W erze AI coraz częściej czujemy zmęczenie. Zanim „szklany sufit” sztucznej inteligencji pęknie, może warto nauczyć się z nią żyć?
Dlaczego jesteśmy przytłoczeni AI przenikającym niemal do każdego obszaru życia? A może po prostu powinniśmy … polubić się ze sztuczną inteligencją i nauczyć świadomie z niej korzystać?

Otwieram nową konwersację z popularnym narzędziem sztucznej inteligencji. Proszę o opinię na temat książki, która niedawno pojawiła się na rynku. (Oczywiście. Mogę teraz napisać pogłębioną recenzję. Chcesz, żebym to zrobił?). Przytakuję. (Oto recenzja w stylu lifestyle'owym, zawierająca kluczowe wątki). Co dalej? No tak, zapomniałam, że w dzisiejszym internecie wszystko jest „kluczowe”, „emocjonalne” czy „szokujące”. Zamykam przeglądarkę i odpalam Instagram. Co widzę? Wpis o „kluczowych zaletach postu przerywanego”. Cóż, „post” zdecydowanie mi się przyda, ale raczej ten od sztucznej inteligencji – myślę.
Jeszcze niedawno sztuczna inteligencja była obietnicą przyszłości. Narzędziem, które miało przyspieszyć pracę, uwolnić kreatywność i uczynić życie łatwiejszym. Chatboty pisały teksty, generatory obrazów tworzyły grafiki, a algorytmy podpowiadały, co czytać, oglądać i kupować. W pewnym momencie AI zaczęła być wszędzie – w pracy, w aplikacjach, w mediach społecznościowych, a nawet w prywatnych rozmowach.
Dziś coraz częściej mówi się jednak o zjawisku AI fatigue, czyli zmęczeniu sztuczną inteligencją. To poczucie, że internet zaczyna brzmieć i wyglądać podobnie: generowane masowo teksty, obrazy i wideo zacierają granicę między tym, co stworzył człowiek, a tym, co wygenerował algorytm. Znów zaczynamy czuć potrzebę autentyczności – doświadczeń offline, prawdziwych relacji i … treści tworzonych przez ludzi.
Czy to znaczy, że „złota era AI” właśnie dobiega końca? A może to jedynie krok przed tym, jak sztuczna inteligencja zacznie imitować człowieka do tego stopnia, że nie będziemy już w stanie rozpoznać tej granicy?
AI fatigue: gdy wszystko w sieci zaczyna wyglądać tak samo
W rozmowach o technologii pojawia się dziś pojęcie AI fatigue. Rośnie nie tylko liczba treści, ale też wrażenie ich powtarzalności i … przytłaczające uczucie, że nic w sieci nie jest już prawdziwe.
Badanie opisane w Harvard Business Review („When Using AI Leads to ‘Brain Fry’”, 2026) pokazuje, że częste korzystanie z narzędzi sztucznej inteligencji może prowadzić do stanu określanego jako „AI brain fry”. Uczestnicy badania opisywali go jako mentalną mgłę, trudności z koncentracją czy poczucie przeciążenia informacjami. Co ciekawe, problemem nie jest samo używanie AI, ale raczej konieczność ciągłego nadzorowania narzędzi i przełączania się między nimi.
– 88% Amerykanów twierdzi, że coraz trudniej jest odróżnić prawdziwe treści od fałszywych, 41% mówi, że jest to „znacznie trudniejsze” niż rok temu. Użytkownicy wykształcili mechanizm obronny i zaczęli ignorować szum informacyjny; są coraz bardziej sceptyczni wobec perfekcyjnych, syntetycznych komunikatów – mówi Anna Ledwoń-Blacha, ekspertka komunikacji i strategii marki.
– Badanie Bynder na 2000 respondentach z UK i USA wykazało 52-procentowy spadek zaangażowania, gdy konsumenci podejrzewają, że treść była generowana przez AI. To jest tzw. “AI suspicion penalty” i płaci się ją nawet wtedy, gdy treść jest dobra, tylko wygląda podejrzanie – podsumowuje. I naprawdę trudno się tej „podejrzliwości” dziwić.
