To najlepsze, co dzieje się dziś w polskim beauty. 5 marek, które zasługują na międzynarodowy rozgłos (zdaniem redaktorki beauty)
Polskie marki beauty nie są już „alternatywą” dla zagranicznych gigantów. Coraz częściej to one wyznaczają standardy – zarówno pod względem składów, jak i jakości formuł czy designu. I mam poczucie, że to dopiero początek.

Polski rynek kosmetyczny przestaje być „lokalną ciekawostką”, a zaczyna realnie liczyć się na globalnej mapie beauty. Redaktorki ELLE Spain zachwycają się kremem Ziaja, który u nas kosztuje 11 złotych, a Inglot współpracuje z największymi nazwiskami światowego świata makijażu, w tym z Val Garland. To już nie jest kwestia patriotyzmu zakupowego – to po prostu jakość, która broni się sama.
Jako redaktorka beauty mam przywilej testować dziesiątki produktów miesięcznie. I choć w tej branży łatwo o chwilowe zauroczenia, są marki, do których wracam. Nie dlatego, że są „polskie”. Dlatego, że są naprawdę dobre.
BasicLab
Choć to konkretne serum jest nowością w portfolio BasicLab (zadebiutowało w styczniu), bez wahania umieszczam je wśród najmocniejszych premier ostatnich miesięcy. 0,7% czystych peptydów miedziowych, 30% kompleksu peptydów prokolagenowych i 1% czystego PDRN – już sam skład jasno komunikuje, że mamy do czynienia z zaawansowaną pielęgnacją.

Ujędrnia, wygładza i wspiera odbudowę skóry, redukując wiotkość oraz widoczność zmarszczek. Choć wpisuje się w kategorię anti-aging, to składniki, które warto wprowadzić do rutyny już po 30. roku życia – profilaktycznie, świadomie, bez czekania na „pierwsze oznaki”. Dodatkowy plus? Lekka, komfortowa formuła, która dosłownie „nosi się” na skórze bez obciążenia.
Dr Irena Eris
Dr Irena Eris to marka, którą zawsze rozpoznaję w cudzej kosmetyczce. I niemal zawsze oznacza to jedno: właścicielka wie, co robi. Portfolio jest imponujące, ale jeśli miałabym polecić jeden produkt osobie zza granicy, postawiłabym na kultową paletę do konturowania.
Cztery odcienie, które harmonijnie się uzupełniają, są na tyle uniwersalne, że sprawdzą się przy każdej karnacji. To produkt, którym wykonasz zarówno subtelny makijaż dzienny, jak i bardziej wyrazistą wersję wieczorową. Uniwersalność w najlepszym wydaniu – bez kompromisów w jakości.
Oio Lab
Oio Lab poznałam dzięki pracy w redakcji – i była to miłość od pierwszego testu. Zaczęło się od kremowego blushu, który urzekł mnie nie tylko kolorem, ale i pielęgnującymi właściwościami. Kremowa, plastyczna formuła i dobrze wyważony pigment sprawiają, że produkt stapia się ze skórą, dając świeży, zdrowy efekt. Dla makijażowych minimalistek (do których się zaliczam) to kosmetyk wielozadaniowy.
Później przyszła fascynacja holistycznym serum koloryzującym, ale gdybym miała wskazać jeden produkt na start, wybrałabym rozjaśniający olejek z witaminą C. To jeden z najbardziej uniwersalnych składników w pielęgnacji, a w tej formule zyskuje dodatkowy wymiar – otulający, komfortowy, niemal luksusowy. To ten typ kosmetyku, który przekonuje do marki od pierwszego użycia.
Inglot (Lab)
Inglot przez lata kojarzył się głównie z makijażem – kultowe konturówki, czy pomadki. Dziś marka otwiera nowy rozdział, wchodząc w świat pielęgnacji z linią Inglot Lab. I robi to bardzo świadomie.
W ofercie znajdziemy m.in. mleczną mgiełkę tonizującą, wygładzająco-ujędrniający krem, intensywnie regenerujący krem, rozświetlające serum, regenerująco-ujędrniającą maskę, głęboko oczyszczający żel do mycia twarzy czy liftingująco-wygładzający krem pod oczy. To linia spójna, minimalistyczna w designie, przystępna cenowo i — co najważniejsze — dopracowana w formułach. Bez zbędnego nadmiaru, za to z realnym efektem.
ph Doctor
ph Doctor jest dla mnie kwintesencją zdania: „polskie kosmetyki są tak dobre, że powinny być znane na całym świecie”. To marka tworzona przez ekspertów – i widać to w każdym detalu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
W ofercie znajdziemy m.in. serum na górną i dolną powiekę, osmotyczny żel do demakijażu czy liftingujący krem na łokcie i kolana. Już sam dobór produktów pokazuje, że marka wychodzi od realnych potrzeb skóry, także tych często pomijanych. Za tym idą wysokie stężenia składników aktywnych, przemyślane formuły i szerokie portfolio obejmujące oczyszczanie, pielęgnację twarzy oraz najnowszą serię do włosów.
Polski beauty moment nie wydarza się przypadkiem. To efekt lat pracy laboratoriów, odwagi w sięganiu po wysokie stężenia składników aktywnych i coraz większej świadomości konsumentek, które czytają składy równie uważnie jak metki. Dziś nie musimy już porównywać „jak na polską markę” – możemy mówić po prostu: to światowy poziom.
I właśnie w tym tkwi największa zmiana. Rodzime brandy nie próbują nikogo kopiować ani gonić trendów z opóźnieniem. Tworzą własną narrację – opartą na skuteczności, jakości i autentycznym podejściu do pielęgnacji. A jeśli świat dopiero zaczyna je odkrywać, tym lepiej. My wiemy o tym od dawna.

