Reklama

zapachy, których nie trzeba przedstawiać. Mijasz kogoś w windzie, w metrze albo w kolejce w supermarkecie i nagle znów masz dziesięć lat, siedzisz na brzegu łóżka rodziców i patrzysz, jak twoja mama się perfumuje. Mnie przydarza się to za każdym razem, gdy czuję zapach z zielono-złotego flakonu, który wciąż stoi na toaletce mojej mamy. To nie Nenuco ani Heno de Pravia, te klasyki, które wszyscy kojarzymy z dzieciństwem, ale które — bądźmy szczerzy — pachną bardziej dziecięcą wodą kolońską niż kobiecymi perfumami. Tym zapachem jest Eden marki Cacharel i za każdym razem, gdy gdzieś go wyczuję, nieważne gdzie, znów staję się małą dziewczynką.

Najciekawsze jest to, że Eden tak naprawdę nigdy nie wyszedł z mody. Po prostu nostalgia millenialsów ponownie wyniosła go na pierwszy plan. Od kilku sezonów mamy obsesję na punkcie zapachów naszych mam – tych intensywnych, kwiatowych kompozycji z lat dziewięćdziesiątych, które dziś wydają się odważne na tle minimalistycznych perfum niszowych ostatnich lat. Eden od Cacharel idealnie wpisuje się w ten nowy sposób noszenia zapachów.

Historia klasycznych perfum, które nigdy nie wychodzą z mody

Stworzony przez perfumiarza Jeana Guicharda w 1994 roku Eden to kompozycja kwiatowa, która otwiera się nutami brzoskwini, bergamotki, mandarynki i cytryny – cytrusową iskrą, która przyciąga już od pierwszego psiknięcia. Prawdziwie interesujący staje się jednak w sercu: lilia wodna, mimoza, łopian, melon, lotos, ananas, jaśmin, konwalia i róża łączą się w kwiatowo-wodny bukiet, który ma w sobie coś absolutnie uzależniającego. Jest bujny i rozpoznawalny – dokładnie taki, jakiego szukamy w dobrych perfumach, jeśli chcemy wyróżnić się na tle współczesnych standardów. Zapach zamyka się nutami paczuli, akacji, drzewa sandałowego, cedru i fasoli tonka – ciepłą bazą, która zostaje na skórze jeszcze wiele godzin później i sprawia, że te perfumy można rozpoznać wszędzie.

Niektórzy opisują je jako perfumy z własną osobowością, które tworzą niemal osobny ekosystem: wodę, roślinność i dojrzałe owoce – wszystko jednocześnie. To nie jest zapach nieśmiały i właśnie na tym polega jego urok w czasach, gdy wiele kompozycji dąży do absolutnej dyskrecji. Eden robi coś odwrotnego: zapowiada swoją obecność z elegancją i zostawia po sobie zachwycający ogon.

Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie zaskoczyły, gdy zgłębiałam historię tego kultowego zapachu, było odkrycie, że wciąż ma on rzeszę fanek, które używają go od trzydziestu lat i nadal im się nie znudził. Jednocześnie młodsze pokolenie odkrywa go dziś tak, jakby był czymś zupełnie nowym. I ma to sens: jeśli poszukamy na TikToku perfum vintage albo zapachów z lat dziewięćdziesiątych, znajdziemy tysiące filmów, a Eden od Cacharel pojawia się w tych zestawieniach rekomendacji raz po raz.

Tekst w oryginale ukazał się w ELLE.Es

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...