Masowe generowanie treści ma wpływ nie tylko na doświadczenia użytkownika, ale też na działania podejmowane przez marki. – To katastrofa, którą branża funduje sama sobie. Strzela sobie gola. Mamy dziś zjawisko, które badacze z SSRN nazwali “content homogenization”: treści generowane przez popularne modele językowe są do siebie bardziej podobne niż te tworzone przez ludzi. Parafrazując: wszystko jest kopią kopii. Każda marka sięga po te same narzędzia, podaje te same typy promptów, dostaje te same uśrednione, poprawne, absolutnie niezapamiętywalne wyniki. Efekt? Komunikacja staje się nieodróżnialna (...) Marketerzy ulegają pokusie „więcej i szybciej”, ale produkcja treści bez wyraźnej wartości dosłownie przepala budżety i niszczy zaufanie – tłumaczy Anna Ledwoń-Blacha.

Dlaczego „zetki” tracą entuzjazm wobec sztucznej inteligencji?
Zmiana w podejściu do sztucznej inteligencji nie omija też generacyjnych „zetek”. Jeszcze niedawno to właśnie pokolenie Z uchodziło za najbardziej entuzjastycznie nastawione do nowych technologii. Dziś ten obraz zaczyna się zmieniać.
Jak wynika z badania „AI Barometr – 2. edycja Q1 2026”, opracowanego przez firmę Zymetria, odsetek przedstawicieli pokolenia Z deklarujących pozytywne nastawienie do sztucznej inteligencji spadł w ciągu kilku miesięcy z 64% do 42%. Wg raportu „największy niepokój wobec rozwoju sztucznej inteligencji deklarują dziś osoby w wieku 18–31 lat”.
Czego obawiają się młodzi? Manipulacji informacjami, trudności w ocenie wiarygodności treści oraz wpływu technologii na swoją przyszłość zawodową. Co ciekawe, to właśnie osoby rozpoczynające karierę częściej odczuwają niepewność związaną z automatyzacją pracy. Według badania wynika to z faktu, że na początku kariery dominują zadania rutynowe i schematyczne – a więc takie, które najłatwiej mogą zostać przejęte przez algorytmy.
– Spadek pozytywnego nastawienia do AI wśród przedstawicieli Gen Z nie musi oznaczać tylko „zmęczenia technologią”. Bardziej prawdopodobne jest, że mamy do czynienia z bardziej dojrzałym i krytycznym podejściem do jej konsekwencji – mówi Barbara Krug, prezeska fundacji badawczej Zymetria.
– Z jednej strony młodzi ludzie bardzo dobrze rozumieją możliwości sztucznej inteligencji – korzystają z niej na co dzień w nauce, pracy czy tworzeniu treści. Z drugiej strony rośnie świadomość potencjalnych kosztów tej transformacji. W środowisku wysokich oczekiwań, presji osiągnięć czy ciągłego rozwoju AI przestaje być wyłącznie ekscytującą innowacją. Coraz częściej staje się czynnikiem niepewności dotyczącej przyszłości zawodowej i pozycji na rynku pracy – dodaje ekspertka.
Powstaje więc paradoks:
Pokolenie, które dorastało w świecie internetu i nowych technologii, zaczyna patrzeć na rozwój AI coraz bardziej krytycznie.
Relacje i samotność w erze czatbotów
Naiwnym byłoby sądzić, że rozwój sztucznej inteligencji zmienia nie tylko sposób pracy czy tworzenia treści. AI ma wpływ na to, jak budujemy relacje. Coraz więcej osób traktuje chatboty jako miejsce, gdzie można się wygadać, zapytać o radę albo po prostu poczuć się wysłuchanym. W sieci funkcjonuje już nawet określenie „AI friendships”, opisujące więzi tworzone z algorytmami.
Kłopot polega na tym, że technologia, której zarzuca się brak autentyczności w kulturze i komunikacji, potrafi jednocześnie wytworzyć poczucie bardzo osobistej relacji. Psycholożka i coachka relacji Julitta Dębska zauważa, że popularność takich więzi nie jest przypadkowa. Współczesny świat randkowania, szczególnie dla młodych ludzi, bywa trudny i pełen rozczarowań.
