniach lasu” przyroda staje się żywym bohaterem, który ma własny głos. Słychać szelest liści, trzask gałęzi, nawoływania ptaków, oddechy zwierząt i niepokojące odgłosy dobiegające z ciemności. Niekiedy to właśnie one zdradzają obecność mieszkańców lasu, zanim uda się ich dostrzec. Munier przyznał, że chciał by las przemówił własnym głosem. Ten niezwykły koncert natury dopełnia hipnotyzująca muzyka Warrena Ellisa, która nadaje obrazom poetycki, chwilami niemal oniryczny charakter.
Dźwięki przenikają się z ciszą, a granica między rzeczywistością a baśnią zaczyna się zacierać. To kino, którego nie wystarczy tylko oglądać. Trzeba się w nie wsłuchać, pozwolić sobie na zwolnienie tempa i na chwilę zapomnieć o świecie poza salą kinową.
„Pieśni lasu” uczą na nowo słuchać świata
„Pieśni lasu” nie są przygnębiającą opowieścią o przemijaniu ani kolejnym dokumentem, który próbuje przekonać widzów do ochrony przyrody za pomocą alarmujących danych. To raczej subtelne przypomnienie, że aby zacząć troszczyć się o naturę, trzeba najpierw nauczyć się ją dostrzegać. Vincent Munier uczy nim uważności, wrażliwości i pokazuje piękno, które jest na wyciągnięcie ręki.
Film, nagrodzony dwoma Cezarami za najlepszy dokument i dźwięk, zachęca do odzyskania dziecięcej ciekawości świata. Pozostawia też z prostą, ale niezwykle cenną myślą: czasem wystarczy zatrzymać się i wsłuchać w ciszę, by odkryć coś naprawdę wyjątkowego.
„Pieśni lasu” trafią do polskich kin już w piątek, 23 października 2026 roku. To idealna okazja ku temu, by na chwilę zwolnić i przenieść się do świata Muniera, zatapiając się w pięknych kadrach oraz dźwiękach.