Reklama

W cieniu codziennego pędu – między obowiązkami domowymi, wychowywaniem dzieci, kolejnym szkoleniem, dopinaniem projektów w pracy – narasta kryzys, o którym wciąż mówi się zbyt rzadko. W Polsce problemy ze zdrowiem psychicznym dotykają milionów – co czwarta osoba doświadcza ich w swoim życiu (wg raportu Zdrowie psychiczne Polaków 2020-2025), a kobiety częściej niż mężczyźni zgłaszają objawy lęku i depresji.

Jednocześnie europejskie badania pokazują, że znaczna część matek czuje się „mentalnie przeciążona”, a objawy wypalenia dotyczą jednej na pięć kobiet (raport State of Motherhood in Europe 2024). Ten ciężar psychiczny nie jest wyłącznie efektem indywidualnej słabości – to odbicie presji kulturowych i systemowych oczekiwań, według których kobiety mają „ogarnąć wszystko” i jednocześnie nie narzekać. W tym kontekście pojawia się nowy nurt badań i praktyki: psychologia odpoczynku – która wreszcie stawia regenerację i prawdziwy relaks w centrum narracji o zdrowiu psychicznym kobiet. Ale czy wszystkie możemy (i chcemy) pozwolić sobie na ten „luksus”?

Kobiety nie potrafią odpoczywać? Oto, co mówią liczby

Statystyki to nie tylko epidemiologia. Milion osób z depresją, setki tysięcy leczonych, rosnące zapotrzebowanie na leczenie farmakologiczne – w zestawieniu z realiami życia kobiet te liczby zaczynają opowiadać historię chronicznego przeciążenia.

Kobiety częściej niż mężczyźni zgłaszają objawy lęku i korzystają z pomocy psychiatrycznej. WHO alarmuje, że także depresja występuje u nich dwa razy częściej. To nie wyłącznie kwestia biologii, a raczej splot czynników hormonalnych, kulturowych i systemowych.

Ale w danych niemal nie widać ciągłego napięcia (w końcu: „wszyscy się czymś stresujemy”), które jeszcze nie jest diagnozą, ale już może świadczyć o wyczerpaniu. Wiele kobiet trafia do systemu dopiero wtedy, gdy organizm przestaje współpracować – pojawia się bezsenność, lęk, przewlekłe zmęczenie.

Choć wypalenie definiujemy najczęściej jako problem sfery zawodowej, w przypadku kobiet trudno oddzielić pracę od życia prywatnego. Po pierwszej zmianie często zaczyna się przecież druga – opiekuńcza i emocjonalna.

Psychologia odpoczynku: dlaczego tak bardzo jej potrzebujemy?

Współczesna narracja o zdrowiu psychicznym koncentruje się na radzeniu sobie z kryzysami i zwiększaniu efektywności. Rzadziej zastanawiamy się, jak przywracać poczucie bezpieczeństwa i… wyhamowywać. Psychologia długo skupiała się na reakcji „walcz albo uciekaj”, znacznie rzadziej – na procesie powrotu do równowagi. Nawet dobrostan stał się „projektem do zrealizowania”. Medytacja, sen, ruch – wszystko ma być „zrobione dobrze”. Gdy odpoczynek się nie udaje, pojawia się wstyd. Tylko że regeneracja nie jest luksusem, ale… warunkiem zdrowia. Jeśli miliony kobiet żyją w stanie napięcia, problem nie dotyczy wyłącznie leczenia kryzysów, tylko braku systemowej zgody, by powiedzieć: stop.

Psychologia odpoczynku zmienia tę perspektywę: zamiast pytać, jak lepiej funkcjonować pod presją, pokazuje, jak przywrócić równowagę. To odejście od narracji wydajności na rzecz narracji bezpieczeństwa: dla kobiet wychowanych do nieustannego „ogarniania” może to być jeden z najtrudniejszych, ale najważniejszych przełomów.

„Nie mam czasu, by wypić spokojnie kawę”. Czy kobiety same narzucają sobie presję produktywności?

