Reklama

Skoro słońce wreszcie wróciło, to najlepszy moment na małe sezonowe odświeżenie, które wniesie do codzienności więcej lekkości. Najprościej zrobić to zapachem. Zimą najchętniej otulam się ciepłymi nutami cynamonu i ambry, ale wiosna sprzyja eksperymentom z czymś bardziej pogodnym, świeżym i podnoszącym na duchu. Perfumy, które idealnie wpisują się w ten nastrój? Lumière D’Issey od Issey Miyake.

Ale cofnijmy się o kilka miesięcy. W śnieżny styczniowy dzień w Kopenhadze flakon Lumière D’Issey, przypominający kryształ, odbijał światło na ściany wyłożone drewnianymi panelami w Louisiana Museum of Modern Art. Ten świetlisty promień pośród lodowatego duńskiego wybrzeża był zapowiedzią tego, jak pełna radości okaże się nowa kompozycja.

Japońska marka Issey Miyake najbardziej znana jest z L’Eau D’Issey – linii spokojnych, świetlistych zapachów, które zasłynęły z lekkiego, wodnego charakteru. Zamknięte w smukłych, stożkowych flakonach były spełnieniem marzeń minimalistek dzięki subtelnej, przewiewnej interpretacji kwiatów, które miękko układały się na skórze.

Dziś, 34 lata po debiucie perfumeryjnym marki, Lumière D’Issey bez wątpienia otwiera dla niej nowy rozdział. Choć L’Eau d’Issey wciąż ma się świetnie, nowa propozycja przypadnie do gustu wszystkim, którzy lubią wyraziste, iskrzące zapachy z imponującym ogonem, ale bez przytłaczającego efektu. Kiedy po raz pierwszy poczułam go tamtego chłodnego, szarego poranka, od razu poprawił mi nastrój i pozwolił – choć na chwilę – zapomnieć, że do wiosny zostało jeszcze kilka miesięcy.

issey miyake perfume

Nad kompozycją wspólnie pracowali perfumiarze Marie Salamagne i Fabrice Pellegrin, budując ją wokół idei światła i świetlistości. Jak opowiada Pellegrin, punktem wyjścia było uchwycenie światła w zapachu. Później oboje zagłębiali się w DNA Issey Miyake. „Przyglądamy się produktom, sklepom, temu, jakie wywołują odczucia i jak pachną” – mówi Salamagne, dla której jest to już szósta kompozycja stworzona dla marki.

Lumière D’Issey to promienna eksplozja kwiatów pomarańczy w pełnym rozkwicie, których słodsze oblicze podkreślają dojrzałe, organiczne zielone mandarynki. „Chcieliśmy, by kwiat pomarańczy był jeszcze bardziej świetlisty” – mówi Pellegrin, dodając, że soczyste mandarynki wnoszą do kompozycji „uśmiech”, a baza z australijskiego drzewa sandałowego nadaje jej „mleczne wrażenie”.

issey miyake perfume

Otwarcie jest energetyczne – pełne soczystych, cytrusowo-kwiatowych nut – potem zapach łagodnieje i przechodzi w delikatniejszą, bardziej kremową smugę piżma. W kompozycji wykorzystano piżma upcyklingowane z przemysłu papierniczego, a całość złagodzono akordem pistacji. Trwały ogon zapachu nieustannie zbiera komplementy, dlatego Lumière D’Issey szybko stał się jednym z moich pewniaków.

issey miyake

Na uwagę zasługuje też sam flakon – subtelnie asymetryczny, krystaliczny, inspirowany pryzmatami i odbijanym przez nie spektralnym światłem. „Inspiracją była również tradycyjna japońska technika szlifowania szkła kiriko oraz zjawisko odbicia i załamania światła” – mówi Yosuke Matsumoto z Miyake Design Studio. Jak zdradza, jego zespół rozpoczął pracę nad projektem butelki już pięć–sześć lat temu. Faktura szkła i miękka, niemal poduszkowa forma idealnie układają się w dłoni, dodając samemu rytuałowi aplikacji perfum zmysłowego wymiaru. „Chcieliśmy zaskoczyć, dać ludziom radość i nadzieję” – mówi Matsumoto.

Można śmiało powiedzieć, że Lumière D’Issey spełnia tę obietnicę – zarówno swoim zapachem, jak i formą.

Tekst w oryginale ukazał się w ELLE.Uk

Reklama
Reklama
Reklama