Serce czy rozum – często słyszymy, że musimy wybierać. Na przykład w pracy mamy pozwalać rządzić rozumowi, a w seksie – emocjom. Pan twierdzi, że można i warto w każdej sytuacji czerpać z jednego i z drugiego. 
prof. RAFAŁ OHME Tak właśnie robi człowiek, którego nazywam Emo sapiens. Korzysta jednocześnie z dwóch silników: rozumu i emocji. Ten pierwszy pozwala mu planować, stawiać cele, wybiegać w przyszłość czy monitorować realizację planu, ale nie daje energii do działania. Do tego są już potrzebne emocje. Z kolei Homo sapiens używa tylko jednego silnika i sporo na tym traci.

Jak to korzystanie z dwóch silników wygląda w praktyce? Wyobraźmy sobie np. kłótnię ukochanych. Jak zachowa się Emo sapiens, a jak Homo sapiens?
Homo sapiens często na początku stara się trzymać pewnych zasad, np. próbuje nie ulegać emocjom, stara się kłócić z klasą, ważyć słowa, koncentrować się na problemie, a nie osobie itd. Wszystko idzie dobrze przez pierwsze kilka minut, a potem korek od szampana leci w powietrze i Homo sapiens przestaje nad sobą panować. Kobieta przypomina sobie wszelkie przywary ukochanego czy niesprawiedliwości, których doznała w ciągu ostatnich lat, i zaczyna je wymieniać. Jedno­cześnie obserwuje z satysfakcją, jaką frustrację to budzi u jej celnie ugodzonego partnera. Ten zaczyna się robić agresywny. Napięcie rośnie, zaraz z małego ognia zrobi się wielki pożar. Emo sapiens też stara się trzymać tych wszystkich zasad prowadzenia kłótni, czyli korzysta z rozumu, ale już nie pozwala, by korek od szampana wyskoczył w powietrze. Gasi iskrę, a nie ogień. 
Próbuje się wyciszyć?
A skądże! Podczas kłótni dochodzi do wzmożonej produkcji hormonów, m.in. kortyzolu i adrenaliny, które dają energię, ale uniemożliwiają racjonalne myślenie. Próbować się wyciszyć w tej sytuacji to jak próbować siłą spokoju powstrzymać wodospad. Kiedy czuję, że zaraz wybuchnę, muszę w jakiś sposób rozładować napięcie w ciele. Dlatego Emo sapiens powie np.: „Pozwól, kochanie, że będziemy kontynuować naszą rozmowę za 15 minut, teraz idę się przejść”. Może wyjść na spacer, przebiec się po schodach czy zrobić kilka przysiadów. Czy dzięki temu Emo sapiens wybaczy swojemu partnerowi? No nie, ale już nie będzie chciał go rozszarpać. Nie będzie mieć na to siły. Hasło hipisów: „Make love, not war”, można odczytać jako: „Jeśli będziesz się kochać codziennie, to nie udźwigniesz karabinu!”. 
A co zrobić, gdy jesteśmy w pracy? Siedzimy w sukience i szpilkach, wpatrujemy się w mejla od szefa, który doprowadził nas do wściekłości. Przysiady nie wchodzą w grę. 
Zróbmy ćwiczenia izometryczne, czyli polegające na napinaniu i rozluźnianiu poszczególnych mięśni. Przy nich się nie spocimy. Możemy np. włożyć książkę między nogi i ściskać ją kolanami bez przerwy przez 30 sekund. Po 10 jeszcze nic nie będziemy czuć, po 20 poczujemy napięcie mięśni, a po 30… swąd palonego kortyzolu. Można też zrobić krzesełko przy ścianie albo stanąć w  drzwiach i porozpychać rękami futrynę. Dopiero potem będziemy w stanie odpisać szefowi na mejla, znów korzystając z pomocy rozumu.

A co z podejmowaniem decyzji? Są dwie szkoły: jedna z nich mówi, żeby dokładnie przeanalizować wszystkie argumenty. Druga – żeby zbyt długo nie myśleć, tylko wybrać to, co przyjdzie nam od razu do głowy, posłuchać intuicji. 
Znów najlepsze efekty daje czerpanie z obu źródeł. Najpierw ładujemy umysł potrzebnymi informacjami, szukamy „za” i „przeciw”. Potem przestajemy problem analizować i pozwalamy umysłowi w spokoju, bez zakłóceń pracować nad decyzją – następuje proces utajonego analizowania informacji. Na koniec wyrzucamy z siebie odpowiedź, którą podpowiada nam intuicja, i sprawdzamy, jak reaguje na nią ciało. 
 

Rozum pozwala planować. Emocje dają energię do działania.

Jak przestać zastanawiać się nad tym, co nas nurtuje?
Możemy świadomie zająć umysł czymś innym, np. kazać mu liczyć od tysiąca w dół co siedem albo zrobić trening uważności. Najlepiej pójść do parku i odbierać przyrodę wszystkimi zmysłami. Po 15–20 minutach wracamy myślą do naszego problemu i wypowiadamy odpowiedź, która przychodzi nam do głowy, np.: „Wystawiam jego walizki za drzwi”. Jeśli czujemy ulgę czy ciepło, to znaczy, że decyzja jest dobra. Jeśli ciało wysyła nam negatywne sygnały – powinniśmy jeszcze nad decyzją popracować.