– Reprezentanci Generacji Z są przekonani, że żyją w najtrudniejszych dla tworzenia relacji romantycznych czasach. Technologia daje im większy dostęp do potencjalnych partnerów, ale jednocześnie stali się ofiarami paradoksu wyboru – mówi ekspertka.
W tym kontekście sztuczna inteligencja zaczyna jawić się jako bezpieczna alternatywa. – AI nas nie odrzuci, nie oceni i będzie skupiona na naszym potencjale – wyjaśnia Julitta Dębska. – Rozmowa z chatbotem może dawać poczucie bycia wysłuchanym, docenionym; jest dostępna o każdej porze dnia i nocy.
Sztuczna inteligencja zaczyna pełnić dla części użytkowników rolę emocjonalnego „bezpiecznika” – miejsca, do którego można uciec od niepewności i ryzyka, jakie niosą relacje z innymi ludźmi. Pytanie tylko, czy w dłuższej perspektywie taka ucieczka nie pogłębi jeszcze bardziej epidemii samotności?
AI nie odczuwa emocji, nie ma świadomości i nie kocha. Może więc wzmacniać iluzję więzi, ale nie zastąpi autentycznej relacji międzyludzkiej
Coraz więcej osób ma na szczęście tego świadomość i po boomie popularności aplikacji randkowych i społecznościowych, zaczyna szukać znajomości w świecie offline.
Offline znowu staje się luksusem
W opozycji do tworzenia relacji online, widzimy też popularność aktywności, które jeszcze niedawno wydawały się niszowe: klubów książki, warsztatów kreatywnych, spotkań społecznościowych czy tzw. run clubów.
– Po całym dniu pracy przy komputerze naprawdę nie mam już ochoty na kolejne rozmowy w aplikacjach. Spotkanie z ludźmi w realu daje mi poczucie, że coś się naprawdę wydarza – tłumaczy 29-letnia Marta, która od roku należy do warszawskiego klubu książki. To dla niej sposób na odzyskanie poczucia sprawczości: spotkania twarzą w twarz zaczynają mieć zupełnie inną wartość.
Podobne doświadczenia opisują też „zetki”. – Mam wrażenie, że wszystko w internecie jest teraz trochę sztuczne – zdjęcia, komentarze, nawet dyskusje. Dlatego zaczęłam chodzić na run club. Tam po prostu biegamy i rozmawiamy – mówi 25-letnia Zosia.
Te doświadczenia wzmacniają coś, czego nie potrafi w pełni zastąpić żadna technologia – poczucie wspólnoty. Dyskusje o książkach, udział w warsztatach ceramicznych czy nawet cotygodniowy bieg w parku tworzą relacje oparte na współobecności i spontaniczności. To właśnie te elementy najczęściej zanikają w komunikacji online.
Powrót do świata offline widać też w kulturze internetu. W mediach społecznościowych rośnie popularność treści dokumentujących zwyczajne, analogowe doświadczenia: czytanie książki w kawiarni, prowadzenie papierowego dziennika czy spędzanie czasu bez telefonu. – To trochę ironiczne, że wrzucamy do sieci zdjęcia z życia offline – śmieje się 27-letni Paweł, który na co dzień pracuje w IT i musi być cały czas online. – Ale dla mnie to też sposób na przypomnienie sobie, że nie wszystko musi dziać się w aplikacji.
Takie gesty stają się wręcz formą symbolicznego oporu wobec „wyścigu AI”.

W świecie nadmiaru informacji wygrywa… zaufanie
Jak więc odnaleźć się w świecie, w którym treści powstają szybciej niż kiedykolwiek wcześniej?
Zdaniem Anny Ledwoń-Blachy, najważniejsza jest dziś umiejętność selekcji informacji. – Przestajemy ufać pierwszemu wynikowi wyszukiwarki i zaczynamy budować własne sieci zaufanych źródeł. Jeśli coś jest naprawdę istotne, sprawdzamy to w kilku miejscach – mówi ekspertka. – Rośnie też znaczenie tzw. kuratorów treści – autorów newsletterów, ekspertów prowadzących własne Substacki czy mikroinfluencerów, którzy specjalizują się w konkretnych tematach. W informacyjnym chaosie znów zaczynamy płacić nie za dostęp do informacji, ale za czyjś osąd i doświadczenie – tłumaczy Ledwoń-Blacha.
