Reklama

Żyjemy w epoce paradoksów. Nigdy wcześniej dostęp do drugiego człowieka nie był tak prosty – wystarczy kilka ruchów kciukiem, by rozpocząć rozmowę z kimkolwiek, gdziekolwiek. A jednak czujemy się bardziej samotni niż kiedykolwiek. Coraz więcej użytkowników aplikacji randkowych mówi o emocjonalnym wypaleniu. Coraz więcej młodych dorosłych wycofuje się z randkowej „gry”, która miała być obietnicą wolności, a okazała się źródłem zmęczenia. Właśnie w tym krajobrazie – przesytu, kultury kasyna i emocjonalnego wyczerpania – romantyzm odzyskuje wartość. Nie dlatego, że cofamy się w czasie. Wręcz przeciwnie. Dlatego, że nasz czas jest cenniejszą walutą niż kiedykolwiek i chcemy inwestować go w coś, co naprawdę ma znaczenie.

Dane to potwierdzają. Według analityczki Madé Lapuerta, prowadzącej popularne w social mediach konto @databutmakeitfashion, w 2026 roku wyszukiwanie hasła „romans” w Google osiągnęło najwyższy poziom od pięciu lat – o około 27% wyższy niż średnia z tego okresu. Co istotne, to nie nagły skok, lecz konsekwentny wzrost obserwowany od 2021 roku, który utrzymuje się na poziomie około 8% rocznie. Powodów jest znacznie więcej niż moglibyśmy przypuszczać.

Ekran jako zwierciadło epoki

Zanim romans na dobre zadomowił się na wybiegach i w rozmowach z przyjaciółkami o randkowaniu, pojawił się tam, gdzie zawsze pojawia się to, co fascynuje zbiorowość – na ekranie. Pierwszym i najgłośniejszym sygnałem był Netfliksowy hit „Bridgertonowie”, który zadebiutował w 2020 roku i natychmiast stał się zjawiskiem kulturowym daleko wykraczającym poza ramy serialu kostiumowego. Produkcja Shondy Rhimes, osadzona w epoce regencji z jej ceremoniałem zalotów, napięciem wyczekiwania i miłością ponad podziałami, nie tylko zdominowała platformy streamingowe, ale zapoczątkowała coś trwalszego – zmianę estetycznego języka całego pokolenia. Każdy kolejny sezon udowadniał tę samą prawdę: publiczność nie jest zmęczona romantyzmem. Jest zmęczona jego brakiem. Napięcie między bohaterami – budowane powoli, pielęgnowane przez konwenanse, wyzwalane dopiero gdy emocje przekraczają wszelkie ramy – do tej pory gromadzi przed ekranami miliony widzów, którzy być może nieświadomie tęsknią za dokładnie takim modelem bliskości: powolnym, celebrowanym, wartym wysiłku.

mat. prasowe
mat. prasowe

Na tej fali wyrosła cała plejada filmowych powrotów do gotyckiego i wiktoriańskiego romansu. Nowe „Nosferatu” Roberta Eggersa zamieniło horror w opowieść o destrukcyjnym pożądaniu – i zdobyło nominację do Oscara za kostiumy. Guillermo del Toro sięgnął po „Frankensteina” Mary Shelley z operową dbałością o dziewiętnastowieczną estetykę. Wreszcie „Wichrowe wzgórza” z Margot Robbie w reżyserii Emerald Fennell zelektryzowały Internet już pierwszymi zdjęciami z planu i wywołały szeroką dyskusję na temat opowieści o miłości niemożliwej i absolutnej zarazem, którą w XIX wieku zaserwowała Emily Brontë.

Wichrowe wzgórza
mat. prasowe

Na odpowiedź mody nie trzeba było długo czekać. Z serialu „Bridgertonowie” narodziła się błyskawicznie podchwycona przez TikTok estetyka „regencycore”. Stylistyka czerpiąca z empirowych talii, koronkowych rękawiczek i tiulowych spódnic z szybkością algorytmu zalała także wybiegi i wyobraźnię projektantów.