Nie wiem, czy każdy potrafi tak wsłuchać się we własne ciało, by odczytać jego podpowiedzi.
U każdego wygląda to trochę inaczej – jeden może czuć skurcz żołądka, drugi zimno na plecach, trzeci sztywność karku. Jeśli poobserwujemy siebie w chwilach, gdy przeżywamy silny stres, powinniśmy znaleźć odpowiedź. 

Co więc zrobić, jeśli rozum podpowiada: „Wystaw walizki” a ciało krzyczy: „Nie rób tego!”?
Jeśli podpowiedzi emocji i rozumu nie są z sobą zgodne, sprawa jest bardziej skomplikowana i warto skorzystać z pomocy. Można wybrać się do terapeuty. On oczywiście nie podejmie za nas decyzji, ale porozmawia z nami w taki sposób, że będziemy mogli zgromadzić więcej danych. Może dzięki temu wcześniejszy lęk związany z zerwaniem zmaleje. Uświadomimy sobie np., że rozstanie, które postrzegaliśmy jako odcięcie kawałka siebie, niemalże prawej ręki, to w rzeczywistości utrata ogona, którego nie potrzebujemy. Rozum i emocje pozostaną w zgodzie.

Są chyba jednak obszary naszego życia, w których władzę trzeba oddać jednemu z nich. Chociażby seks. 
Nie, tu też Homo sapiens przegrywa z Emo sapiens, który wie, że wiedza i świadome jej wykorzystywanie mogą zwiększyć zmysłową przyjemność. Ten pierwszy w seksie widzi piękny posiłek, który składa się z zupy i dania głównego. Ten drugi dodaje do tego słone przystawki i słodkie desery – to one czynią prawdziwą ucztę, taką, na którą się czeka i długo pamięta. 

Jak ewoluować z Homo sapiens w kierunku Emo sapiens? 
Polecam trening emocji, bo rozum i tak trenujemy od przedszkola. Cały program opisałem w książce „Spa dla umysłu”. Zaczynamy od nauki rozumienia siebie. Nie tylko poznania mocnych stron czy talentów, lecz także reakcji ciała. Chodzi o to, żeby umieć się w nie wsłuchać, np. mieć świadomość, o której godzinie zwykle czujemy się zmęczeni, czy rozpoznać moment, kiedy nasz organizm jest osłabiony i podatny na choroby. Albo który drink powinien być ostatnim. Potem uczymy się rozbrajać negatywne emocje i generować pozytywne. Możemy wykorzystać do tego m.in. rytuały, czyli sekwencje wykonywanych w skupieniu czynności według skodyfikowanych zasad, albo umieszczać w swoim otoczeniu talizmany. Może być nimi wszystko, co wprawia nas w dobry nastrój, np. powieszona w widocznym miejscu fotografia, która pokazuje radosne wspomnienia, albo bilet z niezapomnianego koncertu. Ważne jest też oswajanie strachu przed zmianami. 
 

Jak to się robi?
Generując mikrozmiany, np. idąc do zupełnie nowej restauracji. Nie musi nam się podobać, nie musi smakować. Chodzi o to, by się otworzyć na coś nowego. Mikrozmiany są jak stretching. Dzięki niemu, gdy poślizgniemy się na oblodzonym chodniku i zrobimy półszpagat, wystarczy, że rozetrzemy bolące miejsce, i będziemy mogli iść dalej. Jeśli nie będziemy rozciągnięci, po takim wypadku możemy wylądować w gipsie. Bardzo ważne jest też stworzenie ekipy, która będzie nas wspierać. Za 10 czy 20 lat największym problemem człowieka będą nie zawały czy nowotwory, ale depresja i samotność. 
 

Ostatnio już dużo mówi się o konieczności posiadania grupy wsparcia i zaczęliśmy bardziej dbać o bliskie relacje.
Tak, i pewnie potrafimy relaksować się w gronie przyjaciół, spędzać przyjemnie czas, ale wciąż z trudnymi problemami przeważnie borykamy się sami. Kiedy weszliśmy do świata kapitalizmu, zaczęliśmy żyć według zasady: „Umiesz liczyć, licz na siebie”. Mnie chodzi o  to, by stworzyć grupę, która będzie z nami ucztować, podróżować, ale przede wszystkim nas wspierać i dopingować na drodze do celu. Motywować do działania i wznosić toast za nasze sukcesy. Uczmy się świętowania od tych narodów, które osiągnęły w tym mistrzostwo, np. Gruzinów. Wie pani, jakie jest ich największe przekleństwo? „Żeby wejście do twojego domu zarosło krzakami”. 

„Spa dla umysłu. Zadbaj o siebie, by dbać o innych”, Ula Dąbrowska, Rafał Ohme, wyd. Burda Książki

Znalezione obrazy dla zapytania spa dla umyslu

Rozmawiała Ewa Pągowska