Reklama

Nie każda ekranizacja Jane Austen chce być muzealnie wierna. Niektóre wolą flirtować ze współczesnością, igrać z konwencją i sprawdzać, czy klasyczny romans można opowiedzieć językiem dzisiejszych widzów. „Perswazje” z 2022 roku, dostępne na Netflixie, robią to od pierwszych minut. To kostiumowy film, który zamiast subtelnej nostalgii proponuje ironię, spojrzenia prosto do kamery i energię bardziej rom-com niż tradycyjny period drama. Nic dziwnego, że produkcja mimo upływu lat wciąż mocno dzieli publiczność.

Elle newsletter
elle.pl

Dakota Johnson w świecie Jane Austen

Perswazje
mat. prasowe

W roli Anne Elliot oglądamy Dakotę Johnson, którą widzowie znają przede wszystkim z trylogii „50 twarzy Grey'a”, ale też znacznie lepiej ocenianych projektów, takich jak „The Lost Daughter” czy „Cha Cha Real Smooth”. Aktorka wnosi do postaci Anne chłód, autoironię i charakterystyczny deadpan humour, dzięki czemu bohaterka staje się bardziej współczesna niż w wielu wcześniejszych interpretacjach.

Partneruje jej Cosmo Jarvis jako Frederick Wentworth - dawny ukochany Anne, który po latach wraca jako człowiek sukcesu. W obsadzie pojawia się także Henry Golding, znany z „Crazy Rich Asians”, oraz Richard E. Grant, którego kinomani pamiętają choćby z „Can You Ever Forgive Me?”.

O czym opowiada film kostiumowy na Netflix „Perswazje”?

Perswazje
mat. prasowe

Historia skupia się na kobiecie, która przed laty dała się przekonać, by porzucić miłość swojego życia. Gdy Frederick Wentworth ponownie pojawia się w jej otoczeniu, dawne uczucia wracają ze zdwojoną siłą. To opowieść o drugich szansach, niespełnionych wyborach i emocjach, które potrafią przeczekać lata.

Brzmi klasycznie? I słusznie. Problem - albo zaleta, zależnie od punktu widzenia - polega na tym, że film opowiada tę historię w bardzo nieklasyczny sposób.

Jane Austen spotyka Fleabag?

Perswazje
mat. prasowe

Twórcy postawili na zabieg, który jednych zachwycił, a innych całkowicie wybił z seansu. Anne Elliot regularnie zwraca się do widza, komentuje sytuacje i łamie czwartą ścianę. Ten patent wielu osobom skojarzył się z serialem „Fleabag”, gdzie podobny styl narracji był jednym z największych atutów.

Tutaj efekt jest bardziej dyskusyjny, ale trudno odmówić filmowi odwagi. To nie jest kolejna zachowawcza adaptacja ustawiona wyłącznie pod fanów koronek, herbaty i długich spojrzeń przez okno. Netflix próbował zrobić z klasyki coś świeższego, bardziej playfull i bliższego widzom wychowanym na „Bridgertonach”.

Dlaczego film podzielił widzów?

Perswazje
mat. prasowe

Najwięcej emocji wzbudził ton produkcji. Część publiczności pokochała lekkość, humor i nowoczesne podejście do materiału źródłowego. Inni uznali, że w tej wersji zniknęła melancholia i subtelność, za które czytelnicy kochają powieść Jane Austen.

I rzeczywiście - jeśli ktoś oczekuje atmosfery jak z „Dumy i uprzedzenie” z Keira Knightley, może poczuć zaskoczenie. „Perswazje” idą raczej w stronę stylowego eksperymentu niż klasycznej, romantycznej tęsknoty.

Czy warto obejrzeć?

Perswazje
mat. prasowe

Jeśli kochasz tradycyjne ekranizacje Austen, ten seans może cię zaskoczyć. Jeśli jednak lubisz, gdy kostiumowe historie dostają nowy twist, a romans miesza się z ironią i współczesnym tempem narracji - warto dać mu szansę. To film, który nie próbuje zadowolić wszystkich. I może właśnie dlatego wciąż tak dużo się o nim mówi.

A jeśli spodobał ci się ten klimat, sięgnij po „Emma.” z Anya Taylor-Joy, serial „Bridgerton” albo wróć do „Dumy i uprzedzenie” - dla wielu wciąż niedoścignionego wzoru kostiumowego romansu.

Reklama
Reklama
Reklama