To najlepszy polski film z Leszkiem Lichotą w głównej roli. Ten mocny dreszczowiec pokazuje do czego naprawdę zdolny jest człowiek
„Lincz” to jedna z tych historii, które nie kończą się po napisach. Inspirowany prawdziwymi wydarzeniami film pokazuje moment, w którym strach i bezsilność popychają ludzi do decyzji nieodwracalnych - i zostawiają widza z niewygodnym pytaniem, kto tak naprawdę ma rację.

Mazurska wieś, upalne lato i narastające napięcie, którego nie da się już ignorować. W „Linczu” spokojna codzienność mieszkańców zostaje rozbita przez jednego człowieka - 60-letniego recydywistę, który terroryzuje okolicę, żąda pieniędzy i stosuje przemoc wobec sąsiadów.
Policja jest bezradna albo spóźniona. Sygnały ostrzegawcze pojawiają się wielokrotnie, ale nie przynoszą realnej reakcji. W tej ciszy narasta coś znacznie groźniejszego niż strach - poczucie, że system przestał działać.

O czym naprawdę jest „Lincz”?

„Lincz” to rekonstrukcja wydarzeń inspirowanych głośnym samosądem we Włodowie z 2005 roku. Film nie koncentruje się wyłącznie na samym akcie przemocy, ale na całym łańcuchu zdarzeń, który do niego prowadzi.
W centrum historii są mieszkańcy, którzy przez lata żyją w napięciu i lęku. Gdy kolejne interwencje zawodzą, dochodzi do punktu krytycznego. Decyzja o „wymierzeniu sprawiedliwości” staje się momentem nieodwracalnym - a późniejsze śledztwo i proces stawiają pytanie, które nie ma jednej odpowiedzi: gdzie kończy się obrona konieczna, a zaczyna zbrodnia?
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Leszek Lichota i aktorstwo, które niesie emocje

W rolę Adama Grada wciela się Leszek Lichota - i to jedna z tych kreacji, które nie opierają się na efekcie, ale na narastającym napięciu. Jego bohater nie jest ani jednoznacznie winny, ani niewinny. To człowiek wciągnięty w sytuację, która wymyka się spod kontroli.
Na ekranie towarzyszą mu m.in. znany z genialnych ról Łukasz Simlat, niezastąpiona Izabela Kuna oraz reżyser, aktor, a prywatnie ojciec reż. Jana Komasy - Wiesław Komasa w roli, która budzi szczególny niepokój. Cała obsada buduje świat pozbawiony komfortu - surowy, gęsty i emocjonalnie niewygodny.
Film inspirowany prawdziwą historią

Punktem wyjścia dla scenariusza była sprawa z 1 lipca 2005 roku we Włodowie, gdzie grupa mieszkańców zabiła mężczyznę terroryzującego wieś. Sprawa odbiła się szerokim echem w Polsce, bo szybko przestała być tylko kryminalną kroniką.
Stała się debatą o granicach prawa, odpowiedzialności państwa i o tym, czy w sytuacji skrajnej bezradności można jeszcze mówić o jednoznacznej winie.
Debiut, który nie zostawia obojętnym

Film w reżyserii Krzysztofa Łukaszewicza („Belfer”, „Raport Pileckiego”, „Karbala”) był jego pełnometrażowym debiutem i zdobył Grand Prix (Wielki Jantar) na Koszalińskim Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film”. Od początku budził dyskusje. Z jednej strony jest - surową, niemal dokumentalną obserwacją. Z drugiej serwuje widzom emocjonalne napięcie i moralny ciężar, który nie znika po seansie.
„Lincz” pokazuje nie tylko sam moment przemocy, ale też wszystko to, co do niego prowadzi: milczenie instytucji, narastającą frustrację i poczucie, że nikt nie reaguje na czas.
Gdzie obejrzeć polski film „Lincz”

To nie jest film, który pozwala zająć jednoznaczne stanowisko. Każda postać ma swoją rację, ale żadna nie wychodzi z tej historii bez skazy. I właśnie w tym tkwi siła „Linczu” - w ciągłym balansowaniu między zrozumieniem a potępieniem. To kino trudne, surowe i świadomie niewygodne. Takie, które nie kończy się wraz z napisami końcowymi - tylko zostaje w głowie jeszcze długo po seansie.
Bo najważniejsze pytanie pojawia się dopiero wtedy, gdy ekran gaśnie: co zrobilibyśmy na miejscu bohaterów? I gdzie naprawdę przebiega granica między obroną a zemstą, między strachem a decyzją, której nie da się już odwrócić?
„Lincz” dostępny jest na VOD TVP, a swego czasu był nawet pokazywany w Sejmie RP - jako film, który prowokował do dyskusji o tym, gdzie kończy się bezsilność państwa, a zaczyna samosąd.

