„Nie zliczę ile razy na nim płakałam”. Ten romans z Nicolasem Cage’em wraca jak emocjonalny nokaut
Anioł, lekarka i historia miłosna, po której wielu widzów jeszcze długo siedziało w ciszy. „Miasto aniołów” wraca dziś jako jeden z tych filmów, które albo rozdzierają serce, albo zostają w nim na zawsze.

Są takie filmy, które ogląda się raz i zapomina po tygodniu. I są też takie, które wracają po latach razem z konkretnym uczuciem - melancholią, nostalgią albo tym dziwnym ściskiem w gardle, który pojawia się jeszcze przed finałową sceną. „City of Angels” (pol. „Miasto aniołów”) zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Dla jednych to zbyt emocjonalny melodramat. Dla innych - jeden z najbardziej romantycznych filmów końcówki lat 90., który do dziś wywołuje skrajne reakcje. Jedni przewracają oczami, inni piszą po latach: „nadal płaczę dokładnie w tych samych momentach”. A prawda jest taka, że ten film nie próbuje być chłodny ani ironiczny. Wręcz przeciwnie - idzie prosto w emocje. Bez zabezpieczeń.

O czym jest „Miasto aniołów”?

Historia zaczyna się w Los Angeles, czyli mieście aniołów, gdzie Seth - anioł grany przez Nicolasa Cage - obserwuje ludzi, towarzyszy im w ostatnich chwilach życia i pomaga przejść duszom na drugą stronę. Jest jednym z wielu niewidzialnych opiekunów obecnych wśród mieszkańców miasta. Wszystko zmienia się, gdy poznaje doktor Maggie Rice, graną przez Meg Ryan. Maggie jest chirurgiem, która po śmierci pacjenta zaczyna wątpić w siebie i własne decyzje. Seth początkowo tylko ją obserwuje, ale szybko zaczyna pragnąć czegoś, czego anioł doświadczać nie powinien - bliskości, dotyku, zapachu, ludzkiego życia.
I właśnie tutaj ten film trafia najmocniej. Bo pod romantyczną historią kryje się opowieść o tym, jak bardzo ludzkie doświadczenia - nawet te bolesne - są warte przeżycia.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Nicolas Cage i Meg Ryan w jednej z najbardziej pamiętanych romantycznych par lat 90.

To jeden z tych castingów, które z perspektywy czasu wydają się idealnie niedzisiejsze. Nicolas Cage kojarzony był wtedy głównie z intensywnymi thrillerami i rolami twardych bohaterów, tymczasem tutaj gra niemal szeptem - spokojnie, delikatnie, momentami wręcz eterycznie. Meg Ryan z kolei wnosi do filmu wszystko to, za co widzowie pokochali ją w romantycznym kinie lat 90.: ciepło, naturalność i emocjonalność bez przesadnego dramatyzmu.
Obok nich pojawiają się także Andre Braugher i Dennis Franz, ale to właśnie duet Cage-Ryan buduje cały emocjonalny ciężar tej historii. I robi to zaskakująco skutecznie nawet dziś - w epoce cynicznych romansów i randkowych aplikacji.
Dlaczego ten film nadal działa?

Bo „Miasto aniołów” nie jest tylko romansem o niemożliwej miłości. To film o tęsknocie za prawdziwym przeżywaniem życia. O tym, że czasem jedno krótkie doświadczenie może znaczyć więcej niż wieczność bez emocji. Film porusza też temat wolnej woli, straty i pogodzenia się z tym, że miłość nie zawsze kończy się tak, jak chcielibyśmy tego jako widzowie. I właśnie finał do dziś najmocniej dzieli odbiorców.
Na Rotten Tomatoes produkcja ma 57% od krytyków, ale aż 82% ocen od widzów. Na IMDb utrzymuje ocenę 6,7/10 przy ponad 130 tysiącach głosów i 28 latach od premiery. W internetowych dyskusjach jedni nazywają zakończenie „emocjonalnym ciosem”, inni twierdzą, że właśnie dzięki niemu film został zapamiętany na dekady. Na Reddicie można znaleźć komentarze widzów, którzy przyznają, że wracają do niego mimo łez - albo właśnie przez nie lub wręcz po nie.
I jest jeszcze muzyka. Trudno mówić o „Mieście aniołów” bez wspomnienia Iris, które dla wielu widzów stało się emocjonalnym przedłużeniem całego filmu. Soundtrack z utworami U2, Alanis Morissette czy Sarah McLachlan do dziś pozostaje jednym z najbardziej pamiętanych soundtracków końcówki lat 90.
Gdzie obejrzeć „Miasto aniołów”?

Film „City of Angels” jest obecnie dostępny w serwisie Apple TV

