„Wichrowe Wzgórza” Emerald Fennell budzą ogromne emocje. Mało kto wie, że książka Emily Brontë wywołała prawdziwy skandal
„Wichrowe Wzgórza” to klasyk, który prowokuje dyskusję – ale nie tylko za sprawą ostatniej odważnej adaptacji filmowej. Powieść Emily Brontë zaraz po publikacji była owiana skandalem i widmem literackiej porażki.

„Wichrowe Wzgórza” w reżyserii Emerald Fennell już na etapie zapowiedzi rozpalały emocje do czerwoności. Jedni zachwycają się bezkompromisową interpretacją tej mrocznej historii, inni wciąż nie kryją zaskoczenia tym, jak reżyserka „Saltburn” i „Obiecującej. Młodej. Kobiety.” odczytała klasykę literatury. Jedno jest pewne: po premierze atmosfera wokół filmu pozostaje równie gęsta jak mgły nad wrzosowiskami Yorkshire.
Mało kto jednak pamięta, że burzliwa była nie tylko fikcyjna relacja Catherine i Heathcliffa, ale i same okoliczności powstawania i wydania powieści Emily Brontë. „Wichrowe Wzgórza”, dziś uznawane za arcydzieło romantyzmu, w chwili publikacji wywołały skandal, oburzenie i falę krytyki. Kulisy książki to opowieść o literackiej prowokacji, siostrzanej solidarności i odwadze wyprzedzającej swoje czasy.
W tym artykule:
- „Ta książka nigdy nie będzie czytana”. Największa pomyłka XIX-wiecznej krytyki?
- To nie jest romans. O czym naprawdę są „Wichrowe Wzgórza”?
- Ellis Bell czy Emily Brontë? Literacka mistyfikacja
- „Wichrowe Wzgórza”: klasyk, który wciąż boli
- Literackie śledztwo wokół Brontë w XXI wieku
„Ta książka nigdy nie będzie czytana”. Największa pomyłka XIX-wiecznej krytyki?
Kiedy w 1847 roku ukazały się „Wichrowe Wzgórza”, wielu recenzentów nie kryło oburzenia. Powieść nazwano niemoralną, brutalną, wręcz „zwierzęcą”, a jej konstrukcję – nieporadną. Jeden z krytyków pisał o „połączeniu wulgarnego zepsucia i naturalnych okropności”, inny przekonywał, że książka nigdy nie zdobędzie szerokiej publiczności. Cóż, teraz wiemy, że... trudno o większą pomyłkę. Dziś „Wichrowe Wzgórza” należą do kanonu literatury anglojęzycznej i wciąż wywołują emocje, których próżno szukać w innych, „grzecznych” romansach epoki wiktoriańskiej. Co ciekawe, mimo krytyki, powieść już od pierwszego wydania... sprzedawała się doskonale.