Coraz częściej szukamy też wiedzy w miejscach opartych na realnych rozmowach i doświadczeniach użytkowników, takich jak fora czy media społecznościowe. – Paradoksalnie, w filtrowaniu nadmiaru treści pomaga czasem… sama sztuczna inteligencja. Coraz więcej świadomych użytkowników wykorzystuje własnych asystentów AI do porządkowania informacji. To trochę absurdalne: AI do filtrowania AI, ale działa – o ile zachowujemy krytyczne myślenie – podkreśla ekspertka.
Czy autentyczność i niedoskonałość wrócą do łask?
Zmęczenie sztuczną inteligencją prowadzi do jeszcze jednego pytania: czy w świecie technologii zmieni się to, co uznajemy za wartościową kulturę i rozrywkę?
Jak zauważa Joshua Rothman w eseju dla The New Yorker, rozwój AI może doprowadzić do sytuacji, w której „ilość kultury produkowanej przez maszyny będzie ogromna”. W takiej rzeczywistości jeszcze ważniejsze staje się pytanie o to, co odróżnia twórczość ludzką od tej wygenerowanej. Możliwe więc, że w najbliższych latach to właśnie „ludzki ślad” – nieidealne kadry, rozwieszone pranie w tle nagrania, niedoskonały tekst – stanie się wartością, której nie da się w pełni zautomatyzować.
Co ważne, zdaniem Barbary Krug i badania Zymetrii*, obecność AI w naszym życiu nie jest jednoznacznie negatywna:
– Z jednej strony naturalnie bardziej cenimy to, co powstało dzięki pracy człowieka tj. autorską perspektywę, emocje czy kontekst doświadczenia. Z drugiej jednak strony stopniowo akceptujemy obecność sztucznej inteligencji w codziennym obiegu treści. Dobrym przykładem są reklamy generowane przez AI, których pojawia się coraz więcej (...) Ponad połowa Polek i Polaków nie deklaruje ich całkowitego odrzucenia.
Czy to zatem oznacza, że powinniśmy stopniowo przyzwyczajać się do obecności AI w naszym życiu, bo i tak od niej nie uciekniemy?
– Na dłuższą metę wygra model hybrydowy: AI jako infrastruktura w tle; analiza, optymalizacja, procesy, research; a człowiek i autentyczność na froncie. Ludzka niedoskonałość staje się w tym kontekście towarem luksusowym.
W erze, w której AI w kilka sekund generuje bezbłędny obraz, to właśnie niedoskonałość sygnalizuje: tutaj jest człowiek. On to zrobił. Tu jest prawda
– Tylko błagam, nie generujemy błędów i braku jakości specjalnie – mówi. I w pełni się z tym apelem zgadzam.
Anna Ledwoń-Blacha – strateżka i projektantka komunikacji marek, badaczka trendów, autorka książek o marketingu, współzałożycielka CRASH Mondays i twórczyni BrandWitch. Specjalizuje się w strategiach marki, komunikacji i customer experience. Szkoleniowiec z ponad 7000 godzin doświadczenia. Pracowała m.in. dla: Pandora, DKMS, Capgemini, InPost, Pracuj.pl, Nordea, mBank, Lufthansa GS oraz instytucji kultury. TEDx speakerka, trenerka IAB Polska, Sprawny Marketing, IMOK, Marketer+ i IT Media. Wdraża AI w marketingu.
Barbara Krug – Prezeska Fundacji Zymetria, Doktor matematyki ze specjalizacją statystyka matematyczna. Od 13 lat współwłaścicielka Zymetrii. Przez wiele lat zajmowała seniorskie i dyrektorskie stanowiska w agencjach badawczych.
Julitta Dębska jest psycholożką, coachką relacji i badaczką specjalizującą się w psychologii miłości. Wspiera osoby przechodzące przez trudne momenty w relacjach romantycznych, takie jak rozstania, zdrady czy kryzysy. Na swoim kanale YouTube dzieli się praktyczną wiedzą i narzędziami, pomagając odbudować zdrowe podejście do miłości.
*(CAWI, N=500, próba reprezentatywna, 01/2026)
Imiona bohaterów zostały zmienione

