Jesienią książki jakoś łatwiej wygrywają z innymi planami. Zwłaszcza te z odrobiną mroku, tajemnicą w tle i bohaterami, których losy wciągają bardziej, niż początkowo zakładałyśmy. W naszym TOP 7 są powieści z klimatem dark academia, klasyka, do której warto wrócić, i historie, przez które „jeszcze jeden rozdział” kończy się zdecydowanie później, niż planowałyśmy.
WIDEO…
1. „Tajemna historia”, Donna Tartt
Jeśli istnieje powieść, która literacko jest jesienią, to właśnie ta. Elitarny college w Vermont, grupa fascynujących i niepokojąco inteligentnych studentów, greka klasyczna, obsesja piękna i zbrodnia, o której dowiadujemy się właściwie od początku.
Donna Tartt nie pisze klasycznego kryminału spod znaku „kto zabił?”. Znacznie bardziej interesuje ją to, jak młodzi ludzie dochodzą do momentu, w którym przekroczenie granicy zaczyna wydawać się niemal logiczne. Jest tu intelektualny snobizm, dekadencja, toksyczna przyjaźń i estetyka, którą internet wiele lat później ochrzcił mianem dark academia.
Gdybym miała wybrać tylko jedną książkę na deszczowy październikowy weekend, zaczęłabym właśnie od niej.
2. „Historyk”, Elizabeth Kostova
Stare biblioteki, zakurzone archiwa, tajemnicze listy i podróż przez Europę śladami Drakuli – „Historyk” Elizabeth Kostovej ma w sobie dokładnie ten rodzaj mroku, który jesienią działa najlepiej.
Punktem wyjścia jest odkrycie starej księgi i związanej z nią rodzinnej tajemnicy. Szybko okazuje się jednak, że poszukiwania prowadzą znacznie dalej – do historii Palownika i pytania, czy legenda o Drakuli rzeczywiście jest tylko legendą. Kostova miesza gotycką powieść, historyczne śledztwo i thriller, prowadząc czytelnika przez klasztory, biblioteki i stare europejskie miasta.
To obszerna, niespieszna książka, w której bardziej niż nagłe zwroty akcji wciąga atmosfera. Najlepiej czytać ją wieczorem – i zdecydowanie nie przy pełnym świetle.
3. „Jane Eyre”, Charlotte Brontë
Wielka posiadłość, sekret, ponury krajobraz, miłość i bohaterka, która zdecydowanie nie zamierza być jedynie dodatkiem do historii mężczyzny. Trudno o lepszy zestaw na listopad.
„Jane Eyre” warto przeczytać ponownie jako dorosła osoba. Nagle okazuje się, że historia znana ze szkoły jest znacznie bardziej współczesna, niż pamiętamy – szczególnie kiedy patrzymy na niezależność Jane, jej upór i niechęć do kompromisów zawieranych własnym kosztem.
Klasyka? Oczywiście. Nuda? Ani trochę.
4. „Rebeka”, Daphne du Maurier
„Śniło mi się tej nocy, że znów byłam w Manderley” – już początek „Rebeki” wystarczy, żeby znaleźć się w świecie Daphne du Maurier. A potem robi się tylko bardziej niepokojąco.
Młoda kobieta poślubia zamożnego Maximiliana de Wintera i przyjeżdża do jego imponującej posiadłości Manderley. Problem w tym, że dom zdaje się wciąż należeć do jego pierwszej żony, Rebeki. Nieżyjącej, ale obecnej niemal w każdym pokoju, wspomnieniu i geście pani Danvers.
Du Maurier nie potrzebuje duchów, żeby stworzyć atmosferę nawiedzonego domu. Wystarczą zazdrość, obsesja, pamięć i poczucie, że o przeszłości nikt nie powiedział jeszcze wszystkiego. To elegancki psychologiczny thriller, który nadal potrafi zwieść czytelnika.
5. „Cień wiatru”, Carlos Ruiz Zafón
Tajemnicza Barcelona, zapomniana książka, pisarz, którego ktoś próbuje wymazać z historii, i miejsce o nazwie Cmentarz Zapomnianych Książek. Już sam ten zestaw brzmi jak bardzo dobry plan na listopad.
Daniel Sempere jako chłopiec trafia do sekretnej biblioteki, gdzie wybiera powieść nieznanego mu Juliana Caraxa. Zafascynowany autorem zaczyna szukać informacji na jego temat i odkrywa, że ktoś systematycznie niszczy wszystkie egzemplarze jego książek.
Zafón łączy literacką zagadkę z romansem, rodzinną sagą i gotycką atmosferą. „Cień wiatru” jest przy tym książką dla osób, które po prostu lubią książki – ich zapach, historie, tajemnice i dziwną zdolność pojawiania się w naszym życiu dokładnie wtedy, kiedy ich potrzebujemy.
6. „Nawiedzony dom na wzgórzu”, Shirley Jackson
Nie wszystkie straszne książki potrzebują potworów. Shirley Jackson doskonale wiedziała, że znacznie bardziej niepokojące jest pytanie, czy to, co właśnie się wydarzyło, naprawdę się wydarzyło.
Do Hill House przyjeżdża grupa osób mających zbadać paranormalną reputację posiadłości. Wśród nich jest Eleanor – samotna, wrażliwa kobieta, dla której pobyt w domu szybko zaczyna znaczyć znacznie więcej niż zwykły eksperyment.
Jackson buduje napięcie drobnymi przesunięciami: dźwiękiem za drzwiami, dziwnym układem pomieszczeń, zdaniem, które można zrozumieć na dwa sposoby. Im dalej czytamy, tym trudniej zdecydować, czy Hill House naprawdę jest nawiedzony, czy największy mrok znajduje się gdzie indziej. Krótka, gęsta i idealna na wieczór, kiedy wiatr za oknem zaczyna brzmieć trochę zbyt filmowo.
7. „Portret Doriana Graya”, Oscar Wilde
Piękno, dekadencja, obsesja młodości i moralny niepokój – Oscar Wilde właściwie stworzył gotycki moodboard, zanim ktokolwiek wiedział, czym jest moodboard.
Dorian Gray otrzymuje coś, o czym współczesny świat obsesyjnie marzy: możliwość pozostania wiecznie młodym i pięknym. Cenę za jego wybory zaczyna ponosić ukryty przed światem portret. Im bardziej Dorian przekracza kolejne granice, tym wyraźniej obraz pokazuje to, czego nie widać na jego twarzy.
Najciekawsze jest jednak to, jak współcześnie brzmi dziś obsesja Wilde’a na punkcie wizerunku, młodości i bycia podziwianym. Ponad sto lat później zmieniły się narzędzia, ale mechanizm wydaje się podejrzanie znajomy.
Książki na jesień, czyli najlepszy pretekst, żeby zostać w domu
Jesienne czytanie ma swój własny rytm. Wieczór zaczyna się wcześniej, telefon coraz łatwiej odłożyć ekranem do dołu, a perspektywa zostania w domu przestaje brzmieć jak brak planów. Szczególnie kiedy na stoliku czeka kilkaset stron dobrej historii.
A jeśli za oknem dodatkowo pada? Tym razem naprawdę nie mamy nic przeciwko.