„Romance is back”, a wraz z nim moda na gorsety i wiktoriańską koronkę

Moda zawsze była najszybszym barometrem nastrojów społecznych. Zanim zmienią się prawa i obyczaje – zmienia się to, co nosimy. I to, co dzieje się na wybiegach od kilku sezonów, jest jednoznacznym sygnałem: era minimalizmu, czystych linii i chłodnego unisexu powoli ustępuje miejsca czemuś znacznie bardziej zmysłowemu i kobiecemu. Zmianie, która nie jest powrotem do przeszłości, lecz jej świadomą reinterpretacją. Rozumieć tę zmianę można tylko w kontekście tego, co ma wpływ na trendy. Sektor dóbr luksusowych przez kilka lat przeżywał kryzys, co przełożyło się na dominację prostoty i stylu „preppy”. Teraz, gdy branża zaczyna się podnosić, a era zmian na stanowiskach dyrektorów kreatywnych wielu domów mody zaczyna przynosić efekty – wahadło odchyla się w stronę ekspresji i romantyzmu. Ich ślady na wybiegach są konkretne i mierzalne.

Dior SS26 (spotlight)
Dior SS26 (spotlight)

Po pierwsze – kolor. Zamiast krzykliwych odcieni pojawiają się głębokie, stonowane burgundy, granaty i ciemne zielenie. Debiutancka kolekcja Matthieu Blazy’ego dla Chanel przyniosła głęboką czerwień, a pokazy Ralpha Laurena odeszły od neutralnych baz. Z kolei kolekcje haute couture – szczególnie ta domu mody Schiaparelli – postawiły na głębsze tony nawet na wiosnę, odwracając sezonową logikę pasteli.

Schiaparelli SS26 (spotlight)
Schiaparelli SS26 (spotlight)

Po drugie – sylwetka. Na wybiegach pojawiły się wysokie kołnierze bezpośrednie nawiązujące do mody epoki romantyzmu z początku XIX wieku. Wiosenna kolekcja Diora na 2026 rok, będąca odważną interpretacją wizji Jonathana Andersona, pokazała modelki w kołnierzach upstrzonych romantycznymi koronkami albo kraciastymi żabotami.

Dior SS26 (spotlight)
Dior SS26 (spotlight)

Po trzecie – kokarda. Jeszcze niedawno wydawała się przypadkowym mikrotrendem lansowanym w Kopenhadze, a dziś pretenduje do miana jednego z najgorętszych akcesoriów 2026 roku. Bezpośrednio nawiązująca do „coquette aesthetic”, od lat jest symbolem romantyzmu.

Ralph Lauren SS26 (spotlight)
Ralph Lauren SS26 (spotlight)

Romantyzm przejawia się też w tym, czego na wybiegach nie ma. Ostentacyjne logo, ironiczne hasła na koszulkach czy konceptualne sylwetki celowo odcinające się od kobiecego ciała stanowiły znaczną mniejszość w sezonie wiosna-lato 2026. Warto też związać to zjawisko z szerszym przesunięciem w tym, co konsumenci cenią. Analitycy rynku mody obserwują wyraźną zmianę: kupujący coraz chętniej sięgają po rzeczy, które „wydają się zajmować czas”. Po takie, które mówią o wysiłku włożonym w ich powstanie. W epoce natychmiastowości rzemiosło stało się formą romantyzmu. I moda doskonale to rozumie.

Jak romantyzm przejawia się w relacjach? Koniec z mitem Darcy’ego i nonszalancją

Trendy w filmie, sztuce i modzie mają swoje odzwierciedlenie także w kontekście relacji. Tinder opublikował pod koniec 2025 roku raport „Year in Swipe”, który napawa branżę randkową optymizmem. Badanie przeprowadzone wśród czterech tysięcy osób w wieku 18-25 lat w USA, Wielkiej Brytanii, Kanadzie i Australii przyniosło wniosek zaskakujący dla tych, którzy wieszczą koniec romantyzmu w epoce algorytmów: pokolenie Z wchodzi w 2026 rok bardziej otwarte, szczere i emocjonalnie dojrzalsze niż kiedykolwiek wcześniej. Według raportu, największym trendem randkowym roku jest „clear-coding” – bezpośredniość w komunikacji intencji. Aż 64% badanych deklaruje, że emocjonalna szczerość to coś, czego najbardziej potrzebują w randkowaniu, a 60% oczekuje wyraźnej komunikacji oczekiwań już od pierwszych chwil znajomości. Koniec z „mixed signals”, situationshipami bez nazwy i dyplomatycznym unikaniem rozmowy o tym, czego się chce.

Wszyscy mamy już wystarczająco dużo na głowie i randkowanie nie powinno przypominać kolejnego deadline'u.
mówi Melissa Hobley, szefowa marketingu Tindera.

