Reklama

Widzowie, którzy śledzą kinowe premiery, mogą mieć skojarzenia z filmem Drama” (z Zendayą i Robertem Pattinsonem w rolach głównych) - historią relacji, w której tuż przed ślubem pojawia się wyznanie zdolne zburzyć cały związek.

Netflixowy dokument choć opowiada podobną sytuację - działa jednak na zupełnie innym poziomie ciężaru emocjonalnego. Tutaj nie chodzi o zdradę, sekret, podwójne życie czy błąd młodości. Chodzi o realną śmierć człowieka. I pytanie, którego nie da się łatwo wyrzucić z głowy: co zrobiłabyś, gdyby osoba, którą kochasz, powiedziała ci, że ukrywała udział w zbrodni?

To właśnie od tego momentu ten mini-serial dokumentalny zaczyna grać z widzem najmocniej.

Elle newsletter
elle.pl

O czym jest „Czy powinnam wyjść za mordercę?” Netflixa?

Czy powinnam wyjść za mordercę
mat. prasowe

Trzyczęściowy dokument opowiada prawdziwą historię dr Caroline Muirhead - szkockiej patolożki sądowej, która po trudnym rozstaniu zakłada konto na Tinderze i poznaje Sandy’ego McKellara. Relacja rozwija się błyskawicznie. Są wspólne wyjazdy, zakochanie, zaręczyny i poczucie, że w końcu wszystko zaczyna się układać. Problem pojawia się wtedy, gdy Caroline pyta narzeczonego, czy jest coś z jego przeszłości, o czym powinna wiedzieć przed ślubem?

I wtedy - ku zaskoczeniu Caroline - Sandy, mężczyzna za którego za chwilę ma wyjść za mąż - przyznaje się do udziału w zbrodni.

„Jej dylemat jest niewyobrażalny, ale jednocześnie niemożliwy do odrzucenia” - powiedział w rozmowie z Tudum Magazine reżyser dokumentu Allott. „Człowiek, któremu właśnie powiedziałeś, że spędzisz z nim resztę życia, wyznaje ci straszliwą tajemnicę. Zachowujesz ją i żyjesz z jej konsekwencjami, czy ujawniasz ją i niszczysz wszystko, w co do tej pory pokładałeś wszelkie nadzieje?”

Historia, która wydarzyła się naprawdę

Czy powinnam wyjść za mordercę
mat. prasowe

Sprawa sięga 2017 roku. Alexander „Sandy” McKellar, prowadząc samochód pod wpływem alkoholu, potrącił rowerzystę Tony’ego Parsonsa - byłego marynarza i działacza charytatywnego. Zamiast wezwać pomoc, Sandy i jego brat bliźniak Robert ukryli ciało na odludnym terenie szkockiej posiadłości Auch Estate. Zwłoki pozostawały tam przez trzy lata. Dopiero 6 lat później - w 2023 roku obaj mężczyźni przyznali się do zarzutów. Sandy został skazany na 12 lat pozbawienia wolności za nieumyślne spowodowanie śmierci i utrudnianie działań wymiaru sprawiedliwości; Robert otrzymał 5 lat i 3 miesiące.

Dokument pokazuje jednak nie tylko samą zbrodnię, ale przede wszystkim psychiczne konsekwencje całej sytuacji i moralny chaos, w którym znalazła się Caroline.

Najbardziej przeraża to, że ona go nie zostawiła

Czy powinnam wyjść za mordercę
mat. prasowe

Najmocniejszy element tego dokumentu? Fakt, że Caroline po zgłoszeniu sprawy na policję… nadal była z Sandym. Kobieta zaczęła współpracować ze śledczymi, potajemnie nagrywając rozmowy z partnerem i zbierając dowody przeciwko niemu. Jednocześnie wciąż funkcjonowała w tej relacji, próbując przetrwać emocjonalny chaos.

I właśnie tutaj serial robi się najbardziej niepokojący - bo pokazuje, jak bardzo miłość „jest ślepa” i komplikuje racjonalne decyzje.

True crime, które działa bardziej jak thriller psychologiczny

Czy powinnam wyjść za mordercę
mat. prasowe

Netflix przyzwyczaił widzów do mocnych historii true crime, ale „Czy powinnam wyjść za mordercę?” działa trochę inaczej niż klasyczne dokumenty o seryjnych mordercach. Tutaj napięcie buduje przede wszystkim psychologia relacji. Serial bardziej niż na samej zbrodni skupia się na pytaniu: jak daleko jesteśmy w stanie przesunąć swoje granice i zasady dla osoby, którą kochamy?

Twórcy pokazują też ogromną traumę Caroline - jej problemy z uzależnieniami, lękiem i poczuciem osamotnienia po ujawnieniu prawdy. To nie jest historia z wyraźnym podziałem na dobro i zło. To raczej opowieść o tym, jak bardzo człowiek potrafi zaplątać się we własne emocje.

Dlaczego nowy dokument Netflixa tak wciąga?

Bo oglądając go, cały czas zadajesz sobie jedno pytanie: „A co ja zrobiłabym na jej miejscu?”. I nie znajdujesz łatwej odpowiedzi. Dlatego ten serial zostaje w głowie dużo dłużej niż większość true crime’ów.

Nie epatuje brutalnością. Nie próbuje szokować na siłę. Najbardziej przerażające jest tu coś zupełnie innego - świadomość, że ta historia, która zniszczyła czyjeś życie zaczęła się od zwykłego przesunięcia palcem w aplikacji randkowej.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...