To nie jest romans. O czym naprawdę są „Wichrowe Wzgórza”?
Na pierwszy rzut oka to historia wielkiej, niespełnionej miłości Catherine Earnshaw i Heathcliffa. Akcja rozgrywa się na przełomie XVIII i XIX wieku w północnej Anglii, pomiędzy dwiema posiadłościami: surowymi Wichrowymi Wzgórzami i eleganckim Drozdowym Gniazdem. Jednak zamiast klasycznej opowieści o zakochanych otrzymujemy studium obsesji, zemsty i emocjonalnej destrukcji.
Heathcliff, przygarnięty jako dziecko przez rodzinę Earnshawów, dorasta w poczuciu odrzucenia i upokorzenia. Catherine, rozdarta między namiętnym uczuciem do niego a pragnieniem społecznego awansu, wybiera bezpieczne małżeństwo z Edgarem Lintonem. Ta decyzja uruchamia spiralę nienawiści obejmującą nie tylko ich, ale i kolejne pokolenie. Heathcliff wraca po latach bogaty i bezwzględny – niszczy życie tych, których obwinia za własne cierpienie, nie oszczędzając nawet dzieci swoich wrogów.
„Wichrowe Wzgórza” nie były, jak myślą niektórzy, romantyczną historią wielkiej miłości. To raczej opowieść o toksycznej relacji, o traumie przekazywanej z pokolenia na pokolenie i o tym, jak łatwo miłość może przerodzić się w obsesję.
Ellis Bell czy Emily Brontë? Literacka mistyfikacja
Nie tylko fabuła dzieła Emily Brontë budzi kontrowersje, ale i same okoliczności jego wydania. Początkowo powieść ukazała się pod nazwiskiem Ellis Bell. Emily Brontë nie podpisała się własnym imieniem – podobnie jak jej siostry Charlotte i Anne, które również używały męskich pseudonimów. W epoce wiktoriańskiej piszące kobiety były oceniane surowiej, a od literatury oczekiwano moralnej klarowności i dydaktyzmu.
Brontë stworzyła świat dziki, pełen namiętności i psychologicznej niejednoznaczności. Jej bohaterowie nie są ani jednoznacznie dobrzy, ani źli. Dla pierwszych czytelników było to szokujące. Kobieta – do tego nieśmiała córka pastora z prowincji – nie powinna, zdaniem wielu, pisać o tak mrocznych emocjach.
Spekulacje zaczęły się niemal natychmiast. Niektórzy twierdzili, że prawdziwą autorką była Charlotte Brontë, inni wskazywali na brata sióstr – Branwella. Po jego śmierci pojawiały się nawet głosy, że to on napisał „Wichrowe Wzgórza”, a siostry jedynie wykorzystały jego talent.
Trudno było uwierzyć, że kobieta mogła stworzyć tak brutalną, bezkompromisową historię. Uprzedzenia epoki wiktoriańskiej – przekonanie o naturalnej łagodności i moralnej wyższości kobiet – nie pozwalały przyjąć do wiadomości, że autorka mogła świadomie skonstruować antybohatera takiego jak Heathcliff. Wątpliwości powracały przez dekady.
Emily Brontë zmarła w 1848 roku, zaledwie rok po publikacji swojej jedynej powieści. Miała 30 lat. Nie zabiegała o rozgłos, stroniła od salonów, ceniła samotność i długie spacery po wrzosowiskach. Jej życie owiane jest tajemnicą, a liczba zachowanych rękopisów – niewielka. Krążą nawet plotki, że przed śmiercią pisała kolejną powieść.

Literackie śledztwo wokół Brontë w XXI wieku
Jeszcze w XXI wieku pojawiały się teorie podważające autorstwo Emily. W 2021 roku badacze Rachel McCarthy i James O’Sullivan opublikowali w piśmie „Digital Scholarship in the Humanities” wyniki analiz stylometrycznych „Wichrowych Wzgórz”. Przy użyciu algorytmów i narzędzi do analizy językowej przeanalizowali styl każdej osoby z rodzeństwa Brontë.
Wynik był jednoznaczny: to Emily Brontë napisała „Wichrowe Wzgórza”. Branwell okazał się najmniej prawdopodobnym kandydatem na autora. Naukowe dowody zamknęły debatę – przynajmniej w świecie akademickim.
„Wichrowe Wzgórza”: klasyk, który wciąż boli
Powieść inspirowała kolejne pokolenia – od singla „Wuthering Heights” wydanego przez Kate Bush w 1978 roku, po liczne ekranizacje, w tym kultową wersję z 1992 roku z Juliette Binoche i Ralphem Fiennesem i najnowszą, w reżyserii Emerald Fennell, która trafiła do kin na całym świecie w przeddzień Walentynek. Nowe adaptacje dowodzą, że historia Heathcliffa i Catherine wciąż działa na wyobraźnię.
Bo „Wichrowe Wzgórza” nie są bezpieczne. To niekomfortowa opowieść o przemocy, klasowych nierównościach, religijnej hipokryzji i emocjach wymykających się kontroli. To także przejmujące studium psychologiczne – analiza obsesji i narcystycznej miłości niszczącej wszystko wokół. I może właśnie dlatego ta książka, która miała „nigdy nie być powszechnie czytana”, przetrwała niemal 180 lat. Bo... daje się oswoić. I wciąż boli tak samo.