Pokolenie Z zmęczyło się grą, w której zasady były tajemnicą. Słowo, które najlepiej opisuje nastrój randkowy 2026 roku według Tindera? „Hopeful”, czyli pełen nadziei. Po latach ghostingu, rozczarowań i nieskończonego swipowania, które spłaszczyło pożądanie do czegoś funkcjonalnego, a nie ekscytującego, młodzi ludzie wierzą, że można inaczej. Aż 34% przyznaje wprost, że związki ich przyjaciół dają im nadzieję na własne życie miłosne. 73% użytkowników Tindera uznaje autentyczność za najważniejszy znak, że ktoś może być „materiałem na związek”.

Nie można jednak mówić o powrocie romantyzmu bez zmierzenia się z jego ciemniejszą stroną. Pan Darcy z „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen od ponad dwóch wieków uchodził za ideał romantycznego mężczyzny. Jednak profesor Rachel Feder w głośnej książce „The Darcy Myth” stawia prowokacyjne pytanie: czy Darcy to wzorzec, czy pierwszy kulturowy „red flag”? Jej zdaniem utrwalony przez lata mit mężczyzny, który najpierw okazuje kobiecie chłód i wyższość, by dopiero później odsłonić swoje uczucia, stworzył niebezpieczny schemat – przekonanie, że chłód jest oznaką głębi, a ignorowanie jest flirtem. Feder przytacza rozmowy ze studentkami, które przyznawały, że zaczynały się angażować dopiero wtedy, gdy ktoś przestawał odpisywać. „To przez Darcy’ego” – mówiły. Mechanizm był prosty: ich mózg chciał tego, czego nie mógł mieć. To ważna korekta na fali powrotu romantyzmu: tęsknota jest piękna, gdy jest wzajemna. Zaloty są cudowne, gdy wynikają z szacunku, nie z gry o władzę. Powrót do romantycznych wartości – cierpliwości, zaangażowania, budowania napięcia emocjonalnego przed fizycznym – jest zdrowy i potrzebny. Ale nie powinien być mylony z gloryfikowaniem niedostępności jako cechy pożądanej samej w sobie. Prawdziwy romans nie polega na kulcie bólu. Polega na pięknie wysiłku.

Emily Conway, ekspertka ds. relacji, diagnozuje zmianę precyzyjnie:

Idea emocjonalnie niedostępnego, stłumionego złego chłopca straciła swój blask. Ludzi pociągają partnerzy, którzy są obecni, ekspresywni i gotowi do głębokiej troski.

Po dekadzie gloryfikowania chłodu i dystansu jako cech pożądanych – wahadło poszło w drugą stronę. Raport Tindera potwierdza tę intuicję danymi. 56% randkujących stawia emocjonalną dostępność wyżej niż samą chemię fizyczną. 35% szuka „low-key lovera” – kogoś spokojnego, emocjonalnie przytomnego, wolnego od dramatów. To portret dokładnie odwrotny niż typ, który przez lata dominował w narracji popkulturowej: tajemniczy, nieprzystępny, wymagający rozszyfrowania.

Dlaczego romans wraca właśnie teraz?

Powrót romansu – w modzie, filmie i randkowaniu – nie jest przypadkowy. Jest odpowiedzią na konkretny moment historyczny. Żyjemy w czasie niepewności: konflikty zbrojne, presja ekonomiczna, wahania rynków, kontrowersyjne wyniki wyborów na całym świecie. W takich momentach ludzie instynktownie szukają narracji, które pozwalają poczuć, że emocje mają wagę, że piękno istnieje, że miłość jest warta uwagi.

Warto zaznaczyć, że współczesny powrót romantyzmu nie jest regresem. Nie chodzi o to, by kobiety znów nosiły gorsety przez przymus, a mężczyźni zabiegali o względy według wiktoriańskiego ceremoniału. Chodzi o przywrócenie wartości emocjonalnej temu, co stało się zbyt płaskie i zbyt szybkie. O to, by randka była wydarzeniem, a nie selekcją kandydatów. Lady Danbury z Bridgertona orzekająca o tym, komu wolno tańczyć z kim na balu, Margot Robbie w szkarłatnej sukni Schiaparelli z diamentem Taj Mahal na szyi i pokolenie Z deklarujące w raporcie Tindera, że chce jasnych intencji i emocjonalnej obecności – to wszystko różne przejawy tego samego impulsu. Kultura, moda i randkowanie mówią w 2026 roku tym samym głosem: chcemy relacji, która czegoś wymaga. Która jest warta wysiłku. Romans wraca. I tym razem – może – zostanie na dłużej.

Reklama
Reklama
Reklama