Fani grozy długo na to czekali. Nicolas Cage powróci w kontynuacji jednego z najstraszniejszych filmów ostatnich lat
„Kod zła” nie tylko przyciągnął fanów mrocznych historii, ale też udowodnił, że kino grozy wciąż potrafi zaskakiwać. Teraz wiemy już, że świat wykreowany przez Osgooda Perkinsa powróci na wielki ekran.

W tym artykule:
- Paramount przejmuje stery, a ekipa kreatywna zostaje na pokładzie
- Longlegs wraca, ale to ma być nowa historia
- Dlaczego akurat ten horror dostał drugie życie
- Data już jest, cierpliwość staje się częścią doświadczenia
Paramount przejmuje stery, a ekipa kreatywna zostaje na pokładzie
Za kontynuację w tym świecie odpowiada teraz Paramount Pictures, które przejęło prawa do marki. To przesunięcie ciężaru gatunkowego z niezależnego fenomenu w stronę dużego studia ma też swój bardzo konkretny, produkcyjny kontekst: w obiegu pojawiła się informacja, że planowany budżet kolejnego filmu ma wynosić 40–50 mln dolarów. Przy takich liczbach zmienia się skala przedsięwzięcia: więcej dni zdjęciowych, większa logistyka, większe oczekiwania.
Równocześnie rdzeń twórczy ma pozostać nienaruszony. Osgood Perkins ponownie ma odpowiadać za reżyserię i scenariusz, a także za produkcję. Producentem ma być również Nicolas Cage. W świecie kina, w którym głośne tytuły często wędrują z rąk do rąk, ta konsekwencja personalna jest sygnałem, że projekt ma zachować tożsamość, która w 2024 roku przyciągnęła do „Kodu zła” widownię spragnioną inteligentnego dreszczu.
Longlegs wraca, ale to ma być nowa historia
Wiadomo, że Cage ma wrócić do roli Longlegs, opisywanego jako obłąkany seryjny zabójca satanista. Twórcy zapowiadają jednak, że „Kod zła 2” nie będzie opowiadał historii „po” w prostym, sequelowym sensie. Zamiast tego dostaniemy film osadzony w tym samym świecie, z powiązaniami z oryginałem. To istotne przesunięcie akcentu, bo sugeruje bardziej świadome budowanie uniwersum niż odhaczanie kolejnych etapów fabuły.

Na razie nie podano szczegółów scenariuszowych. Padają natomiast przypuszczenia, że nowa odsłona może przybrać formę prequela lub historii genezy postaci. Taki kierunek pasuje do obecnej w popkulturze potrzeby dopowiadania tego, co „przed” — znanej zarówno z serialowych franczyz, jak i kina grozy, które coraz częściej stawia na psychologię i konsekwentnie budowany świat przedstawiony.
Dlaczego akurat ten horror dostał drugie życie
„Kod zła” był jednym z tych tytułów 2024 roku, które potrafią zmienić rozmowę o kinie gatunkowym: nie tylko straszyć, ale też uwodzić formą i atmosferą. Produkcja miała budżet 10 mln dolarów, a jej wynik box office’u na świecie podawany jest na poziomie około 127–128 mln dolarów. To połączenie skromnych kosztów i wysokiego zainteresowania publiczności należy do najbardziej pożądanych scenariuszy w branży.

Film zdobył też solidny kapitał wizerunkowy. W serwisie Rotten Tomatoes ma 85% pozytywnych opinii od krytyków i 61% pozytywnych ocen od widzów. W obsadzie, obok Cage’a, znaleźli się Maika Monroe, Blair Underwood i Alicia Witt. W centrum opowieści była młoda agentka FBI Lee Harker: przydzielona do nierozwiązanej od lat sprawy seryjnego mordercy, trafiała na trop okultyzmu i zaszyfrowanych wiadomości, a z czasem odkrywała, że sprawa dotyka jej osobiście.
Data już jest, cierpliwość staje się częścią doświadczenia
Premiera 14 stycznia 2028 roku oznacza jedno: na powrót do tego świata trzeba będzie poczekać. Dla widzów to długi dystans, dla studia i twórców — czas na dopracowanie tonu, obsady i kierunku, który odróżni kolejną odsłonę od prostego „więcej tego samego”. Jeśli „Kod zła 2” ma być nową historią w tym samym uniwersum, decyzje podjęte teraz będą równie ważne jak sama data w kalendarzu: to one zdecydują, czy widownia dostanie kolejną głośną premierę, czy dopracowany rozdział świata, który już raz zaskoczył rozmachem i dyscypliną.

