"Ten norweski film jest obrzydliwy, ale obejrzałam go do końca". Brutalna satyra na świat sztuki od twórcy filmu "Drama"
„Chora na siebie” to gorzka satyra o kobiecie, która dla uwagi przekracza granice, ukazując współczesną obsesję na punkcie wizerunku i social mediów w brutalnie naturalistyczny sposób. To film twórcy głośnej "Dramy" z Zendayą i Robertem Pattinsonem.

- Basia Wilk
„Chora na siebie” to norweski film, którego akcja rozgrywa się w Oslo i opowiada historię młodej kobiety, Signe, zagubionej w świecie, gdzie jej chłopak, Thomas, odnosi sukcesy w świecie nowoczesnej sztuki. Choć tytuł może kojarzyć się z innym wybitnym filmem Joachima Triera, produkcja Kristoffera Borgliego ma zupełnie inny wydźwięk – momentami mroczny, a równocześnie pełen czarnego humoru obraz życia w cieniu własnych autodestrukcyjnych wyborów.
Satyrą na społeczne przywary i medialną obsesję
Signe to dziewczyna, która zupełnie nie ma hamulców i celowo niszczy sobie życie, bo chce, żeby ktoś ją zauważył. Robi coraz bardziej dziwne i szokujące rzeczy, nawet kaleczy siebie na stałe. Jej związek z Thomasem to pełna dziwactw i toksyczności jazda bez trzymanki. Thomas bardziej traktuje ją jak narzędzie do pokazania się niż partnerkę. Choć ich zachowanie jest trochę przesadzone, to widać, że oddaje prawdziwe problemy z zazdrością i ciągłą potrzebą bycia w centrum uwagi.
Historia Signe posiada przewidywalny scenariusz, ale to nie wada – stanowi raczej przypowieść, która pozwala reżyserowi swobodnie wprowadzać kolejne wątki i satyryczne spojrzenia na codzienne ludzkie przywary. Film kpi między innymi z płytkiej inkluzywności świata mody i medialnej obsesji na punkcie sensacji, tworząc zabawny, choć gorzki portret narcystycznego społeczeństwa.
Imponująca gra aktorska i elementy body horroru
Kristine Kujath Thorp w roli Signe pokazuje pełen zakres emocji – od chaosu psychicznego, przez sztuczną skromność, po slapstickową komedię fizyczną. Jej postać zyskuje autentyczność także dzięki wyrazistej charakteryzacji, która dodaje filmowi elementów body horroru. Najciekawszymi momentami są jednak fantazje Signe, które zręcznie wtapiają się w narrację i zmuszają widza do zastanowienia się nad granicą między rzeczywistością a wyobraźnią.
„Chora na siebie” OPINIA
Film „Chora na siebie” zrobił na mnie silne wrażenie, choć muszę przyznać, że momentami był naprawdę obrzydliwy i naturalistyczny – kilka scen było tak intensywnych, że musiałam zrobić sobie przerwę w seansie. Mimo to trudno było mi oderwać się od oglądania, ponieważ historia Signe wciąga i niesie ze sobą bardzo ważne i trafne przesłanie, szczególnie w dzisiejszych czasach zdominowanych przez social media. Pokazuje, jak łatwo można zatracić siebie w pogoni za uwagą i uznaniem, co czyni film nie tylko ciekawym, ale też potrzebnym spojrzeniem na nasze społeczne problemy.

