Mit, który zmienił kobiecość i kino. Lily Collins zagra Audrey Hepburn w filmie o kulisach „Śniadania u Tiffany’ego”
Lily Collins, dotąd kojarzona z kontrowersyjną Emily z Paryża, wcieli się w Audrey Hepburn w filmie o kulisach „Śniadania u Tiffany’ego”. Projekt rozwijany od dekady ma szansę stać się jednym z najważniejszych wydarzeń filmowych tej dekady.

Zanim Lily Collins została obsadzona w roli Audrey Hepburn, przez lata funkcjonowała w popkulturze jako twarz jednej z najbardziej kontrowersyjnych bohaterek ostatniej dekady. Emily z „Emily w Paryżu” dzieliła widzów niemal tak mocno, jak zachwycała algorytmy Netfliksa – jej przeszarżowane stylizacje balansujące na granicy kampu i luksusu oraz impulsywne, często naiwnie ego-centryczne zachowania stały się przedmiotem niekończących się debat. Ten wizerunek stoi w wyraźnej kontrze do subtelnej, zdystansowanej i niemal ascetycznej elegancji Audrey Hepburn.
Dlatego właśnie informacja, że Collins wcieli się w legendę kina, elektryzuje branżę. Aktorka oficjalnie potwierdziła udział w projekcie w mediach społecznościowych, zdradzając, że film rozwijany był niemal dekadę. „Zaszczycona i przeszczęśliwa to za mało” – napisała. Hasło „Lily Collins Audrey Hepburn” w kilka godzin stało się jednym z najgorętszych tematów w Hollywood.
To jednak nie będzie klasyczny biopic. Wszystko wskazuje na to, że czeka nas film o momencie narodzin mitu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Film o kulisach „Śniadania u Tiffany’ego”
Produkcja (wciąż bez oficjalnego tytułu) powstaje na podstawie bestsellerowej książki Sama Wassona „Fifth Avenue, 5 A.M.: Audrey Hepburn, Breakfast at Tiffany’s and the Dawn of the Modern Woman”. To wielowarstwowa opowieść o tym, jak „Śniadanie u Tiffany’ego” z 1961 roku nie tylko zmieniło kino, lecz także zdefiniowało nowoczesną kobiecość.
Twórcy skupią się na kulisach powstawania filmu Blake’a Edwardsa – napięciach na planie, sporach artystycznych i zakulisowych grach wizerunkowych. W centrum znajdzie się oczywiście Audrey Hepburn, ale ważną rolę odegrają też inne postaci tej historii: Truman Capote, który pierwotnie widział w roli Holly Golightly Marilyn Monroe, kostiumografka Edith Head czy producenci próbujący ujarzmić literacki pierwowzór i hollywoodzki system gwiazd.
To ma być opowieść o władzy, wizerunku i cenie, jaką płaci się za status ikony.
Dziesięć lat pracy i scenariusz twórczyni „Dickinson”
Projekt dojrzewał latami. Scenariusz napisała Alena Smith – twórczyni nagradzanego serialu „Dickinson”, która udowodniła, że potrafi opowiadać o historycznych bohaterkach w sposób świeży, inteligentny i współczesny w tonie. To wybór znaczący: zamiast muzealnej laurki możemy spodziewać się portretu złożonego, pełnego ambiwalencji.
Lily Collins nie tylko zagra Hepburn, ale również współprodukuje film. W gronie producentów znaleźli się m.in. Brian Grazer, Jeb Brody, Justin Wilkes, Joyce Choi, Charlie McDowell oraz Alex Orlovsky. Nazwisko reżysera pozostaje na razie tajemnicą – i to jedna z największych zagadek projektu.
Kontrowersje, napięcia i mit niewinności
„Śniadanie u Tiffany’ego” od początku było projektem pełnym sprzeczności. Truman Capote otwarcie krytykował decyzję o obsadzeniu Hepburn, nazywając ją „najbardziej nietrafioną” w historii ekranizacji jego twórczości. Studio, świadome ryzyka, konsekwentnie budowało wizerunek aktorki jako uosobienia klasy i niewinności, wygładzając wszelkie ostre krawędzie postaci Holly Golightly.
Na planie nie brakowało napięć. Jedna z najbardziej ikonicznych scen – poranny kadr przed witryną Tiffany & Co. przy Fifth Avenue – niemal zakończyła się tragedią, gdy członek ekipy został porażony prądem. Film, który dziś uchodzi za synonim elegancji, powstawał w atmosferze presji, konfliktów i walki o ostateczny kształt opowieści.
Nowa produkcja ma odsłonić właśnie tę mniej romantyczną stronę legendy.
Największa rola w karierze Lily Collins?
Od czasu telewizyjnej biografii z 2000 roku, w której w Hepburn wcieliła się Jennifer Love Hewitt, Hollywood nie podjęło tak ambitnej próby zmierzenia się z jej fenomenem. Dla Lily Collins to bez wątpienia najpoważniejsze aktorskie wyzwanie w dotychczasowej karierze.
Nie bez znaczenia jest też kontekst wizualny. Collins od lat świadomie nawiązuje do estetyki Hepburn – w sesjach zdjęciowych, na czerwonym dywanie, w sposobie budowania publicznego wizerunku. Jej delikatna uroda, wyraziste brwi i naturalna elegancja sprawiły, że już wcześniej bywała porównywana do ikony lat 60. Teraz to porównanie stanie się punktem wyjścia do pełnowymiarowej, dramatycznej kreacji.

Oryginalne „Śniadanie u Tiffany’ego” zdobyło dwa Oscary i pięć nominacji, w tym dla Hepburn jako najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Nowy film nie będzie remake’iem, lecz analizą momentu, w którym kino, moda i popkultura przecięły się w jednym, przełomowym punkcie.
Jeśli twórcom uda się zachować równowagę między legendą a prawdą, Lily Collins może nie tylko zaskoczyć krytyków, ale realnie zawalczyć o miejsce w historii kina. A Hollywood – po raz kolejny – przypomni sobie, że ikony nie rodzą się przypadkiem.

