Reklama

Są takie filmy, które nie krzyczą. Nie próbują na siłę wzruszać, nie grają emocją w oczywisty sposób. A mimo to zostają z widzem na długo - czasem na lata. Właśnie do tej kategorii należy „Reign Over Me” (pol. „Zabić wspomnienia”), czyli poruszający dramat z Adamem Sandlerem, który właśnie wraca do łask dzięki Netflixowi.

Film sprzed lat znów znalazł się wśród najchętniej oglądanych tytułów i trudno się temu dziwić. To jedna z tych historii, które trafiają dokładnie tam, gdzie trzeba.

Elle newsletter
elle.pl

Adam Sandler w roli, której nikt się nie spodziewał

Zabić wspomnienia
mat. prasowe

Dla wielu widzów to wciąż zaskoczenie: Adam Sandler, kojarzony głównie z komediami, w „Reign Over Me” pokazuje zupełnie inne oblicze. Bo prawda jest taka: Sandler od lat dzieli widzów. Jedni go uwielbiają za jego charakterystyczny, często przerysowany humor, inni omijają szerokim łukiem jego „prześmiewcze” role. Filmy takie jak Billy Madison, Happy Gilmore, 50 pierwszych randek czy Duże dzieci na dobre przypięły mu łatkę aktora od lekkiej rozrywki - czasem błyskotliwej, czasem kompletnie absurdalnej.

Ten film działa jak zaskoczenie. Bo jeśli ktoś ma dość Sandlera w jego najbardziej znanej odsłonie - to jest dokładnie ten moment, żeby dać mu jeszcze jedną szansę. Jego Charlie nie ma nic wspólnego z tamtymi bohaterami. Nie żartuje, nie rozładowuje napięcia, nie próbuje być lubiany. Jest zamknięty, cichy, momentami wręcz trudny do oglądania - i przez to tak prawdziwy, że trudno odwrócić wzrok. To jedna z tych ról, po których trudno wrócić do prostego myślenia: „Sandler? To tylko komedia.”

Historia o stracie, która nie daje się „przeżyć raz”. O czym jest „Zabić wspomnienia”?

Zabić wspomnienia
mat. prasowe

Punktem wyjścia jest tragedia związana z wydarzeniami z 11 września. Charlie traci rodzinę i razem z nią traci zdolność do normalnego funkcjonowania. Kiedy po latach spotyka dawnego znajomego (w tej roli Don Cheadle), zaczyna się coś, co trudno nazwać klasycznym „powrotem do życia”. To raczej powolne, momentami bolesne oswajanie się z tym, co zostało.

Film nie daje prostych odpowiedzi. Nie mówi, że wszystko da się naprawić. Pokazuje raczej, że czasem jedyne, co możemy zrobić, to… nie być w tym sami.

11 września 2001: dzień, który na zawsze zmienił Amerykę

Zabić wspomnienia
mat. prasowe

11 września 2001 roku Nowy Jork zatrzymał się w jednym momencie. Dwa samoloty uderzyły w wieże World Trade Center, zamieniając poranek w jedną z największych katastrof w historii USA. W ciągu kilku godzin zginęło niemal 3 000 osób. Wśród ofiar było około 343 strażaków nowojorskiej straży pożarnej oraz 60 policjantów i ratowników, którzy weszli do budynków mimo narastającego chaosu, próbując wyprowadzić ludzi na zewnątrz. Wielu z nich nie zdążyło już wrócić - zginęli razem z tymi, których ratowali.

Świadkowie tamtych wydarzeń mówili później o ludziach wyskakujących z wyższych pięter, o ulicach pokrytych pyłem tak gęstym, że przypominał śnieg, i o ciszy, która zapadła w dolnym Manhattanie, gdy zawaliły się wieże. W jednej chwili zniknęła nie tylko panorama miasta, ale też poczucie bezpieczeństwa, które wydawało się oczywiste.

Ground Zero stało się miejscem żałoby i pracy bez końca. Usuwanie gruzów trwało do maja 2002 roku - dzień i noc, wśród dymu, pyłu i poszukiwań ocalałych. Dopiero lata później Nowy Jork zaczął wracać do rytmu życia, choć dla wielu mieszkańców był to powrót już do innego miasta — bardziej ostrożnego, na zawsze naznaczonego tym, co się wydarzyło.

Dlaczego „Zabić wspomnienia” trafiło do TOP10 Netflixa?

Zabić wspomnienia
mat. prasowe

Bo to jedna z tych historii, które z czasem działają jeszcze mocniej. Dziś, kiedy widzowie częściej szukają w filmach prawdziwych emocji, „Zabić wspomnienia” wraca jako coś więcej niż dramat sprzed lat. To opowieść o żałobie, samotności i pamięci, ale też o tym, jak bardzo potrzebujemy drugiego człowieka, nawet jeśli nie potrafimy tego powiedzieć.

Netflix dał temu tytułowi drugie życie, a widzowie szybko to zauważyli. Film z 2007 roku trafił do TOP najchętniej oglądanych produkcji i - patrząc na reakcje - znów robi dokładnie to samo co kiedyś. Porusza. Bez zbędnych słów.

Reklama
Reklama
Reklama