„Nie mam czasu, żeby spokojnie wypić kawę” – to zdanie wraca w rozmowach jak coś oczywistego, niemal neutralnego. A przecież mówi bardzo dużo. Nie tylko o braku czasu, ale o… braku zgody na bezczynność.

Marta, 25-letnia specjalistka ds. marketingu, opowiada mi, że nawet gdy ma wolny wieczór, nie potrafi po prostu go „przeżyć”. – Automatycznie szukam czegoś, co mogłabym zrobić: webinar, kurs, dodatkowe zlecenie. Boję się, że jeśli odpuszczę, wypadnę z obiegu – mówi. Odpoczynek łatwo zamienia się w jej odczuciu w poczucie straty czasu.

Karolina, 35-letnia menadżerka i mama, opisuje podobne napięcie, choć jej codzienność wygląda inaczej. – Kiedy dzieci zasną i wreszcie jest cisza, siadam z kubkiem herbaty. I po chwili czuję ukłucie: powinnam odpisać na maile, przygotować prezentację. Trudno mi uznać, że ta chwila jest wystarczającym powodem, żeby nic nie robić – przyznaje.

Z kolei Agnieszka, 50-letnia dyrektorka warszawskiej podstawówki, mówi mi o presji, która towarzyszy jej od dekad. – Wychowałam się w przekonaniu, że trzeba być zaradną i nie narzekać. Nawet gdy w teorii mogę sobie pozwolić na wolniejsze tempo, mam w głowie głos: nie przesadzaj, inni mają ciężej – opowiada. Czuje, że odpoczynek wciąż wymaga usprawiedliwienia.

W tych historiach widać coś wspólnego: presja produktywności nie zawsze przychodzi z zewnątrz. Często jest już w środku – jako wewnętrzny standard, według którego wartość mierzy się działaniem.

I nawet, kiedy kalendarz na chwilę pustoszeje, napięcie zostaje.

Kobiety a odpoczynek
Getty Images

Well-being shame, czyli kiedy rozwój staje się koniecznością

Agnieszka, Marta i Karolina wcale nie są odosobnionymi przypadkami. Co gorsza, nawet, jeśli znajdą moment na relaks, ale nie zmienią wpajanego im od lat podejścia do odpoczynku, istnieje ryzyko, że… zaczną traktować go jak kolejne zadanie do odhaczenia i wpadną w pułapkę presji samorozwoju.

Okazuje się, że w logice kultury nieustannej pracy nad sobą nawet relaks przestaje być przestrzenią wytchnienia, a staje się kolejnym projektem do zrealizowania. „Well-being shame” to wstyd, który pojawia się wtedy, gdy nie medytujemy wystarczająco regularnie, nie jemy dość zdrowo, nie praktykujemy wdzięczności, nie jesteśmy wystarczająco uważne. Dbanie o siebie zaczyna pełnić funkcję kolejnej normy – moralnego obowiązku odpoczywania w sposób produktywny i mierzalny.

Między innymi o tej pułapce pisze psycholożka i dziennikarka Kama Wojtkiewicz w książce „Sobą zajęci. O pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej”. Autorka przyznaje, że do jej gabinetu nierzadko trafiają osoby, które mają za sobą dwuletnie, trzyletnie terapie, cały zestaw narzędzi i wiedzy o sobie, a mimo to wciąż mówią: „nadal czuję się niewystarczająco”. Powraca przekonanie, że „inni są gdzieś dalej”.

Praca nad sobą – zamiast prowadzić do ukojenia – przeradza się w obsesję samodoskonalenia, które właściwie nie ma końca
– przekonuje specjalistka.

– Nie ma momentu symbolicznego domknięcia, w którym można powiedzieć: wystarczy, teraz mogę po prostu żyć – zauważa.

Ten mechanizm szczególnie wyraźnie widać w podejściu do odpoczynku. Kobiety, jak podkreśla psycholożka, często przychodzą na terapię z deklaracją: „chciałabym się nauczyć lepiej odpoczywać”. Jednak gdyby przyjrzeć się ich codzienności, okazuje się, że jest ona skoncentrowana na pracy opiekuńczej i emocjonalnej – na planowaniu, organizowaniu, monitorowaniu potrzeb innych. W takiej rzeczywistości regeneracja staje się kolejnym zadaniem do zoptymalizowania. A przecież – jak mówi Kama Wojtkiewicz – jeśli traktujemy odpoczynek zadaniowo, nie mamy nawet szansy wejść w bardzo specyficzny stan umysłu, który nie jest nastawiony na działanie. Kultura, w której funkcjonujemy, nie pozwala nam po prostu być, tylko nakazuje wiecznie działać – dodaje.

W tym sensie „well-being shame” jest konsekwencją tej machiny: skoro zawsze można zrobić więcej, to nawet regeneracja staje się polem do oceny i porównań. Zamiast pytać, kim jesteśmy i czego naprawdę potrzebujemy, zaczynamy analizować, czy robimy „wystarczająco dużo” dla swojego dobrostanu. Troska o siebie – zamiast przynosić ulgę – generuje kolejne napięcie. Samorozwój, który ma być odpowiedzią na przeciążenie, staje się jego bardziej subtelną, ale… równie wymagającą formą.

Kobieta zrelaksowana – czyli jaka?

Kim jest zatem „kobieta zrelaksowana”? W perspektywie, którą proponuje Nicola Jane Hobbs w książce „Kobieta zrelaksowana. Odzyskaj spokój i zacznij żyć”, na pewno nie jest ona tą, która „zasłużyła” na odpoczynek po perfekcyjnie odhaczonej liście zadań.

To kobieta, która przestaje żyć w „survival mode” – stanie, który wiele klientek opisuje jako „przebieganie przez życie” bez możliwości zatrzymania się. Hobbs mówi wprost:

Nie jesteśmy stworzone do życia w trybie przetrwania. Nasze ciała potrzebują poczucia bezpieczeństwa, a nasze dusze potrzebują odpoczynku.

Tymczasem wiele kobiet ma poczucie winy – bo, jak zauważa, odpoczynek bywa odbierany jako sprzeciw wobec kulturowych wartości produktywności, efektywności i optymalizacji. Wewnętrzne reguły – „nie wolno odpoczywać, dopóki wszystko nie jest zrobione” – splatają się z poczuciem własnej wartości tak silnie, że relaks zaczyna zagrażać tożsamości osoby „ogarniętej”.

Hobbs pokazuje też wymiar pokoleniowy: nasze babki funkcjonowały w wyraźnym podziale ról. Pokolenie naszych matek usłyszało, że „może mieć wszystko” – karierę, dzieci, perfekcyjny dom – ale odpoczynek przestał mieścić się w grafiku. Młodsze kobiety są bardziej świadome potrzeby self-care, ale tu pojawia się inna pułapka: media społecznościowe i kult „10-etapowych porannych rutyn”. Zamiast snu – kolejne kroki do wdrożenia. Zamiast ulgi – presja, by „zmaksymalizować” pół godziny relaksu.

Prawdziwa regeneracja wymaga porzucenia celu i wejścia w tryb, w którym ciało może przejść w stan poczucia bezpieczeństwa
– tłumaczy autorka.

Dlatego kobieta zrelaksowana nie jest bierna ani wycofana. Hobbs przywołuje tu etymologię angielskiego słowa relax” – „uwolnić”. Bycie zrelaksowaną oznacza wolność wyboru tego, co naprawdę ma znaczenie. To zdolność życia według własnych wartości, nawet jeśli nie wpisują się one w „definicję sukcesu”. To także świadomość, że życie bywa zmienne: przeżywamy czas intensywnego wzrostu, ale też okresy spowolnienia. – To, że potrzebujemy więcej snu czy wolniejszego tempa, nie oznacza, że zostajemy w tyle – podkreśla Hobbs.

Ważne jest też zrozumienie, że relaks nie jest aktem egoizmu. Autorka mówi o „efekcie fali”: gdy kobieta jest ugruntowana i spokojna, jej układ nerwowy współreguluje innych – dzieci, partnerów, współpracowników. Gdy jest przeciążona i rozdrażniona, napięcie również się rozlewa. Relaks staje się więc aktem odpowiedzialności – nie tylko wobec siebie, ale i wobec otoczenia.

W tym sensie kobieta zrelaksowana to ta, która ma odwagę rozpocząć zmianę. – Potrzeba odwagi, by stać się zrelaksowaną kobietą – mówi Hobbs. – To oznacza pójście pod prąd kultury nieustannej produktywności. Najtrudniejszy jest pierwszy krok: pozwolenie sobie na odpoczynek bez uzasadniania go osiągnięciem. Kiedy jednak pojawia się doświadczenie ulgi – moment, w którym ciało naprawdę czuje, że jest bezpieczne – rodzi się impuls do dalszej zmiany.

Czy możemy przestać się wiecznie się poprawiać?

Po analizie danych, spotkaniach z ekspertkami i rozmowach z bliskimi mi kobietami nasuwa mi się jeden, mocny obraz: życie w nieustannym rozkroku. Między presją, by być wydajną, skuteczną, „ogarniętą”, a presją, by być coraz lepszą wersją siebie. Z jednej strony tempo i checklisty, z drugiej – terapia, rozwój, praca nad emocjami, która też potrafi zamienić się w kolejne zadanie do wykonania. W tym wszystkim znika prosta zgoda na to, że można na chwilę przestać się… poprawiać.

A przecież odpoczynek nie jest nagrodą za spełnione oczekiwania ani luksusem zarezerwowanym dla nielicznych. Jest czymś podstawowym – jak oddech. Warunkiem wyjścia z trybu przetrwania, z życia z zaciśniętymi zębami. Może więc najważniejsze pytanie nie brzmi: jak robić więcej, jak rozwijać się szybciej, jak lepiej „ogarniać”. Może chodzi o to, czy potrafimy pozwolić sobie – choć na chwilę – przestać udowadniać swoją wartość. Dobra wiadomość? Każda, nawet najmniejsza, zgoda na odpuszczenie może stać się początkiem większej zmiany, jeżeli tylko sobie na nią pozwolimy.


Nicola Jane Hobbs to psycholożka, terapeutka integratywna oraz badaczka nauk społecznych, specjalizująca się w temacie relacji kobiet z odpoczynkiem. Od ponad dekady wspiera kobiety w obszarze zdrowia, dobrostanu oraz rozwoju osobistego i zawodowego, łącząc coaching, jogę, medytację i pracę terapeutyczną. Jest założycielką The Relaxed Woman – platformy online oferującej warsztaty i kursy pomagające kobietom uwolnić się od stresu, przeciążenia i wypalenia. Mieszka w Brighton w Wielkiej Brytanii. W marcu 2026 nakładem wyd. PWN ukaże się w Polsce jej książka „Kobieta zrelaksowana. Odsyskaj spokój i zacznij żyć”.

Nicola Jane Hobbs
fot. Peter Myers

Kama Wojtkiewicz to psycholożka, dziennikarka i autorka popularnego podcastu Sznurowadła myśli. Autorka książki „Sobą zajęci. O pułapkach samorozwoju i kultury terapeutycznej" wydanej przez Wydawnictwo AGORA. Jej teksty ukazały się w magazynach Newsweek Psychologia, Vogue, KUKBUK, Wysokie Obcasy, Glamour.pl i innych. Absolwentka Prawa na King’s College London w Wielkiej Brytanii, jednolitych studiów magisterskich z Psychologii Klinicznej i Zdrowia na Uniwersytecie SWPS w Warszawie i II stopnia ZPSM Nr 1 w klasie skrzypiec. Doświadczenie kliniczne zdobywała na Oddziale Całodobowym w Klinice Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie. Prowadzi warsztaty psychoedukacyjne, konsultacje psychologiczne i psychoedukuje w mediach społecznościowych (@sznurowadla.mysli).

Kama Wojtkiewicz
fot. Patrycja Tatałaj
Reklama
Reklama
Reklama